środa, 11 lutego 2015

Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków Marta Sapała

O książce Marty Sapały usłyszałam oczywiście za sprawą internetu, na fali mojej fascynacji minimalizmem, który w sumie ostatnimi czasy nie tylko mnie kusi i fascynuje, bo książek związanych z tym tematem ostatnio na rynku jest ogrom. Od jakiegoś czasu szukam dla siebie książek, które mi temat minimalizmu mogłyby przybliżyć, ale w taki realny sposób, dzięki któremu mogłabym wprowadzić część minimalistycznych zasad do mojego życia. Książek jest takich mnóstwo, choć nie wszystkie wydają mi się być na tyle użyteczne by mnie do siebie przekonać. Z myślą o minimalizmie kupiłam więc "Mniej". Chciałam z niej wyciągnąć jak najwięcej dla siebie. Dodatkowo sam zamysł książki jako opisu eksperymentu wydawał mi się ogromnie ciekawy. Czy tak było? Czy udało mi się zaspokoić moje minimalistyczne ciągoty? Przeczytacie dalej. 
 Czy mi się udało? Owszem. Lecz książka ta okazała się nie do końca książką o minimalizmie być, choć owszem gdzieś w tym nurcie się zawiera. "Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków" - bo takie jest rozszerzenie tytułu - to książka o zakupach. Dokładnie to o ich braku. A jeszcze dokładnie to książka o eksperymencie z brakiem zakupów w roli głównej. Marta Sapała opisała rok z życia jej i innych rodzin, które przyłączyły się do proponowanego przez nią eksperymentu. Rok, w którym wszyscy uczestnicy rezygnują z zakupów tzn. ograniczają je do rzeczy najpotrzebniejszych, niezbędnych do przeżycia. Taki jest zamysł eksperymentu. Czy wyszło i jak wyszło strona po stronie dowiadujemy się w tej książce.
Nie będę Wam opisywała jak się to udało, bo myślę, że jeśli zachęcę Was do sięgnięcia po tę książkę to sami chętnie odkryjecie jak to wszystko przebiegało. Bardziej chciałaby skupić się na moich wrażeniach dotyczących samego eksperymentu oraz na tym do czego mnie samą on skłonił. 
Zakupy. Niby najprostsza, zupełnie naturalna sprawa, czynność, którą wykonujemy przynajmniej kilka razy w tygodniu. A to przez zwykły mus czyli codzienne potrzeby naszego życia, a to przez nasze kaprysy, zachcianki. Dla jednych są one czystą przyjemnością, relaksem, dla innych niczym nadzwyczajnym, a dla jeszcze innych są istnym koszmarem. Jedni mogą zupełnie nie liczyć pieniędzy na nie przeznaczanych, inni muszą liczyć się z każdą wydaną złotówką. Gdzieś tam znajduje się każdy z nas. Co jednak zrobilibyście, gdybyście to Wy brali udział w proponowanym przez autorkę doświadczeniu? 
Mnie wydawało się na początku, że spokojnie dałabym rady. Że wręcz powinnam wziąć w czymś takim udział. Jednak im więcej stron książki było za mną, tym słabiej siebie w tym eksperymencie widziałam. I nie dlatego, że nie potrafiłabym zrezygnować z zakupów, z posiadania wielu rzeczy - choć owszem w paru aspektach mojego życia na pewno byłoby mi ciężko zrezygnować z kupowania (patrz- książki). Po prostu jak dla mnie totalny rok bez zakupów wydał się za radykalny! I uderzający nie tylko we mnie, ale i w moich najbliższych, którym niestety nie potrafiłabym pewnych rzeczy odmówić. Mój wniosek ukazuje tylko i wyłącznie jak słaba jestem pod tym względem. 
Książka ta zaś ukazuje jak słabość ta w nas się tworzy. Jak się ona w nas buduje, na czym powstaje i co ją umacnia. Ukazuje społeczne uwarunkowania zakupów, wobec których niestety nie jesteśmy obojętni. Ukazuje te wszystkie mechanizmy, które nami kierują, czym wydrukowane są nasze zakupowe potrzeby, sterowane nasze portfele.
Niemniej sam eksperyment niesamowicie mi się spodobał, jako idea ograniczania swoich potrzeb, przemyślanego konsumowania rzeczywistości, zastanawiania się nad swoimi potrzebami, w kontrze do zachcianek. 
Sama zresztą postanowiłam wprowadzić kilka zmian w swoich zakupach, w sumie ogólnie w tym całym konsumpcyjnym życiu. Postanowiłam częściej zadawać sobie pytanie czy to co zamierzam kupić naprawdę jest mi potrzebne, czy zakup danej rzeczy wniesie coś do mojego życia, czy tylko wymiecie z niego jakąś porcję gotówki. Niezmiernie spodobały mi się też opisy tego jak ludzie potrafią sobie pomagać, jak potrafią sobie nawzajem organizować niezbędne rzeczy, jak wiele jest zjawisk o których tak naprawdę nawet nie wiedziałam przed przeczytaniem tej książki, a które sama mogłabym wykorzystać. Smutne jest jednak to, że oprócz tego dobra,  o którym się przekonałam czytając książkę, jest też naprawdę dużo smutku i zła, które eksperyment uwidocznił. 
Zresztą sami przeczytajcie tę książkę, naprawdę gorąco ją polecam! Wszystkim! Nie tylko tym, którzy tak jak ja "zakuszają" się na minimalistyczne zmiany w swoim życiu, lecz też tym, którzy kompletnie się tym nie interesują. Potraktujcie już czytanie tej książki jako swoisty eksperyment. Eksperyment z Waszym podejściem do tematu. Wniosków na pewno będziecie mieć mnóstwo.
Stawiam oczywiście ******6******, bo książki takie jak ta zawsze będą mnie fascynowały, pociągały i powodowały, że będę chciała każdemu je polecić. 

M.Sapała, "Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków", Wydawnictwo Relacja, Warszawa 2014, s. 416

13 komentarzy:

  1. Dla mnie kłopotliwe jest postawienie granicy między potrzebą rzeczywistą, a potrzebą nieco wydumaną. I nie chodzi tu o książki, i o ubrania - to akurat nie jest dla mnie problemem. Chodzi o jedzenie [typu: drugi duży słoik oliwek w tym miesiącu ;-)] i robienie zapasów w kosmetykach (balsamy, szampony). Wiem, że gdybym zdecydowała się na zorganizowanie takiego "roku bez zakupów" stanowczo nie wprowadzałabym ograniczeń w zakupach (jedzenie, żwirek, leki) dla zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
  2. To mogłoby być ciekawe. Sama zwalczam w tym roku potrzebę zakupów (książek) i póki co, idzie mi świetnie, nie licząc wymian. Myślę, że ograniczenia wprowadzić można we wszystkim, nawet w jedzeniu, bez przesady, ale wszystko można naprawdę dobrze zaplanować i wydawac mniej ;) poza tym zakupy raz na jakis czas są przyjemniejsze niz robione często

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsze słyszę o tej książce! Ale pomysł takiego eksperymentu bardzo mi się podoba, choć chyba sama bym się na niego nie skusiła. Może częściowo, ale nie radykalnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy eksperyment, ale nie dałabym chyba rady... Książki, kosmetyki, bilety na koncerty i inne ciekawe wydarzenia. No fakt nie jest to potrzebne do życia, ale wszak to sama przyjemność :) Ciekawa propozycja w każdym razie, chętnie ją przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Poszukam tej książki, bo pewne przyda mi się dodatkowa wiedza z zakresu minimalizmu w życiu, który staram się od jakiegoś czasu wprowadzać u siebie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawa propozycja, czytałam na jakimś blogu o postanowieniu nie kupowania ubrań przez rok, myślę, że to całkiem fajny pomysł jeśli oczywiście podejdziemy do tego mądrze. Świetnie brzmi Twój tekst, kupiłaś książkę "Mniej", żeby wyciągnąć z niej jak najwięcej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zainteresowałaś mnie. Sama miałam z tym kiedyś problem, ale okazało się, że wystarczy nie chodzić po sklepach. Problem z tym eksperymentem może być taki, że definicja rzeczy najpotrzebniejszych może być różna. Dla kogoś najpotrzebniejszy może być chleb z masłem i herbata Saga, a ktoś inny będzie potrzebować zdrowego pieczywa, francuskiego sera i karczochów. I co? Poza tym, jeśli chodzi o spożywkę, to nawet może być niezbyt zdrowe.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przydałaby mi się ta książka! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na pewno nie dałabym rady przeżyć roku bez zakupów, choć ostatnio jakoś mniej znoszę do domu (bardziej myśląc o oszczędzaniu, niż narzucając sobie jakieś rygory). Natomiast książkę z chęcią bym przeczytała z wielkim zainteresowaniem, co wyszło z takiego eksperymentu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam tego typu książki!
    http://fashionable.com.pl/

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiem, że bym nie podołała, i nie chodzi o książki nawet, ale o jedzenie, kosmetyki, prezenty dla innych kupowane w ramach odwiedzin... Jednak naprawdę jestem ciekawa tej książki (napisana w Polsce, o Polakach) i chętnie bym ją przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  12. A mnie się taki eksperyment średnio podoba. Może wynika to z faktu, że nie mam jakiegoś wielkiego problemu z nadmiernymi zakupami, a każdy wydatek większy niż kilkanaście (czasem kilkadziesiąt) złotych dokładnie omawiamy z Mężem. Nie wpadam w szał zakupowy na widok książek, a jeśli chodzi o spożywkę to lubię produkty dobrej jakości. No i właśnie - gdzie postawić granicę między najpotrzebniejszymi, a tymi mniej potrzebnymi zakupami? Czy kupienie produktów do zrobienia lasagne to będzie już coś "ponad" niezbędnymi? Bo w sumie przecież można zjeść ziemniaki ze zsiadłym mlekiem... No, zaczęłam już chyba powtarzać komentarze, które są wyżej. Nie, zdecydowanie nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. 6 w pełni zasłużona:) Ostatnio też czytałam, przemyślałam, swoje 5 groszy wtrąciłam:)
    http://tu-sie-czyta.blogspot.com/2015/04/badz-diy-intymny-portret-zakupowy.html

    OdpowiedzUsuń