środa, 1 kwietnia 2015

the end

 Jak widzicie sami nie było mnie tutaj cały miesiąc. Długo nie długo- jak dla mnie to chyba najdłuższa absencja na blogu w całej jego historii. Nie pisałam, nie dawałam znaku życia.
Niestety czasem zdarza się tak, że w życiu coś Was do blogowania przyciąga, a czasem od niego odsuwa. Czasem jest tak, że staje się przed ścianą i nie wie się w którą stronę pójść i czy się w ogóle chce iść dalej. Czasem nie ma się też na to sił. Bo życie prywatne czasem płata figle. I trzeba sobie z nimi poradzić, i wtedy nie zawsze jest czas na to co z blogiem związane czyli czytanie i pisanie. Nie będę ukrywała przed Wami, że przez ostatnie tygodnie od blogowania mnie odrzucało, nie miałam w sobie na tyle sił by skupić się i podzielić się z Wami tym co przeczytałam. Musiałam się więc zastanowić co dalej, jak to dalej ma wyglądać. I przykro mi bardzo, ale po wielu przemyśleniach doszłam do wniosku, że to KONIEC!
KONIEC bloga? Na szczęście wierzę, że wiecie, że dziś 1 kwietnia! I że to oczywiście prima aprilisiowy koniec bloga.
Bo koniec oczywiście nastąpi, ale.... koniec ciszy na blogu! KONIEC z tym! Trzeba brać się do życia! Muszę przecież w końcu podzielić się z Wami tym co na moim biurku błaga o opisanie. Muszę przecież nadrobić wszelkie zaległości, które się piętrzą na półkach i w mojej głowie. Muszę sobie zafundować nowy start. Może akurat okaże się on lepszy? Nie mogę się poddawać, nie mogę trwać w stanie zawieszenia. Idziemy dalej. Hello to co przed nami, oby więcej sił było z nami! 
Zatem Kochani wracam! I spodziewać się możecie tu wkrótce między innymi wrażeń z lektur, które podczas przerwy przeczytałam, miejsca do wrzucania linków do książek, które przeczytaliście w marcu w ramach wyzwania 12 książek na 2015 rok (sama muszę Wam też opisać swoją lutową lekturę jeszcze, plus marcową, którą kończę właśnie czytać - tak, w tym aspekcie też dałam ciała), mam nadzieję, że uda mi się też wprowadzić kilka zmian i nowości na blogu. Bo czasem przerwa od blogowania daje szerszą perspektywę i pomaga dostrzec to czego się nie widziało wcześniej. 
Mam nadzieję, że cieszycie się z mojego powrotu, że mimo wszystko czekaliście na mnie i że to co chcę Wam przez najbliższy czas zaserwować będzie wzbudzało Waszą ciekawość. 
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i obiecuję w tym roku już nie robić Wam prima aprilisowych żartów. 

Ps. Dajcie znać czy udało mi się Was choć trochę nabrać... ;)

29 komentarzy:

  1. Dziewczyno bez takich mi tu żartów! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasia - będziesz mnie miała na sumieniu... Nie wolno tak straszyć pań w średnim wieku, bo one już mają osłabione serduszko :(

    Urlopik pewnie był potrzebny, ale teraz już bierz się do roboty kobieto!

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam chwilę zawahania, ale potem przypomniałam sobie, że 1 kwietnia, więc nie uwierzyłam ;) Ale pomysł na post miałaś świetny ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja się nabrałam :/ W ogóle zapomniałam, że dziś prima aprilis - ostatnio nie ogarniam rzeczywistości ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Udało ci się wyprowadzić mnie w pole.

    OdpowiedzUsuń
  6. A już się przestraszyłam! Dobrze że wracasz po miesięcznej przerwie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie tez troszkę trzepało, jak miałam wejść na swojego bloga, ale powoli mi przechodzi. To chyba takie przesilenie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wlasnie dzis o Tobie myslalam, ze jakos od dawna Cie nie czytam... Niezly dowcip- ja sie nabralam (na usprawiedliwienie mam tylko to, ze u mnie sie nie obchodzi Prima Aprilis tylko los Santos Inocentes 28 grudnia). Czekam na nowe recenzje!

    OdpowiedzUsuń
  9. Katarzyna, Wariacie, raz uduszę dwa wyściskam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam 2 kwietnia, więc przyprawiłaś mnie o palpitacje serca! Dobrze, że to tylko koniec ciszy na blogu :)

    Zapraszam do mnie na www.maialis.pl, bo daaawno Cię nie było! A sporo się zmieniło :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wypraszam sobie takie stresy! ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dałam się nabrać. Niezły żart!

    OdpowiedzUsuń
  13. No daj spokój, halo! :D nie rzuca się blogowania, nawet na żarty :P ja narzuciłam sobie regularnośc postów i publikuję najczęściej co dwa dni, żeby mnie jakieś myśli o rzuceniu bloga nie naszły :D

    OdpowiedzUsuń
  14. No wiesz co :) Chociaż ja tak pisałam rok temu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeju... Przeczytałam ten wpis dopiero dzisiaj, ale wstęp mnie zmroził. Kaś, nie drażnij ludzi!

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak tylko spojrzałam na datę, wiedziałam, że sciema. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak tylko spojrzałam na datę, wiedziałam, że sciema. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo smutno mi się zrobiło. Dobrze, że kliknęłam "więcej" :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Zafundowałaś mi mini-zawał serca.
    Dobrze, że szybko popatrzyłam na datę ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale mnie przestraszyłaś! Dobrze, że już jednak jesteś, rozumiem doskonale brak weny, też ostatnio nie mam wiele sił, ale dłuższa przerwa jednak trochę pomaga..::)

    OdpowiedzUsuń