poniedziałek, 12 stycznia 2015

Komedia świąteczna Victoria Alexander


Święta, święta i po świętach. Ba, już po hucznym (lub i mniej hucznym-jak w moim przypadku) witaniu Nowego Roku opadły emocje, a ja Was jednak jeszcze na chwilę chcę pokusić świąteczną atmosferą. Czyż tak jak ja uwielbiacie choinki, bombki, lampki,wigilię i inne około świąteczne sprawy? Czy tak jak ja uważacie, że to jeden z tych magicznych momentów roku, gdy nagle, po ferworze przygotowań, zatrzymujecie się i razem z najbliższymi spędzacie cudowne dni? Jeśli tak to pewnie tak jak i mnie skusiłby Was tytuł "Komedia Świąteczna". Tylko czy dostalibyście w tej książce tego czego oczekiwaliście? To zależy czego oczekiwaliście właśnie.
Ja oczekiwałam komedii. Komedię dostałam. Choć nie w tak sporym natężeniu jakiego właściwie oczekiwałam. Bo tytuł "Komedia świąteczna" może z lekka wprowadzać w błąd. Owszem książka Victorii Alexander to niby komedia, ale nie tylko. W historii pani Alexander znajdziemy też sporo
dramatu, powieści obyczajowej i trochę jakby mini elementów ze sztuki teatralnej. Autorka bowiem na bazie komedii i intrygi snuje opowieść o losach głównej bohaterki, które nie zawsze komediowe były. Owszem jak to w komedii, powinno być sporo zabawnych scen i jest, jednak tutaj obok tych zabawnych momentów dzieje się też sporo dramatu. Takiego dramatu rodem z teatru. 
Właściwie przez większą część książki miałam wrażenie, jakbym czytała coś co idealnie udałoby się odtworzyć na deskach teatru właśnie. Z tymi wszystkimi elementami, by widza zauroczyć, rozśmieszyć, zastanowić i czasem sobie z niego nawet zakpić. A nade wszystko by go swoją treścią bawić. I tutaj jeszcze wprowadzać w świąteczny klimat, bo to zaiste komedia świąteczna miała być. 
Owszem i święta są. Są tłem. Klimatu ich niestety w książce wbrew pozorom możemy odnaleźć niewiele. Co jest raczej dziwne. Bo cała farsa głównej bohaterki opiera się na świątecznych zwyczajach, świątecznym klimacie. Chce ona bowiem dla pewnego księcia zorganizować iście dickenowskie święta, w gronie tradycyjnej angielskiej rodziny, z XIX wieku. Książę ten gdyby się jej plan udał mógłby się jej oświadczyć. Plan idealny. Z paroma elementami, które niekoniecznie udać się mogą. Jednak w tym cały urok tej książki. Bo farsa goni farsę, a niespodziewane wydarzenia mają podsycać nasz apetyt na poznanie zakończenia historii.
A gdzie te święta? Owszem jak pisałam wyżej są, ale ja spodziewałam się większej ilości opisów świątecznych zwyczajów, klimatu, choćby nawet świątecznych potraw. Tu zaledwie o tym się wspomina. Ważniejsze są perypetie głównej bohaterki, ważniejsza jest miłość. Ważniejsza jest akcja, która do spełnienia marzeń bohaterki ma doprowadzić. Tylko czy spełnią się te marzenia, o które walczyła na początku książki? Czy farsa, którą udało się jej samej stworzyć może się udać i czy do czegoś sensownego może doprowadzić? Jeśli macie ochotę na poznanie tych odpowiedzi to niezwłocznie przeczytajcie książkę. Jeśli też lubicie nagłe zwroty akcji, intrygi i kombinacje.To zdecydowanie dla Was książka, choć nie wiem czy do końca odnajdziecie w niej tyle tego, że będziecie usatysfakcjonowani.
Niestety nie mogę napisać, że to książka dla tych, którzy chcą się poczuć zaskoczeni. Choć mogłoby się tak wydawać, to książka mimo wszystko jest dosyć przewidywalna. A już samo zakończenie przewidywalnością bije po oczach strasznie. I chyba ono na mojej ocenie książki zaważyło. Nie żebym chciała by było inne. Nie. Inne by być nie mogło nawet! Pragnęłam jednak jakiegoś większego impetu zdarzeń tuż przed samym zakończeniem, jakiegoś nagromadzenia emocji i napięcia, które w zakończeniu zostałoby rozładowane. Owszem "pierdząco i słodko" spodziewałam się, że będzie już gdy się za książkę zabierałam, jednak albo się tym już pod koniec przesyciłam, albo nie potrafiłam dostrzec zasadności tego aż po ostatnią stronę. 
Niemniej książkę czyta się rewelacyjnie. Szybko. Strona po stronie dosyć dobrze się bawimy, choć zbytnich fajerwerków nie ma się co spodziewać. Pewne momenty drażnią, wydają się być niepotrzebne, pewne zaś zbyt słabo nakreślone, nierozwinięte na tyle na ile być powinny, przez co lektura "Komedii świątecznej" pozostawiła we mnie lekki niedosyt. Ale może to przez moje oczekiwania? Choć w sumie zbyt duże nie były. Chciałam się dobrze bawić, chciałam lekkiej lektury i chciałam klimatu świąt. Wszystko to niby dostałam, jednak jakby tylko liźnięte, tak jakbym patrzyła na święta z perspektywy lata. 
Oceniam więc "Komedię świąteczną" na ****4****. Nie jest źle, ale jakoś spodziewałam się czegoś więcej. 

V.Alexander, "Komedia świąteczna", Wyd. OLE - GWFoksal, Warszawa 2014, s. 448

7 komentarzy:

  1. Lubię od czasu do czasu sięgnąć po takie lżejsze książki, ta wydaje się być interesująca, będę mieć na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm... Zamówiłam ją do recenzji, jeszcze nie wiem czy dostanę, ale w sumie się cieszę - skoro piszesz, że szybko się ją czyta, jest przyjemnie, czasem śmiesznie. Potrzebuję czegoś lekkiego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, ta cudna okładka... Może i klimatu zabrakło, ale i tak bym chętnie przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo wszystko ciekawa jestem jej lektury, ale chyba poczeka na kolejne święta :) PS. Ładna choinka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już o książce słyszałam i chętnie bym ja przeczytała, może na święta w tym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślałam, że będzie to mega odkrycie, ale wypadło dość słabo. Nie wiem czy sięgnę. :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń