piątek, 27 czerwca 2014

"Troje" Sarah Lotz


Wszystko zaczęło się od koperty. Czarnej. Kryjącej w sobie fragment książki. Ciekawy! Bardzo ciekawy!
Katastrofa lotnicza. Ba... cztery katastrofy lotnicze. W jeden dzień. Troje ocalonych. Choć ponoć czworo.
Intrygujące! Apetyt mi wzrósł mocno!
Przysłali więc i resztę. Całą książkę. I tym razem było intrygująco, nietypowo.
Znowu czerń, tym razem na okładce i nie tylko.
Do tego okładka jakaś taka inna. Ni to śliska, ni to ceratowa....
Cieniutka, miła w dotyku. Bardzo przypadła mi do gustu. Choć niszczy się okrutnie.
Na okładce samolot i trzy czerwone krechy. Na pierwszy rzut oka zwykłe krechy, jakby ślady krwi... , lecz gdy przypatrzymy się dłużej odrywamy coś jeszcze....
Zaczęłam czytać. W sumie kompletnie nie wiedziała czego się mam po tej książce spodziewać. Coś tam mi się na jej temat wydawało, ale...po prostu wiedziałam tylko, że to książka o katastrofach lotniczych. I to, że mi się wydawało tylko, że coś na temat tej książki wiem udowodniono mi przede wszystkim.

Już od pierwszych stron byłam zaskakiwana. Łapałam się na tym, że mam wrażenie, że czytam o autentycznych wydarzeniach, sprawdzałam je nawet w internecie, bo tak początek tej książki wydawał mi się wiarygodny i naprawdę realny. Zwłaszcza, że autorka tak skonstruowała swoją książkę, że pewne fakty mieszają się z fikcją tak, że ciężko je ze sobą rozdzielić. Książka jest jakby zbiorem artykułów, reportaży i rozmów  na temat czterech katastrof lotniczych, które wydarzyły się w ciągu jednego dnia, w różnych rejonach świata. Choć nie o te katastrofy stricte tu chodzi. Raczej chodzi o to co wydarzyło się po nich. Bo jakie konsekwencje miały te cztery tragedie jest niewyobrażalne.
I znowu dostałam tu prztyczka w nos. Jakoś się nastawiłam, że będę właśnie o ogromie tych katastrof czytać, o tym jak do nich doszło itp. A czytałam o tym jaki wpływ na losy przeróżnych ludzi miały te katastrofy. I to nie było nic złego, bo w ogólnym rozrachunku wychodzi to na plus. Książka ta staje się strona po stronie nie powieścią o katastrofach lotniczych, lecz o ludziach, o tym co może stać się z nimi w obliczu niewytłumaczalnych zdarzeń, do czego może dojść, gdy do głosu dojdą fanatycy i chyba nie do końca zrównoważeni ludzie. Bo to, że z tych katastrof ktoś ocalał wzbudza ogromnie dużo pytań i niedopowiedzeń, które dają podłoże wizjom i przepowiedniom o które w takich chwilach nie trudno. Zawsze się przecież znajdzie ktoś kto w tych tragicznych wydarzeniach będzie widział drugie dno, kto będzie wprowadzał zamęt i panikę. A zamęt i panika to dwa słowa, które obok słowa fanatyzm z tą książką mi się kojarzą najbardziej.
Sarah Lotz ukazuje to wszystko w bardzo szczegółowy sposób. Mamy tu bowiem relacje tych którzy po katastrofach dotarli na ich miejsce pierwsi, mamy relacje bliskich tych którzy zginęli, ale i tych którzy ocaleli. Portretuje swoje postacie drobiazgowo, rewelacyjnie ukazuje ich psychikę, relacje między nimi i wpływ lawiny wydarzeń na ich życie. Strona po stronie wciągamy się w ten niby reporterski sposób przedstawiania historii i pędzimy do czegoś...czego na początku nie wiemy, do czego chcemy dotrzeć, by zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi.
I tu niestety znowu zostałam zaskoczona, choć już mniej pozytywnie. Jakoś mam wrażenie, że pod koniec tej książki poziom jej spadł, napięcie jakoś się ulotniło, mimo drastycznych wydarzeń. Coś uleciało, albo napięcia nie wytrzymało i gdzieś bokiem uszło. Chyba spodziewałam się większego impetu zdarzeń, czegoś co mnie rozłoży na łopatki, a tak się nie stało. Szkoda. Oczekiwania miałam wobec tej książki ogromne, bo i temat jej interesujący mnie mocno, i akcja promocyjna nakręcająca na nią maksymalnie. I owszem źle mi się jej nie czytało, wrażenia zaiste mam dobre, ale ta końcówka jakiś niedosyt pozostawiła. No cóż... bywa. A gdy tak bywa to stawiać muszę ****4****, choć zanosiło się na znacznie więcej. Jednak lektury tej pozycji Wam wcale nie doradzam. Jeśli chcecie choć odrobiny dreszczyku, emocji, opisów trochę patologicznych zjawisk społecznych, to zdecydowanie Wam polecam. Choć nie nastawiajcie się na wielkie wow. Jest dobrze, ale... bez tej rewelacji jakiej się spodziewałam.

PS. Od środy zaczynam URLOP!!! Będzie mnie tu więc więcej, bo i czasu na czytanie znacznie więcej będę miała. Mam nadzieję, że cieszycie się z tego razem ze mną ;) 

S.Lotz, "Troje", Wyd. Akurat, Warszawa 2014, s. 480

12 komentarzy:

  1. Bardzo podoba mi się niesamowicie oryginalna szata graficzna tej książki. Ale na samą historię, zawartą na stronach książki, nie wiem, czy jednak mam ochotę. Trochę mnie odstraszają te opisy będące relacjami świadków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wielki apetyt na tę lekturę

    OdpowiedzUsuń
  3. To juz chyba 3 recenzja tej ksiazki, jaka czytam w tym tygodniu. I wszystkie bardzo podobne w ocenie. Chyba sobie ja odpuszcze...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje mi się, jakby dobra książka straciła cały swój możliwy potencjał przez braki w warsztacie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno przeczytam, ale nie w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wciąż jeszcze czeka w kolejce na czytanie. Czytałam już kilka recenzji i większość pisze tak jak Ty, czyli najpierw wow a potem spadek napięcia i ogółem nie takie wielkie tajemnicze "ach"
    Urlopu już teraz - zazdroszczę! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam na półce, ale jeszcze nie czytałam. Kocham juz tę ksiażkę za niesamowitą okładkę, czarne zewnątrz strony i całą otoczkę tajemnicy. Muszę się, oczywiście, jak najszybciej za nią zabrać :)
    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne wydanie, a w środku... ciekawa jestem jak odbiorę środek, czy mi się spodoba, czy może nie. Dlatego będę szukać na bibliotecznych półkach tej książki, bo bardzo mnie intryguje ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też jestem po lekturze tej książki i trochę się na niej zawiodłam. Chyba za dużo sobie obiecywałam po tej akcji promocyjnej. Tymczasem książka miejscami mnie nużyła i zakończenie rzeczywiście pozostawia niedosyt ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka jest ciekawa, sama właśnie pisałam jej recenzję i niebawem będę publikowała na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam już kilka opinii na temat tej książki i przyznam się szczerze, że nie jestem do końca do niej przekonana. Nadal się waham czy po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń