środa, 27 maja 2015

Obietnica Łucji Dorota Gąsiorowska


Lubię literaturę obyczajową, lubię sobie poczytać o losach bohaterów, którzy mogą mi być bliscy, ich problemy mogłyby być moimi problemami, a ich radości mogłyby okazać się bliskie temu co i mnie raduje. Z drugiej strony lubię też taką literaturę obyczajową, której treść jest mi zupełnie obca, nic mnie nie łączy z bohaterami, nigdy nie byłam w sytuacji w której oni się znajdują i do tego niekoniecznie już owi bohaterzy by mi do gustu przypadli, gdybym ich miała poznać na żywo. Jednak, gdy owa literatura obyczajowa doprowadza mnie do skrętów kiszek i totalnego znudzenia książką to cóż, ale moja sympatia do niej jest bliska zeru. Tak było właśnie z "Obietnicą Łucji". Pozwólcie, że spróbuję Wam opowiedzieć dlaczego tak się stało.
Dorota Gąsiorowska napisała książkę, która tak naprawdę powinna mi się podobać. Obyczajówka, przeszłość mieszająca się z teraźniejszością, pełna zbiegów okoliczności, ponoć wzruszająca i pełna ciepła. O miłości, o przeznaczeniu, o odpowiedzialności za losy swoje i innych. Niestety kompletnie nie odnalazłam w niej niczego co do gustu mogłoby mi przypaść. Owszem pierwsze rozdziały zapowiadały naprawdę ciekawą książkę. Mamy tu bowiem niejaką Łucję, którą poznajemy w dosyć dziwnych okolicznościach, zapowiadających intrygujący ciąg dalszy. Łucja bowiem rzuca swoje dawne życie i wyjeżdża. Na wieś. A tam jej życie zostaje wywrócone do góry nogami. Choć niekoniecznie przez to czego na początku się spodziewamy, bo nie od razu wszystko ma być wiadomo (a jednak jest). Brzmi znajomo? Pewnie tak, bo już wiele książek o podobnej tematyce się Wam (i mi zresztą też) przez ręce przewinęło. Jednak zapowiadał się mimo wszystko dosyć ciekawy ciąg dalszy. Niestety ciąg dalszy był dla mnie już tak abstrakcyjny, tak naciągnięty do granic możliwości i momentami tak przewidywalny, że po prostu pokonując kolejne strony książki czułam się coraz bardziej zirytowana. I zmęczona lekturą, a tego kochani moi nie lubię, oj nie. Bo jak się zmęczę to bywam drażliwa, a jak bywam drażliwa to się książce obrywa. I tak się właśnie działo.

Czemu? Bo znowu dałam się wciągnąć w ten schemat, znowu narobiłam sobie nadziei na dobrą, kobiecą literaturę. Na literaturę, w której odnajdę jakąś realną historię, w której odnajdę jakieś prawdziwe emocje. A nie takie naciągane, napuszone i puste. Do tego wszystko okraszone tak absurdalnymi dialogami, że zgrzytałam zębami podczas ich czytania, a momentami zastanawiałam się czy to może ze mną jest coś nie tak, bo zupełnie ich nie czuję. Tak jakby zupełnie nie łączyły się w całość. Tak jakby każda osoba w nich biorąca udział mówiła tym samym głosem, tym samym tonem i miałam dokładnie tyle samo lat. Bez względu czy to było dziecko, czy starsza kobieta wydźwięk był ten sam. Męczące to i odrzucające od wielu naprawdę obiecujących wątków, które autorka próbowała powtykać w tej książce. I niby one wszystkie się ze sobą łączą, niby wszystkie mają się w jakiś tam sposób dopełnić, jednak ma się poczucie, że są mocno naciągane, sztuczne i przez to coraz mniej wiarygodne. Autorka nie raz tak tłumaczyła pewne zdarzenia, by układały się pod dany moment. Jednak pewne opisy się wykluczały, tworząc mało przekonującą historyjkę. Lukrowatość, zbędne powtórzenia i zbyt rozległe opisy, które pewnie miały nadać sentymentalne tło książce po prostu męczyły. Miałam wrażenie, że autorka na siłę próbuje stworzyć wspaniały świat, w którym to co złe przegrywa z dobrem, wszystko mimo różnych zwrotów akcji kończy się bajecznie, a czytelnik na bank uroni niejedną łzę. Ja niestety nie uroniłam żadnej łzy, nie uśmiechnęłam się też podczas czytania, nie zatrzymałam na dłużej nad jakimś ciekawym wątkiem - po prostu miałam ochotę jak najszybciej książkę skończyć. Powiecie, że przecież mogłam przestać czytać. Tym razem nie mogłam, moja własna przekora i upartość mi na to nie pozwalała. Poddałam się przecież podczas czytania "Alibi na szczęście", a tym razem nie chciałam odpuścić, choć naprawdę momentami miałam wrażenie, że i "Alibi..." i "Obietnicę Łucji" pisała jedna i ta sama osoba. I przy jednej, i przy drugiej książce męczyłam się równie mocno. Tę jednak przeczytałam, przekonałam się, po raz kolejny zresztą, że nie zawsze to co okraszone samymi pozytywnymi opiniami płynącymi zewsząd musi i dla mnie być dobre. A jeśli i Wy nie lubicie mdłych i mało wiarygodnych obyczajówek to "Obietnicę Łucji" sobie darujcie. Bo ja stawiam jej tylko **2** i żałuję, że to kolejna książka polskiej autorki, która nie przypadła mi do gustu. 

D. Gąsiorowska, "Obietnica Łucji", Wyd. Znak, Kraków 2015, s. 430

16 komentarzy:

  1. Mam wrażenie, że mamy podobny gust literacki :) Czytając Twojego bloga często natrafiam na opinie, które mnie samej przychodzą do głowy podczas lektury konkretnych książek. Podobnie było z "Alibi na szczęście". Zakupiłam mając nadzieję na ciekawą obyczajówkę i już planując stworzenie sobie całej kolekcji z tej serii. A tymczasem od pierwszych stron irytowała mnie główna bohaterka i przelukrowana znajoma gospodyni znad morza (nie pamiętam imienia). Do tego "szalona" przyjaciółka i zakochany do granic możliwości facet. O zgrozo! Przewidywalność i schematyczność do bólu. Jeśli w jakiś sposób "Obietnica Łucji" przypomina "Alibi", to zamierzam się trzymać od niej z daleka:) Dzięki za ostrzeżenie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) obie te książki ńie przypadły mi do gustu, obie mnie irytowały, bohaterki męczyły, opisywane sytuacje wolały o pomstę do nieba, no nic w nich dla mnie nie było...

      Usuń
    2. Bardzo ciężko czyta się książkę, kiedy nie lubi się głównej bohaterki. Hani z "Alibi na szczęście" dałam szansę do około 200 strony. Zwykle nie odkładam nieprzeczytanych książek na półkę, ale w tym przypadku po prostu nie dało się zrobić inaczej:)

      Usuń
  2. Już kolejna recenzja tej książki. Dwie skrajnie różne. Zobaczymy. Jeśli znajdę w bibliotece to się będę nad nią bardziej zastanawiała :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba moja opinia jest jedną z tych nielicznych- na nie.

      Usuń
  3. Recenzji tej ksiazki jest od groma, bo wydawnictwo rozesłało ja do wszystkich blogerów i nie-blogerów tez. Większość opinii jednak pieje z zachwytu i miałam wrażenie, ze byłam jedyna, której sie ta powieść nie podobała. Tez miałam wrażenie, ze Obietnica Łucji wyszła z tej samej "stajni", co Alibi na szczęście. Powaliła mnie w niej ilośc lukru i kompletny brak logiki zdarzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż ja też ją dostałam od wydawnictwa, jednak to na opinii nie powinno zaważać przecież. I właśnie brak logiki zdarzeń mi te dwie książki łączył ze sobą, i jeszcze sposób narracji. No kiepsko po prostu.

      Usuń
  4. Czytałam tę książkę i nie jestem wobec niej taka krytyczna;) Miałam ochotę na spokojną obyczajówkę i coś takiego dostałam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile ludzi tyle opinii, dla mnie to była męcząca obyczajówka

      Usuń
  5. Miałam ją w planach, ale Twoje recenzja trochę ostudziła mój zapał. Może jak uda mi się ją trafić w bibliotece to przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam takie zdanie jak Kasia J. - nie liczyłam na nic wzniosłego, tylko na fajną historię, gdzie po trudach i cierpieniach jest happy end.
    KassWarz - zależy kto czego szuka w danej książce w danym momencie. Ale po tym co napisałaś widzę, że jest nadzieja dla mojego spotkania z Alibi...

    OdpowiedzUsuń
  7. ja Gąsiorowską oceniam pozytywnie - to jej debiut, jeszcze się rozwinie. To nie do końca mój ulubiony gatunek (o czym pisałam w recenzji u siebie) ale np. moja babcia jest zachwycona. A "Alibi na szczęście" i kolejne pochłonęłam w zawrotnym tempie - sama nie wiem dlaczego, aż tak mi się podobały ale poza naciąganym "Szczęściem w cichą noc" oceniam tę serię bardzo pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Do 6.06 trwa jeszcze konkurs u mnie - 28 książek w puli - zapraszam :)

    http://czytelnicza-dusza.blogspot.com/2015/05/wielki-urodzinowy-konkurs-u-ejotka-do.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Śliczna recenzja, miło się czytało. Po książkę z pewnością nie sięgnę, chociaż ma naprawdę ciekawą okładkę. Chociaż debiutantom trzeba dać "z urzędu" szansę...

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć! Z ciekawości i potrzeby eksperymentu podjęłam się odpowiedzi na pytania Liebster Blog Awards, a następnie nominowałam Ciebie do przejęcia pałeczki: http://pannakac-pisze.blogspot.com/2015/06/liebster-blog-award-1-i-2.html

    OdpowiedzUsuń