czwartek, 2 października 2014

"Ostatni dzień lata" Joyce Maynard


Co robiliście ostatniego dnia lata? Świętowaliście nadejście jesieni, czy rozpaczaliście z powodu kończącego się lata? Czy może kompletnie było Wam to obojętne?
Ja ostatni dzień lata - ten kalendarzowy - spędziłam nad idealnie pasującą do tego dnia książką, choćby ze względu na tytuł na okładce.
Dzień ten, z prywatnych powodów, był dla mnie dniem pełnym emocji, różnych. Emocji, które chciałam rozładować właśnie czytając, bo czyż czytanie nie uratowało Was choć raz od nadmiaru Waszych myśli, problemów i różnych emocji właśnie?
Padło na "Ostatni dzień lata" Joyce Maynard. Tylko czy to dobra książka do rozładowywania emocji? Ciekawi? To czytajcie dalej.

Muszę się Wam szczerze przyznać iż na samym początku wcale ta książka mi się nie spodobała. Dziwnie mi się czytało dialogi, bez jednoznacznych owych dialogów wyznaczników, wszystko leciało jakby strumieniem, a mnie dosyć sporo czasu i wysiłku zabierało odnajdywanie się w tej formie. W końcu jednak zrozumiałam, że tak będzie już do końca, a książka jest napisana w formie wspomnień 13 letniego chłopca o pewnym długim wrześniowym weekendzie, który miał ogromne znaczenie w jego życiu (zresztą pierwotnie ponoć ta książka miała właśnie taki tytuł: 'Długi wrześniowy weekend", a na pewno została ta książka pod takim tytułem sfilmowana - o czym napiszę Wam dalej).
Henry mieszka ze swoją pogrążającą się w depresji matką. Jego życie jest monotonne, raczej smutne i samotne. Ogromnie przywiązany do matki stara się nią opiekować, zrozumieć ją, ale i zrozumieć siebie. Zrozumieć zmiany, jakie zachodzą w jego umyśle i ciele. Wszystko to nie jest wcale dla niego łatwe. Jego świat zmienia się diametralnie w pewien upalny dzień przed ostatnim weekendem lata. W życiu Henrego i jego matki pojawia się niespodziewanie mężczyzna. Niby normalne, prawda? Jednak w tym przypadku nic normalnym nie jest. Frank, ów mężczyzna, nie jest zwykłym mężczyzną, którego poznała matka i wpuściła do swojego życia. Frank jest zbiegłym więźniem. Więźniem, który trafił do domu Henrego, do jego życia i życia jego matki niespodziewanie i nieproszenie. I to wszystko odmienia. A zmiany te jak to zmiany wprowadzają dużo emocji, zupełnie innych niż te, które Henry znał dotychczas. Pięć następnych dni, które przeżywają razem to bardzo ważne i pouczające dla Henrego dni. A dalszy ciąg historii musicie poznać już sami.
Warto. Bo to książka pełna emocji, pełna prawd, które tak naprawdę rządzą naszym życiem. To książka o miłości, o dorastaniu, o zaufaniu, o potrzebach, które każdy z nas w sobie nosi. To książka uwodząca czytelnika, trochę go zwodząca - bo czyż nie mamy już na początku wyrobionego zdania na tematy w niej poruszane, a pod jej wpływem to zdanie nam się zmienia, trochę denerwująca, ale przede wszystkim, co czasem samą mnie mocno dziwiło - prawdziwa. Do bólu prawdziwa.
Mimo iż książka naładowana emocjami jest aż po brzeg, to właśnie to pozwoliło mi na oderwanie się od swoich emocji, zatrzymanie się nad czymś innym niż frapujące mnie problemy i delektowanie się tymi wszystkimi słowami, które Joyce Maynard rewelacyjnie splotła w opowieść, której się nie zapomina.
Nie mogło więc być inaczej i postanowiłam zmierzyć się też z jej ekranizacją. Film miał premierę w 2013 roku i kompletnie nie wiem czemu na nią nie zwróciłam uwagi. W rolach głównych znaleźli się Kate Winslet i Josh Brolin. W rolę Henrego wcielił się hipnotyzujący chłopiec: Gattlin Griffith. Aktorzy - rewelacja. A sama realizacja? Samą mnie to zaskoczyło, ale film bardzo mi się spodobał. Owszem wiedziałam jaki będzie jego finał, owszem wiedziałam co będzie się po sobie działo, ale wszystko to mogę zaliczyć na plus. Wiecie pewnie już, że lubię wiarygodne ekranizacje, ukazujące to co w książce było ważne, nie pomijające istotnych elementów. Tak było właśnie w "Labor day". Udało się stworzyć taki klimat, iż miałam wrażenie, że oglądając przesuwam się strona po stronie opowieści. Piękne sceny. Gra aktorska naprawdę rewelacyjna. Cóż, jestem kompletnie na tak. Dla takich filmów warto się czasem odważyć na oglądnięcie ekranizacji książki, która Was zauroczyła. 
Zatem i dla filmu, i przede wszystkim dla książki wystawiam ******6******, polecam jak zawsze najpierw książkę, potem film i liczę, że dacie mi znać jak Wam się podobało- jeśli udało mi się Was zachęcić do spotkania z Joyce Maynard. 

muza.com.pl/powiesc-obyczajowa/1793-ostatni-dzien-lata-9788377586167.html/achyochy


J. Maynard, "Ostatni dzień lata", Wyd. MUZA, Warszawa 2014, s. 302

11 komentarzy:

  1. Zatem do księgarni marsz:) najpierw książka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka czeka na mojej półce. Niebawem się za nią zabieram.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z chęcią się skusze nawet na jedno i drugie

    OdpowiedzUsuń
  4. Planuję zapoznać się z książką, jak i z filmem, bo same pozytywne recenzje czytam. Ale to raczej nie w najbliższym czasie :)

    Zapraszam do mnie na konkurs, to już ostatnie dni!
    http://pasion-libros.blogspot.com/2014/09/konkurs-nr-2-30-day-book-challenge.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam różne opinie tej książki, ale postanowiłam ją przeczytać i książka czeka sobie już u mnie na półce:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie mam ją w planach, a potem oczywiście film :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wygląda.naprawdę bardzo przyjemnie. Chętnie bym się z nią zapoznała :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piszesz bardzo fajne opinie, takie dostępne dla każdego odbiorcy :)
    naszwysnionydom

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam, ale dziękuję za polecenie. Chętnie do niej zajrzę

    www.polecanekobietom.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń