niedziela, 27 lipca 2014

"Przez 10 minut" Chiara Gamberale


"Poleca 100 000 uszczęśliwionych Włoszek" - pierwsze co rzuciło mi się w oczy, potem zatrzymałam wzrok na tych uroczych, kolorowych balonach i postanowiłam sama sprawdzić czy dołączę do tych uszczęśliwionych Włoszek, czy stanę się uszczęśliwioną Polką. Przynajmniej przez 10 minut.
Książkę kupiłam i przeczytałam równie szybko jak kupiłam. Kupiłam bez większego zastanawiania się czy naprawdę jest mi potrzebna, czy naprawdę chcę ją przeczytać. Zresztą niewiele w sumie opis z okładki mówi, dowiadujemy się tylko tego, że główna bohaterka gra w pewną grę zwaną "10 minut". Gdzieś tam po cichu liczyłam, że to będzie książka dzięki której otworzę oczy na szczęście, które mam, odwrócę wzrok od tego co mnie smuci i męczy. Czy zatem tym ta książka była? Dobrym kierunkowskazem, czymś co pomogło zrozumieć czym jest szczęście, radość z życia? Czy sama mam ochotę zagrać w grę w dziesięć minut?
Bohaterką książki jest trzydziestosześcioletnia Chiara, której życie zdaje się tracić właśnie sens. Rozstała się ze swoim mężem, z którym ma wrażenie iż była całe życie. I ma wrażenie, że nic ważniejszego w życiu nie miała. Do tego jej życie zawodowe też zaczyna się psuć, Chiara nie ma ochoty na nic, nic nie przynosi jej radości i wydaje się jej że właściwie to nie ma po co żyć. W końcu trafia do psychoanalityczki, która proponuje jej grę polegającą na tym, że ma ona robić coś zupełnie dla niej nowego przez tytułowe 10 minut dziennie. Niby proste prawda? Tylko co to może wnieść do życia Chiary? Jaki jest cel robienia czegoś zupełnie dla niej nowego, przez te krótkie dziesięć minut? Właśnie na te pytanie mamy poznać odpowiedzi, my i Chiara. Bo te dziesięć minut dziennie mają jej pokazać coś co zagubiła po drodze, coś co zatraciła w swojej codzienności, mają jej otworzyć oczy na to co tuż koło niej, a ona tego dotychczas nie dostrzegała lub dostrzec nie chciała.
I tutaj zaczynają się schody w moim odbiorze książki. Bo sama idea podoba mi się bardzo. Fakt, nie jest to nic odkrywczego, w końcu chodzi o to by nasza bohaterka skupiła się na tych dziesięciu minutach, poświęciła je dla siebie i wyciągnęła wnioski. By spróbowała czegoś nowego, oderwała się od przeszłości i od swoich przyzwyczajeń, utartych schematów. I to bardzo ważne, ciekawe, inspirujące nawet. Jednak czegoś w opisach Chiary mi zabrakło. Jakiejś takiej siły, wigoru, powiewu świeżości. Emocji? Tak chyba zabrakło mi emocji. Bo niby to książka o emocjach właśnie, o radzeniu sobie z nimi, w trudnych, ale i w łatwych chwilach. Lecz tutaj tych emocji mi zabrakło. Zabrakło mi takiego jakiegoś napięcia, kumulacji tego co w bohaterce "siedzi".
Chiara owszem codziennie stosuje się do wytycznych gry, wykonuje co rusz nowe czynności, dochodzi do wniosków, które mają budować jej nowe ja, lecz nie ma w tym tego czegoś czego szukam w książkach, które czytam ku własnej inspiracji. Nie poruszyła mnie ta książka. Nie zdenerwowała, nie zasmuciła (ok, może ze dwa razy się wzruszyłam lekko, ale to i tak za mało), nie rozśmieszyła czy rozbawiła. Jakoś tak płasko to się czytało, bez żadnych uniesień, zdziwień, achów czy ochów. Owszem czytało się całkiem przyjemnie, lecz to za mało by książka ode mnie dostała wysoką notę. Ta dostanie tylko ***3***, bo choć pomysł na książkę całkiem przyjemny, to niestety nie do końca według mnie przekonująco zrealizowany. Ani zupełnie nieinnowacyjnie.
Nie poczułam (a na to trochę miałam nadzieję) chęci dołączenia do gry. Nie dowiedziałam się niczego więcej niż wiedziałam przed książki przeczytaniem. Wiem, że trzeba skupiać się na tych małych przyjemnościach, których doświadczamy, by nie przegapić szczęścia, które mamy już w rękach. Wiem, że trzeba docenić to co się ma, by tego gdzieś tam po drodze nie pogubić. Oczekiwałam chyba po prostu, że moja wiedza na ten temat zostanie poszerzona, a ja zainspirowana tym co w tej książce przeczytałam zacznę się uśmiechać do swojego życia jeszcze mocniej. Uśmiechać się będę, ale nie dzięki tej książce. Raczej dzięki urlopowi, zimnej wodzie z lodem i cytryną i mnogością letnich owoców, które mnie dłużej interesują niż "Przez 10 minut". Choć mam nadzieję, że będą czytelnicy, których Chiara Gamberale uszczęśliwi, którzy dołączą do tych 100 000 uszczęśliwionych Włoszek. Ja chyba dzięki tej książce nie dołączyłam, raczej dzięki pogodzie za oknem, której owym Włoszkom często zazdroszczę.

C.Gamberale, "Przez 10 minut", Wyd. Feeria, Łódź 2014, s. 192

7 komentarzy:

  1. cóż spodziewałam się większych fajerwerków, ale całkowicie książki nie skreślam, może kiedyś dam jej szansę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam, że jest o wiele lepszą lekturą, ale jak ją znajdę w bibliotece to przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Okładka przewyższa treść

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam tą książkę w księgarni i miałam zamiar ją kupić. Teraz nie wiem co zrobić, trochę mnie wybiłaś z tej decyzji. ;) Może od kogoś pożyczę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Okładka faktycznie prześliczna, szkoda, że nie ma odzwierciedlenia w treści, choć idea bardzo ciekawa:)

    OdpowiedzUsuń