poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Siedem lat później Emily Giffin

Przeczytałam już chyba wszystkie książki  Emily Giffin wydane w Polsce. Czytywałam je już dosyć dawno temu (chyba jedna z nich była jedną z pierwszych opisywanych tu na blogu), wrażenia z ich lektury miałam zazwyczaj dosyć dobre, bardziej w stronę bardzo dobre, niż raczej średnie. Zostało mi więc zmierzyć się z dwoma tytułami autorki, które czekały na półce. Jeden z nich czyli "Siedem lat później" wyznaczyłam sobie jako książkę do przeczytania w ramach mojego wyzwania "12 książek na 2015 rok". Tak więc w miesiącu marcu (tak wiem, że jest koniec kwietnia, tak wiem, że mam spore opóźnienia ze wszystkim) przeczytałam przedostatnią książkę autorki i wrażeniami z tej lektury najwyższa pora podzielić się z Wami.
Tym razem wrażenia były raczej średnie. "Siedem lat później" to historia małżeństwa, które po siedmiu latach wspólnego życia staje przed kryzysem. Kryzysem, który może zniszczyć ich małżeństwo, który może zrujnować życie ich rodziny, ich dzieci. Stają przed wyborami, które nie są proste, jednoznaczne i oczywiste. Choć niby pewne decyzje powinny być oczywiste, pewne
zdarzenia powinny być jakby z góry ustalone, niepodważalne. Bo czyż między dwojgiem ludzi, którzy zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, swą miłość przypieczętowali ślubem i wytrwali ze sobą siedem lat, nie powinny być pewne wybory oczywiste i pewne? Czy zarówno żona, jak i mąż powinni czuć się na tyle pewnie w związku, że mogą nie zauważać symptomów nadchodzącego kryzysu? I jak się przed takim kryzysem bronić?

Moi kochani, w sumie myślałam, że dowiem się tego z tej książki. To znaczy tego jak się przed kryzysem bronić i ewentualnie z niego wyjść jeśli już nastąpił. Niestety raczej się tego nie dowiedziałam. Owszem Tessa i Nick przechodzą kryzys, kryzys według mnie tragiczny w skutkach, kryzys, który przynosi straty, ale i pewne zyski. Bo nie zawsze kryzys musi tylko niszczyć. Czasem przecież można na nim skorzystać. Coś zmienić, o coś zadbać, czegoś się pozbyć.


Owszem wspólne życie Tessy i Nicka wystawione jest na ogromną próbę, lecz wszystko to ukazane jest w tak tendencyjnym wydaniu, w tak przewidywalnym scenariuszu i w tak amerykańskim stylu (tak wiem, że autorka jest Amerykanką), że straciło to wszystko jak dla mnie na wiarygodności i autentyczności. Sztuczne sytuacje, słabe dialogi, naciągane tło i wszystko jakieś takie lukrowane. Niestety raczej mnie nie uwiodło, choć potencjał miało spory. Bo ja lubię książki o takich prawdziwych problemach, o kryzysach, o związkach, o codzienności z jaką stykają się bohaterowie ( nawet ci żyjący w totalnie innym kulturowo od Polski kraju- ba, to często jest spory plus). Szukam w nich emocji, inspiracji, małych porad, które potem w życiu mogę wykorzystać - czyż nie po to powinny być książki takie jak "Siedem lat później"? Niestety mimo tego iż brałam sporą poprawkę na tę historię to i tak nie wydała mi się choć trochę pociągająca, wiarygodna. Męczyła mnie wręcz sytuacja, którą przeżywali bohaterowie, nie czułam jakiegoś większego napięcia, jakiegoś oczekiwania na to co się dalej stanie z życiem bohaterów, nie potrafiłam się postawić na miejscu żadnej z osób, o których czytałam. I nie chodzi o wybory, których dokonywali. Po prostu nie czułam ich autentyczności, absurdalne wydawały mi się niektóre zdania wypowiadane przez bohaterów, absurdalne wydawały mi się też niektóre wydarzenia. Jakoś tak nie kleiły mi się w całość, nie układały w spójną historię. Szczerze powiedziawszy naprawdę spodziewałam się czegoś ciekawszego, może choć trochę bardziej odkrywczego. Czegoś z tym dreszczykiem napięcia, z możliwością kibicowania bohaterom, nawet z tym, że owszem ich wybory nie będą mi się podobać, ale będę choć trochę próbowała je zrozumieć. Zastanawiam się co się stało, że książka, która naprawdę powinna mi się bardzo podobać niestety tym razem nie wywołała we mnie zbyt pozytywnych odczuć. Chłodno więc oceniam na ***3*** i liczę, że kolejna książka autorki, która czeka na półce ("Ten jedyny"), będzie lepsza!

Zdjęcia, które tu widzicie pochodzą z mojego instagrama (klik), do obserwowania którego Was serdecznie zapraszam - tam na bieżąco możecie obserwować co aktualnie czytam, czym się zachwycam i inspiruję. 

E. Giffin, "Siedem lat później", Wyd. Otwarte, Kraków 2011, s. 404

18 komentarzy:

  1. Szkoda, że takie amerykańskie i średnie to wszystko. Jak dotąd czytałam tylko jedną książkę tej autorki i całkiem miło ją wspominam, możliwe, że potem mi się "przejedzą"

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie potrafię się przekonać do Giffin.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba nic czytałam nic tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam 2 książki tej autorki i bardzo mi się podobały :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam ją na półce i właśnie mi się smutno zrobiło... Ale może mnie się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  6. hm... nie czytałam tej książki ale ogólnie Giffin bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze, że napisałaś, bo miałam właśnie po tę książkę sięgnąć! ;)
    Dziękuję! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda. Nie czytałam żadnej książki tej autorki i z pewnością nie zacznę od tej żeby się nie zrazić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kryzysy przychodzą i chyba nie ma na nie rady. Jednej recepty. Owszem utarte schematy podpowiadają psychologowie piszący dla kobiecych czasopism, ale co przypadek to inne lekarstwo. Myślę jednak, że i mi przeszkadzał by brak autentyczności. Samą Giffin bardzo lubię, i dałabym książce szansę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam już 4 książki autorki i mi się podobały. Nie strasz kobieto :P bo ta jeszcze nieczytana stoi na półce...

    OdpowiedzUsuń
  11. Planuję przeczytanie książek tej autorki od wielu lat, lecz wciąż przy wyborze lektur o niej zapominam. Dzięki za przypomnienie, może wreszcie sięgnę i sama ocenię, czy było warto ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię książki tej autorki. Wydaje mi się jednak, że to mimo wszystko lektury lekkie, z przymrużeniem oka, na wskroś amerykańskie. Troszkę przyzwyczaiła mnie już do tego, iż jej historie nie są autentyczne i jakoś mi to nie przeszkadza. Zobaczymy, jak będzie tym razem :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Często widziałam książki tej autorki u mojej znajomej, jednak coś mnie powstrzymywało przed pożyczeniem. I widzę, że dobrze zrobiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Też uwielbiam książki tej autorki:)
    Fajne zdjęcia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Trafiłam do ciebie przez przypadek...Fajny pomysł z tym wyzwaniem ksiażkowym na cały rok. Też czytam sporo,ale raczej z zupełnie innej tematyki. Żadnej z książek.które masz na liście 2015r. nie znam. Czytam pokolei wcześniejsze twoje wpisy,może któraś z pozycji mnie zaintryguje na tyle, bym też chciała przeczytać.Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Słyszałam parę przychylnych słów o tej autorce i chętnie sięgnęłabym po jej książki. Po Twojej recenzji widzę jednak, żeby nie zaczyna od tej książki :)

    Pozdrawiam!
    O książkach - okiem Optymistki

    OdpowiedzUsuń
  17. Byłam zachwycona książką "Coś pożyczonego", ale już "Sto dni po ślubie" kompletnie nie przypadło mi do gustu. Planuję przeczytać "Ten jedyny", zobaczymy jakie będą wrażenia:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Niestety jeszcze nic tej autorki nie czytałam, jakoś nie mogę się do niej przekonać, ale nie mówię nie.

    OdpowiedzUsuń