wtorek, 2 grudnia 2014

"Ostatnia wola Sonji" Asa Hellberg


Z jakiegoś  powodu wydawało mi się, że będzie to rewelacyjna książka. Po trochu bajkowa, po trochu rzeczywista, ciepła i pozytywna. Z jakiego? Pewnie wszystko przez opis na okładce, który zapowiada naprawdę interesującą lekturę. 
Bo i bajkowość zapowiada ("wyobraź sobie, że w Twoim życiu pojawia się dobra wróżka"), i realnym opisem problemów bohaterek kusi, i o potędze  przyjaźni zdaje się być, więc i sporo ciepła się w niej spodziewałam, i interesująca ze względu na zapowiadane umiejscowienie akcji powinna być. Czy warto więc ufać opisowi z okładki? I tak, i nie. Bo owszem wszystko co wyczytałam w opisie z okładki w książce się znalazło, jednak zupełnie inaczej wyglądało niż obraz który zrodził się w mojej głowie po zapoznaniu się z okładkowymi obietnicami.
Czym więc się różnił opis z okładki od samej treści, którą miał przedstawiać? Pierwsze co mi się na usta ciśnie to słowo: miałkowatość. O ile takie słowo istnieje w ogóle, to chciałam by wraziło iż książka wydała mi się po prostu mdła, bez życia i jakaś taka trywialna. Oto mamy trzy przyjaciółki, kobiety bodajże po pięćdziesiątce (lub bardzo blisko tego wieku), doświadczone, z w miarę poukładanym życiem. Mamy też czwartą przyjaciółkę, która na dzień doby umiera i ową wspomnianą na okładce dobrą wróżką, dla swoich przyjaciółek okazuje się być. Zostawia im bowiem ogromny majątek i pewne wytyczne co do ich dalszej przyszłości. Od tego momentu życie głównych bohaterek ma się zmienić, a na tę zmianę same muszą zapracować. Bo majątek, który otrzymają ma im tylko w tym pomóc. Czy pomoże? Czy uda im się wypełnić wolę Sonji (owej czwartej przyjaciółki)? Jak zmieni się ich życie?
Na te pytania otrzymujemy odpowiedzi podczas zagłębiania się w książkę, jednak mnie te odpowiedzi jakoś nie usatysfakcjonowały.
Główne bohaterki mnie irytowały. Niby każda inna, a jednak wszystkie trzy sprowadziły się do jednego: wielkiej potrzeby bycia z kimś. Ta ich cała zmiana i miejsca zamieszkania (wcale nie spojleruję, już na okładce wiemy, że to nastąpi), i sposobu życia, przyzwyczajeń, i dążeń wcale nie jest tak ciekawa jak mi się wydawało, że będzie. Wszystko co ciekawe przysłaniały mi ich sercowe dramaty, rozterki i podboje. No i te sceny łóżkowe, które opisywane były niczym w harlequinach. Naprawdę kobiety w sile wieku o niczym innym nie marzą, do niczego innego nie dążą tylko do tego by nagle odnaleźć się w wielce szczęśliwej relacji z mężczyzną? By do tego sprowadziło się ich spełnienie marzeń?
Pytam się więc, gdzie to wszystko na co się nastawiłam? Te opisy miast, w których znalazły się bohaterki, Paryż, Majorka, Londyn! Gdzie jakieś inne doświadczenia, gdzie opisy spełniania marzeń, wprowadzania zmian w ustabilizowanych życiach bohaterek? Gdzie ich życiowe dylematy, wybory przed jakimi stają? Gdzie ich przeszłość, od której Sonja chce je odciągnąć? O nie, przepraszam, przeszłość niby odgrywa tu dużą rolę, jednak według mnie tak słabo zostało to uwidocznione, że można by to przegapić. Bo pośród stęków i jęków naszych bohaterek, przeżywających miłosne rozterki, gdzieś tam czaiło się sporo dobrych motywów, które według mnie w książce zupełnie nie zostały wykorzystane.
Szkoda, wielka szkoda. Bo o ile mogę nabrać dystansu do tego, że przecież takie cuda jak przyjaciółka miliarderka, pozostawiająca swoim przyjaciółkom ogromny spadek, się raczej nie zdarzają, i mogę sobie to właśnie jako bajkę traktować, to już takiego ukazania postaci kobiety jak w "Ostatniej woli Sonji" nie potrafię zaakceptować. Nie raz i nie dwa zgrzytałam zębami, nie raz i nie dwa miałam ochotę odłożyć książkę i przestać zadręczać się trywialnością bohaterek, frazesami w co trzecim zdaniu i przewidywalnością tego co się zaraz w książce wydarzy. 
Jakoś dotrwałam do końca książki, choć i nadzieja na jakieś sensowne zakończenie została też zniweczona. Cóż, najwyraźniej aż tak nie powinnam ufać opisom z okładki (jeśli już je przeczytam, bo raczej staram się tego nie robić). 
Zatem **2**, ja się nie dałam porwać tej niby przezabawnej i ciepłej opowieści. Może jednak Wam udało się w niej dostrzec to czego mi nie było dane? Czytaliście ją już, a może macie taki zamiar?

PS. Dajcie mi znać o czym chcielibyście przeczytać na blogu (oprócz opinii o książkach), w ramach akcji blogmas. Może macie do mnie jakieś pytania, może chcielibyście bym zrobiła jakiś TAG itp? Czekam na jakieś podpowiedzi. 

A. Hellberg, "Ostatnia wola Sonji", Wyd. Czwarta Strona, Poznań 2014, s. 344

8 komentarzy:

  1. Chyba sobie jednak daruję sobie z tą książką i nie przeczytam. [ Szept Myśli ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cóż jak uważasz, ja bym sobie darowała.

      Usuń
  2. Powiem tak: ja się z góry nastawiłam na lekkie czytadło i właściwie takie dostałam. Nawet dobrze się bawiłam, ale zakładając na wstępie, że mam przed sobą oderwaną od rzeczywistości bajkę. Autorka twierdzi, że to mogło wydarzyć się naprawdę, ja twierdzę, że nie, ale jeśli znajdzie się wróżka, która podaruje mi dom lub choćby mieszkanie w Barcelonie, to chętnie zmienię punkt widzenia. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też nie spodziewałam się po tej książce jakiejś bardzo ambitnej lektury, jednak spodziewałam się, że będzie rewelacyjna, bo czytadła też bywają rewelacyjne! I to, że to oderwana od rzeczywistości bajka miało na plus książki przemawiać, jednak zabrakło mi czegoś innego: jakiejś dobrej akcji, pasji, w opisywaniu tego wszystkiego. Miałam wrażenie okropnej powierzchowności, gdy to czytałam.

      Usuń
  3. Tak sądziłam! Kurczę, miałam przeczucie. Lubię lekkie, odrobinę bajkowe lektury jak Ahern dla przykładu, ale nie sądzę bym w tej lekturze odnalazła to czego szukam. Za dużo niedostatków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, Ahern to to absolutnie nie jest! nawet jej nie blisko do Ahern. :) nie szukaj tam tego....

      Usuń
  4. Czytałam parę recenzji i jak do tej pory oceniasz najsłabiej tę pozycję. Mnie na razie do niej nie ciągnie, ale może kiedyś przekonam się, czy jest w moim guście.

    OdpowiedzUsuń
  5. Matko jedynie, jakaż to kiepska książka była:/ zgadzam się w pełni z oceną, te dialogi, te powłóczyste spojrzenia, równie dobrze mogłam przeczytać coś D. Steel,ostatni raz dałam się nabrać pochlebnych recenzjom na blogaskach:P szkoda, że nie trafiłam tutaj, zanim się zabrałam za ten cukierkowy koszmarek:/

    OdpowiedzUsuń