piątek, 24 października 2014

"Grand" Janusz Leon Wiśniewski


W hotelach bywam raczej rzadko. Jeśli jednak już jestem to niezmiennie interesują mnie ludzie, którzy w nich przebywają. Zarówno Ci, którzy są w hotelu jako jego goście, jak i Ci, którzy tych gości w różnych sytuacjach obsługują. Leżę na wygodnym łóżku w swoim pokoju i zastanawiam się jakie życie toczy się obok. Czy za ścianą jest ktoś kto z pobytu w hotelu się cieszy, bo to dni jego wypoczynku, czy może w pokoju obok jest ktoś kto sfrustrowany przebywa na delegacji? A może gdzieś tam, pod jakimś numerkiem ktoś właśnie wdaje się w romans, ktoś inny kogoś porzuca, ktoś doświadcza czegoś zupełnie nowego lub wręcz przeciwnie znudzony przeskakuje z kanału na kanał w hotelowym telewizorze. Skąd ta moja ciekawość nie wiem. Wiem, że gdy dowiedziałam się, że jeden z bardzo lubianych przeze mnie autorów napisał książkę o hotelowych gościach właśnie, to długo się nie zastanawiałam czy ją przeczytam. Tego akurat byłam pewna. Zastanawiałam się tylko czy tym razem pan Wiśniewski oczaruje mnie swoim postrzeganiem świata czy może znuży (bo i tak, i tak bywało).
Grand to sopocki hotel. Sławny, z historią, pełen opowieści. Pełen ludzi z opowieściami. Opowieściami, które oczywiście autor nam przedstawia, ale niejednokrotnie wychodzi poza ramy hotelowego pokoju i snuje historie swoich bohaterów w szerszym kontekście. Bo niby bohaterów tej książki obserwować możemy przez jeden letni weekend, ale ich losy poznajemy dosyć dobrze.
Dzięki temu możemy spróbować zrozumieć bohaterów Wiśniewskiego. A oni są jak to u autora bywa, do zrozumienia niekoniecznie łatwi, niekoniecznie szablonowi, momentami mroczni, momentami zagubieni, sprzeczni, czasem męczący. Jedno ich jednak łączy - są uwikłani w miłość. Miłość niekoniecznie łatwą i oczywistą. Ich losy są tą miłością zdeterminowane, ich wybory nią dyktowane, a konsekwencje tych wyborów bywają zaskakujące.
Czy więc mieszkańcy tych hotelowych pokoi mnie zainteresowali? Czy zaintrygowali na tyle, iż będę o nich długo pamiętać? Czy zaspokoili moją ciekawość? Nie do końca. Owszem były wątki, które do teraz (a książkę już jakiś czas temu przeczytałam, co widać na zdjęciu, bo robione, gdy świat nie przypominał jeszcze ciemni) w głowie mi kołaczą, gdzieś tam w sercu się wryły, wzruszyły mnie i dzięki temu w pamięć mi zapadły. Były też jednak wątki, które mnie nużyły, męczyły można by nawet rzec. Przegadane, przedumane.
Książka wydaje mi się więc być trochę nierówna. Bo momentami gnałam przed siebie, by szybciej zdobywać informacje cóż to się tam dalej wydarzy, jak losy bohaterów się potoczą lub kiedyś tam toczyły, lecz momentami miałam też wrażenie, że zaczynam tkwić w miejscu, nie mogę z czytaniem ruszyć do przodu, nic mi się w całość nie skleja, niewiele interesuje, a czytanie po prostu nuży.
Zresztą ja mam tak z samym stylem autora. Momentami napędza mnie czytelniczo, uwodzi słowem tak, że mam ochotę delektować się każdym zdaniem, by w pewnym momencie poczuć przesyt. Trochę nawet irytację, że przecież to wszystko takie przewidywalne, takie typowe dla autora. I niby wcześniej to typowe "coś" cieszyło, ale na dłuższą metę okazuje się odrzucające. 
Mam więc takie rozdwojenie, bo z jednej strony po prostu lubię to co autor pisze, czekam na jego książki z niecierpliwością, a jak już się ukazują rzucam się na nie z pozytywnym nastawieniem, lecz wiem, czuję to już czasem po prostu, że nastąpi gdzieś taki moment iż zacznę się na autora złościć.
Ciężko więc tę książkę mi ocenić. Bo niby się mi momentami bardzo podobała, lecz w ogólnym rozrachunku raczej było bez szału. Po prostu na ****4****. Trochę szkoda. Jednak już ostrzę pazurki na kolejną pozycję pana Wiśniewskiego, która się już niebawem ukaże. Tak już mam, że chyba nie potrafię autora porzucić. Liczę tylko, że w tej kolejnej książce będzie ciut lepiej.

PS. Wiecie gdzie mnie jutro szukać? Targi Książki w Krakowie ruszyły! O 13 będę na Zjeździe Blogerów, potem pokrążę trochę po hali, a o 16.30 czekam na Was w Kolanku - ale o tym już wam pisałam.
Pozdrawiam Was zatem serdecznie i oddaję się targowym szaleństwom.

J.L. Wiśniewski, "Grand", Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2014, s. 316

10 komentarzy:

  1. Miałam bardzo podobne odczucia względem tej książki :) Momentami byłam zaintrygowana i ciekawa kolejnych wydarzeń, by za chwilę poczuć przychodzące nie wiadomo skąd znużenie... Wyrzuciłam jednak złe wspomnienia z pamięci i obecnie delektuję się "Bikini" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz to jednak nie tylko moje odczucia, jakoś mnie to uspokoiło. "Bikini" to jedna z moich ulubionych książek, więc się nie dziwię, że się delektujesz :)

      Usuń
  2. Nie czytałam niestety jeszcze żadnej książki Wiśniewskiego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Również nie czytałam żadnej książki tegoż autora, mam jednak w planach zapoznać się z jego całą twórczością. Uczyniłam pierwszy krok i zakupiłam właśnie tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo jestem ciekawa tej książki, chętnie bym ją przeczytała :)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem przekonana do tego autora, ale może warto spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam bardzo podobne odczucia odnośnie tej książki; " na fejsie" musiałam odłożyć na półkę i czeka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawi mnie ta książka, głównie ze względu na tematykę, szkoda tylko, że jest trochę nierówna, ale może dam radę, niełatwo mnie zniechęcić.

    OdpowiedzUsuń
  8. lubię książki Wiśniewskiego, ale tej jeszcze nie miałam okazji czytać naukajazdy

    OdpowiedzUsuń