środa, 4 lutego 2015

Zaginiona dziewczyna Gillian Flynn

Co można napisać o książce o której słyszeli już pewnie wszyscy. A jeśli nawet nie słyszeli o książce to na pewno słyszeli o jej ekranizacji? 
Co można napisać o książce, co do której miało się przez to właśnie, że wszyscy ją wychwalają dosyć spore oczekiwania?
Co można napisać o książce, która tym oczekiwaniom z jednej strony sprostała, z drugiej zaś nie?
Co można napisać o książce, której bohaterów się nie polubiło, a jednocześnie bardzo mocno chciało się poznać ich losy? Zresztą do samego "lubienia" też się miało sporo sprzecznych odczuć. Pewnie po prostu powinnam odpowiedzieć na te pytani powyżej, może wtedy zrozumiecie skąd się one wzięły.
Tak, "Zaginiona dziewczyna" to książka, która już zrobiła ogromną karierę. Czytali ją chyba już wszyscy, nawet (a może i przede wszystkim) którzy na co dzień niekoniecznie czytają, ale akurat po tę książkę sięgnęli. Miałam wrażenie, że w pewnym momencie (całkiem niedawno zresztą) była tak modna, jak znane torebki (MK), w których pewnie też często lądowała. W mojej też wylądowała, co prawda niezbyt znanej marki, jednak w torebce. Skusiłam się wyhaczając ją (książkę oczywiście,
choć i torebka najprawdopodobniej z promocji) na jakiejś promocji, kupując z myślą że niby mniejsze wyrzuty sumienia będę miała, gdy okaże się być jednak tylko modna, a nie naprawdę dobra. No i jeszcze film. O tak, zdecydowanie trąbili o nim wszędzie, więc i zdecydowanie obejrzeć go chciałam. Oczywiście zgodnie z moją zasadą - najpierw książka, potem film. A żeby nie było, że tylko na chwyty reklamowe się dałam naciągnąć to naprawdę temat książki mnie zainteresował. I autorka sama, i te kolejne jej książki. Które ponoć jeszcze lepsze. 
Oczekiwania więc były spore, nie będę tego ukrywała. Chciałam przecież nie tylko zrozumieć fenomen tej książki, ale i dobrze się bawić. Bo przy thrillerach zazwyczaj bawię się dobrze. I co?  I tak jak pisałam wyżej, książka z jednej strony oczekiwaniom tym sprostała, a z drugiej już niekoniecznie. Może od tych lepszych stron zacznę. Fakt, historia przedstawiona przez autorkę jest tak utkana, że absolutnie nudzić się przy niej nie będziemy. Dosyć dobrze budowane jest napięcie, strona po stronie poznajemy kolejne ciekawe wątki, elementy układanki, które powinny wskakiwać na swoje miejsce, by pomóc nam w zrozumieniu tej historii. Zgłębiamy charaktery bohaterów, poznajemy ich życie, tajemnice, sposób patrzenia na świat. I dajemy się wciągnąć, tworzymy sobie w głowie ich obraz. Jednak to czy jest on prawdziwy czy niekoniecznie odkrywamy na kolejnych stronach. To może do siebie przekonać. I mnie przekonało. Co jednak spowodowało tym, że lekko się rozczarowałam? Chyba najbardziej zakończenie. Bo owszem (nie bójcie się nie spojleruję) jest wytłumaczalne, jednak jak na thriller według mnie trochę za słabe. Takie jakieś płaskie. Takie niby nieoczywiste (co powinno być plusem), ale jednak jak dla mnie przekombinowane. I to niestety na negatyw w oczekiwaniach zasłużyło. 
Co zaś do samych bohaterów to fenomenalne dla mnie było to, że ani jeden bohater tej książki nie przypadł mi do gustu. Głównego bohatera przez pół książki wręcz nie cierpiałam, by na chwile zacząć go nawet lubić, a na końcu mieć go znowu serdecznie dosyć. Główna bohaterka - oj nie dogadałybyśmy się, nie ma takiej opcji. Inni? Też niekoniecznie mieli czym przypaść mi do gustu. Jednocześnie co najdziwniejsze bardzo losy bohaterów mnie ciekawiły. I pewnie gdyby właśnie nie zakończenie może okazałoby się, że ktoś z nich należałby do moich ulubionych. 
Nie zmienia to faktu, że książkę czytało mi się rewelacyjnie, że historia w niej przedstawiona jest historią niebanalną, tak utkaną, że nie raz będziecie zaskoczeni. No i jest też w tej książce masę naprawdę genialnych spostrzeżeń na temat małżeństwa, życia w związku, codzienności i tego co pod jej wpływem ze związkiem się dzieje. To zdecydowanie przekonuje mnie do wystawienia jej całkiem dobrej oceny, bo aż *****5*****. I zdecydowanie z ogromną chęcią sięgnę po inne książki autorki.
Co do filmu zaś...to już jest gorzej. Może przez to, że wiedziałam o co w nim chodzi nie czułam kompletnie żadnego napięcia, żadnych emocji? Wręcz się wynudziłam, bo film niestety trwa za długo. I gdyby faktycznie został opowiedziany w lepszym tempie zrobiłby na mnie pewnie większe wrażenie. A tak to ani aktorzy mi do gustu nie przypadli, ani odegrana przez nich opowieść. 
Moja opinia o zbyt długiej realizacji filmów pokrywa się z opinią męża, który obejrzał go razem ze mną, bez wcześniejszego czytania książki. Owszem film mu się podobał, ale w pewnym momencie był nim już dosyć mocno znużony. Ja zresztą jeszcze bardziej. 

G.Flynn, "Zaginiona dziewczyna", Wyd. Burda Publishing, Warszawa 2014, s. 652

23 komentarze:

  1. Niedawno kupiłam i bardzo chce przeczytać, dlatego po trzecim zdaniu porzuciłam chwilowo Twoją recenzję. Ale wrócę, żeby porównać wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czekam na Twoje wrażenia :)
      Ps. Mam nadzieje, że choć zdjęciami nacieszylaś oczy :)

      Usuń
  2. Niestety, ja zaczęłam od filmu i zrobił na mnie tak duże wrażenie, że się boję, iż powieść może mi to zepsuć. Na razie pasuję, chyba że trafi się jakaś nadzwyczajna okazja do zakupu lub pożyczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, więc może i na mnie by lepsze wrażenie zrobił, gdybym go najpierw objerzała, ale myślę, że książka też robi naprawdę dobre wrażenie, więc nadal Ci ją polecam

      Usuń
  3. Poprzednie książki autorki mi się podobały, więc oczekiwania wobec "Zaginionej dziewczyny" mam duże. Jak już uporam się z książkami z biblioteki, biorę się za Flynn, bo bardzo chcę obejrzeć film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja w takim razie muszę szybko sięgnąć po jej wcześniejsze książki już na bank :)

      Usuń
  4. Ja niestety nie wytrzymałam i przed zaplanowaną lekturą obejrzałam film. Ekranizacja tempo ma wg mnie całkiem niezłe, ale za szybko zorientowałam się o co chodzi, wolałabym żeby dłużej mnie trzymać w stanie niepewności i to bynajmniej nie przy pomocy drewnianego jak zwykle Bena Afflecka, hmm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dla mnie tempo było męczące, rozlazłe, zupełnie ńie budujące napięcia, a tego po przeczytaniu książki oczekiwałam.

      Usuń
  5. Mam w planach oczywiście, także na pewno przeczytam, chociaż może nie w najbliższym czasie :) Mam wrażenie, że należę do jednostek, które jeszcze nie czytały filmu czy nie widziały książki :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak widać, jednak jest jeszcze sporo osób, które tej książki nie czytało ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja jeszcze nie czytałam i nie oglądałam :) Ale jakoś nie zamierzam, nie mój gatunek. Jednak zapamiętam, że albo-albo :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam w planach "Zaginioną dziewczynę". Aż mi głupio, że praktycznie wszyscy czytali tylko nie ja. Recenzje tylko i wyłącznie zachęcają :) Za film zabiorę się dopiero po książce.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwierzysz, że nie słyszałam ani o książce, ani o filmie? Wygląda na dość obszerną, gwarantującą co najmniej kilka udanych wieczorów. Może się skuszę?

    OdpowiedzUsuń
  10. Moim zdaniem film był beznadziejnie nudny, spodziewałam się czegoś lepszego- po książkę więc raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja już jestem po filmie i gdyby nie końcówka, która jest fatalna, uchodziłby w moich oczach za naprawdę interesujący. Książki jeszcze nie czytałam, ale jestem ciekawa różnic.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem bardzo zainteresowana zarówno książką, jak i filmem ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czuje sie trochę jak kosmita, ale jeśli wcześniej spotkałam się z książką lub filmem to nie pamiętam tego. Na pewno wynika to z gatunku, który prezentuje, bo thrillery nie są moim konikiem.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ekranizacja mnie nie przekonała. Skoro książka jest lepsza, zaryzykuję i sięgnę, jeśli nadarzy się okazja. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Okażę się totalną ignorantka tematu przyznając się do tego, że nie miałam pojęcia iż istnieje książka biorąc się za film. Z moją ukochaną przyjaciółką z miasta na Ł., z którą widuję się 4 razy w roku, postanowiłyśmy urozmaicić nasze spotkania nie tylko butelka wina, ale również "dobrym" filmem. Z polecenia jej 22 letniej córki odpaliłyśmy Zaginioną... I gdyby nie wino to całe 2 i pół godziny przed ekranem laptopa uznałybyśmy za stracone. Film niby z dobra obsadą, no bo jak skoro Ben... Niby historia niesamowicie interesująca od pierwszych minut, a mimo tego jednego czegoś brakowało a drugiego czegoś było za wiele. Zbyt oczywisty, stanowczo za długi, jednym słowem - przereklamowany. A mimo takich przemyśleń i ciszy, która zapadła po skończeniu filmu i butelki wina, obie doszłyśmy do wniosku, że musimy przeczytać książkę (o której doczytałyśmy na google).
    Tak własnie :) Pragnę podkreślić (chcąc uniknąć linczu ze strony wielbicieli gatunku), że to tylko i wyłącznie moje subiektywne odczucia, broń boże nie narzucam nic nikomu i nikomu nie chce niczego udowadniać.
    Pozdrawiam,
    Monika.

    OdpowiedzUsuń