piątek, 23 października 2015

Chcecie Longina? KONKURS!


Zainteresowałam Was może ostatnią opisywaną książką? Chcecie razem z Longinem wybrać się na wakacje w czasach niby z innej epoki? Jeśli nie to może ten filmik Was jeszcze zachęci?

Zachęceni? Jeśli tak to zapraszam do konkursu, w którym możecie wygrać właśnie książkę "Longin.Tu byłem". Książkę funduje Wam Wydawnictwo Znak.
Co zrobić by ją wygrać? 
Podzielcie się ze mną ( w komentarzach pod tym postem) Waszym wspomnieniem z wakacyjnych wyjazdów Waszego dzieciństwa.  Ten komentarz, który przypadnie mi najbardziej do gustu (no niestety ponoć o gustach się nie dyskutuje, ale cóż jakoś będę musiała wybrać!) wygrywa książkę!
Na Wasze komentarze czekam do środy (do północy) - 28.10.2015, a wyniki postaram się ogłosić w dniu następnym.
Oczywiście zachęcam do rozpowszechniania wiedzy o konkursie i z góry za to dziękuję!
Pozdrawiam Was wszystkich cieplutko z ponurego, wietrznego i deszczowego Krakowa, w którym zaiste panuje książkowa atmosfera.
PS. Kto zjechał na Targi Książki? Z kim się mi uda zobaczyć na Blogerskim Spotkaniu w Smakołykach? (bo prawdopodobnie dotrę tam choć na chwilę, mam nadzieję!)

4 komentarze:

  1. Wakacyjne wojaże to dla mnie... morze. Bałtyk konkretnie. I teraz wyobraź sobie, że jest niezbyt ciepło, ale nie pada. Jeszcze. Woda ma może 11 stopni i w tej wodzie widzisz może 6-cio letnią dziewczynkę w stroju kąpielowym, która zapiera się nogami i nie daje wyciągnąć na koc, choć właściwie nie czuje już nóg ani rąk. Tak, to ja. Nic się nie zmieniłam, zostało mi do dzisiaj ;)
    kontakt@maialis.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię podróżować, najlepiej czuję się we Włoszech. Cudowne jedzenie, przemili ludzie... Rzym to moje ulubione miasto. Pokochałam je od momentu, gdy pierwszy raz tam zawitałam. Na razie mój wynik odwiedzin w tym cudownym miejscu to 3, mam jednak nadzieję, że uda mi się odkryć jeszcze wiele rzymskich zakamarków. Przeżyłam tam całkiem dużo, od pozdrowień od papieża Franciszka, po trzęsienie ziemi nieopodal. Jest to mój raj na ziemi, do którego zawsze będę chętnie wracać.
    Czegokolwiek bym jednak nie robiła w wakacje, zawsze muszę znaleźć sobie wolne dwa tygodnie na początku sierpnia. Salezjańska Pielgrzymka Ewangelizacyjna na Jasną Górę. Jest to tzw. Czas Łaski. Dla mnie jest to moment zbliżenia się do Boga oraz chwila, w której mogę w końcu spotkać się z przyjaciółmi z całej Polski. Jest to przeżycie nie do opisania. Nie mam chyba lepszego wspomnienia, niż wejście na Jasną Górę oraz późniejsze nocne czuwanie u Mamy, w końcu, po dwóch tygodniach ciężkiej wędrówki. Powiem jedno: tam jestem naprawdę szczęśliwa! A dla tych, którzy nie są obeznani z tymi klimatami: serdecznie polecam wakacje z salezjanami!
    ewa.proczkowska@gmail,com

    OdpowiedzUsuń
  3. Do dziś pamiętam mój pierwszy wyjazd do Krakowa. Miałam wtedy dokładnie sześć lat. Najpierw z mamą pojechałyśmy do ciotki mamy, która mieszkała w Tarnowie. Z tego miasta pociągiem ruszyłyśmy ku Grodowi Kraka. Mama długo zastanawiała się co mi najlepiej pokazać, gdzie zabrać. Miała obiekcje czy zaciekawi mnie Wawel, Smok z tego zamku itd Doszłyśmy ze stacji PKP do Rynku. I ...? I ja w wersji dziecka utknęłam w tym miejscu. Bo były tam słynne gołębie co jedzą z ręki. Więc kupiłam sobie kilkanaście kubków pszenicy od przekupek i karmiłam ptaszki. Ach, jaka to była frajda. I ten obraz z wakacji namalowałam na lekcji plastyki w pierwszej klasie. Wiesz, mam go do dziś, patrzę z sentymentem i sobie wspominam te chwile. Pozdrawiam serdecznie malineczka74@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie jeździłam daleko na wakacje – nie dla mnie morze, nie dla mnie góry. Co roku jeździłam do babci na wieś, gdzie dnie spędzałam na znikaniu, gdy mnie szukano i pojawianiu się wszędzie, gdy mnie akurat widzieć nie chciano. Latałam z psami, bawiłam z kotami, śmiałam z kuzynkami. Chodziłam po lasach, biegałam przez pola i nawiedzałam łąki. Mam mnóstwo szczęśliwych wspomnień z tego okresu – byłam wolna, to był mój świat bez ograniczeń, jeśli pominąć by przestrogi i rozkazy dziadków, które jako dziewczynka rzecz jasna ignorowałam.
    Pamiętam, że kiedyś próbowałam uciec przed wzrokiem babci, a jedyna furtka oddzielająca podwórko od dróżki, była zablokowana. Wybrałam więc drogę na skróty – przez płot ze sztachetkami. Przy nim znajdowała się górka snopków, więc wdrapanie się na nie, a później na płot było bułką z masłem. Zeskakując na drugą stronę, nie przewidziałam tylko jednego. Byłam ubrana w bluzę i jakimś cudem zahaczyłam kapturem o sztachetkę. Nie dusiłam się ani nic takiego – jednak zawisłam nad ziemią a moje ruchy zostały mocno ograniczone, co nie przeszkadzało mi w wymachiwaniu rękoma i szarpaniu. Nie wiem, ile bym się jeszcze miotała w tym stanie, próbując się uwolnić, ale od czego ma się kochane kuzynki – pomogły mi się odczepić od drewnianej konstrukcji i potem znowu mogłyśmy kontynuować beztroską ucieczkę od dorosłych. Co to były za czasy!
    gracja313@tlen.pl
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń