wtorek, 4 października 2016

"Florystka" Katarzyna Bonda

Jesień to idealny czas na dobry kryminał, thriller lub jakąś mocną sensację. Idealny czas na to by dać wciągnąć się historii z dreszczykiem w tle, historii dzięki które poczujemy różne emocje wcale nie wystawiając nosa z ciepłego domu, zwłaszcza gdy na zewnątrz paja i zimno okropnie. A gdy chodzi o takie historie to według mnie niezastąpiona jest Katarzyna Bonda i książki, które spod jej ręki wyszły. Ja tym razem przeczytałam  kolejny tom z cyklu o Hubercie Meyerze czyli "Florystkę" i uwierzcie mi dostarczyła mi ona sporej dawki rozrywki i różnych emocji, co prawda czytałam ją na początku jesieni, a początek ów był zaiste piękny (w przeciwieństwie do tego co dziś za oknem), ale razem z herbatką z cytryną kilka wieczorów w jej towarzystwie uważam za bardzo udanych! 
Tym razem Hubert Meyer musi rozwikłać sprawę zaginięcia małej dziewczynki. Zaginięcia, które wydawać by się mogło zwykłym zaginięciem, z którym doświadczeni policjanci i profiler nie powinni mieć większego problemu, owszem takich spraw nie udaje się rozwiązać od razu, ale rozwiązanie ich nie powinno tak bardzo się gmatwać i doprowadzać do kolejnych tragicznych wydarzeń. Wydarzeń, które łączą się z przeszłością tytułowej Florystki. Kim ona jest i dlaczego w sprawę zaginięcia dziewczynki jest zamieszana dowiadujemy się w trakcie czytania, poznajemy też wiele innych postaci, które nie zawsze są tylko tłem opowiadanej historii (jak kilkukrotnie myślałam, więc bądźcie czujni bo kilka osób nie bez powodu się w tej książce znalazło), lecz mogą w niej sporo namieszać. I mimo iż tym razem prawie od początku czułam, kto jest "winien" to i tak kilkukrotnie książka mnie zaskoczyła, a sprawy które niby wydawały mi się oczywiste wcale tak oczywistymi nie były, bądź wywodziły się z jeszcze innych zagmatwanych faktów. Wszystko to tworzy razem naprawdę dobrą książkę, od której ciężko się oderwać, a o to przecież w tego typu książkach chodzi,. By gnać przez nie ku rozwiązaniu opisywanej sprawy. By po drodze zagubić się kilkukrotnie, dać autorce wodzić za nos, dać się zaskoczyć właśnie wtedy, gdy myślało się, że przecież już się zna zagadki rozwiązanie i nawet jeśli się zna (bo się pochwalę jeszcze z raz- ja rozszyfrowałam ją po mniej więcej połowie książki - i pewnie nie byłam jedyną osobą, która tak miała) to wszystkie inne wątki są na tyle ciekawe by w całości tworzyć kryminał przy którym się nie zaśnie jak kawa przestanie działać lub wystygnie herbata. No dobra herbata wystygnie, ale dlatego, że zapomnicie o niej czytając. 
Zatem kochani kubek ciepłej herbaty, kocyk i czytamy, czytamy....
Ja wkrótce zabiorę się za kolejne książki autorki,  które czekają u mnie na półce, łącznie z jeszcze ciepłymi "Lampionami". Ach co to będzie za jesień...

K.Bonda, "Florystka", Wyd. MUZA, Warszawa 2015, s. 576

3 komentarze:

  1. Polecam inne książki Autorki, a "Florystkę" czytałam w starszy wydaniu - świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wypadałoby w końcu zapoznać się z twórczością Bondy. Jestem ciekawa, jakie wywrze na mnie wrażenie. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam tylko pierwszy tom tego cyklu. Koniecznie muszę nadrobić kolejne.

    OdpowiedzUsuń