niedziela, 11 maja 2014

"Niebo istnieje... naprawdę" Todd Burpo, Lynn Vincent (książka i film)


Wierzycie w to, że niebo istnieje, że po śmierci czeka nas coś jeszcze, nasze życie skończy się na ziemi, ale to i tak nie będzie nasz koniec?
Ja wierzę i bardzo wierzyć chcę. 
Bez względu na to jak odpowiecie na to pytanie opowiem Wam dziś o filmie i o książce, które tę moją wiarę może nie pogłębiły, ale jakoś tak dodały jej jakby powera, jakby mi o niej przypomniały i dodały nadziei.
Zatem jeśli i Wy chcecie trochę nadziei w Waszym życiu zapraszam najpierw do przeczytanie tego o czym Wam chce opowiedzieć, a następnie wybrania się albo do księgarni, albo do kina.
Wszystko zaczęło się od mojego męża, który uparł się, że muszę obejrzeć jakiś trailer filmu według niego idealnego dla mnie. Uhm...znowu coś wymyślił - pomyślałam i niezbyt chętnie owy trailer obejrzałam. I musiałam przyznać mu rację - bo już na samej zapowiedzi filmu "Niebo istnieje...naprawdę" się popłakałam. Poszliśmy więc do kina. Oczywiście na "Niebo istnieje...naprawdę".
Poszliśmy więc i nie żałujemy. Oboje o dziwo. Choć o swoich odczuciach chcę Wam tu dziś napisać. Film owszem robiony przez amerykanów i pod amerykanów robiony, zatem dosyć wyidealizowany, cukierkowy i dosyć schematyczny, jednak mimo tego jest w nim coś takiego, że tym razem mi to nie przeszkadzało. Wzruszyłam się na nim ogromnie, dałam się porwać temu co było na ekranie i choć dosyć nieufnie to zaczęłam się interesować Coltonem Burpo, bo film o nim jest oparty na autentycznych zdarzeniach. Do tego naprawdę świetni aktorzy ( i nie chodzi mi tu o znane nazwiska, po prostu akurat rodziców Coltona grali aktorzy, których uwielbiam), piękne sceny i coś takiego magicznego, czego opisać nie potrafię.
Po filmie pobiegłam więc do księgarni by móc przeczytać książkę na podstawie której został on nakręcony.
Niepozorna, bo niespełna 200 stronicowa książeczka to opowieść ojca małego chłopca, Coltona, który w wieku 4 lat, podczas ciężkiej operacji odbył podróż do nieba i z powrotem. Jakiś czas po tej operacji zaczął o tym zdarzeniu opowiadać swoim rodzicom. Oni początkowo dosyć nieufnie traktujący opowieści syna zaczęli przekonywać się, że w tych opowieściach jest tak dużo faktów, których czteroletnie dziecko nie mogło sobie samo wymyślić. Zaczęli wierzyć w to co się wydarzyło i postanowili podzielić się swoją historią. Wiem, że brzmi to przedziwnie, niewiarygodnie wręcz, sama mam wiele wątpliwości, lecz coś w tej historii trafiło do mnie, wzbudziło we mnie nadzieję. Co, sami musicie się przekonać, może i do Waszych serc ta opowieść trafi. Jeśli zdecydujecie się na odkrycie historii tego małego chłopca możecie to zrobić oglądając film, a potem czytając książkę - u mnie to był pierwszy raz, gdy najpierw obejrzałam film, a potem chciałam przeczytać książkę na podstawie której powstał i o dziwo bardzo dobrze mi to zrobiło.
Film jest trochę jak pisałam wyżej cukierkowaty, przewidywalny, książka jest już bardziej realna, bardziej przemawiająca do mojej wyobraźni. Choć i w niej sporo naiwności, to wydaje się być bardziej autentyczna. Porusza i daje nadzieję na to, że nasze życie ma głębszy sens, a śmierć nie musi być czymś strasznym, kończącym wszystko. Świadomość tego, że książka powstała na podstawie prawdziwej historii tylko dodaje nadziei. Bo naprawdę wolę wierzyć w to, że Todd Burpo pisze prawdę, choćby miała ona wzbudzać wiele wątpliwości i mielibyście mnie nazwać nawet naiwną, niż myśleć, że ktoś mógłby to wszystko zmyślić. No bo niby po co?
Zatem polecam i książkę, i film, przekonajcie się sami czy historia ta poruszy Waszym sercem, czy zakiełkuje w Was nadzieja, czy może pozostaniecie jej obojętni.
Ciężko ocenia się tego typu książki, tym razem wystawię ocenę zarówno książce, jak i filmowi - ocenę na *****5***** i wierzę, że i wielu z Was może po zetknięciu się z nimi taką ocenę wystawić!
Po więcej wiadomości na temat tego o czym tu dziś przeczytaliście zapraszam Was na stronę www.nieboistniejenaprawde.pl - możecie tam też ściągnąć darmowy e-book (ponoć pokaźny fragment) tej książki - nie wiem czy to prawda, nie sprawdzałam, jeśli ktoś już to sprawdziło niech da znać w komentarzu.

T. Burpo, L. Vincent, "Niebo istnieje... naprawdę", Wyd. Rafael, Kraków 2011, s. 186

9 komentarzy:

  1. ostatnio słyszałam sporo i o książce i o filmie, ale dopiero Ty mnie zainteresowałaś. Mam ogromną ochotę teraz

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziś skończyłam czytać książkę. Bardzo mnie wzruszyła, właśnie te naiwności...

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo zainteresowałaś mnie tą książką, nie wiem czy w wierze w nieba ale bardzo chętnie przeczytam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już w kilku miejscach czytałam o książce (lub filmie) i mam na tę historię coraz większą ochotę.Tradycyjnie planowałam zacząć od książki i Twoja recenzja jeszcze mnie w tym utwierdziła. Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawiam się nad pójściem do kina,ale właściwie nie wiem czy nie lepiej przeczytać książkę, a seans odłożyć na później? Problem leży w tym, że książka jakoś średnio mnie ciekawi.. za to film jak najbardziej!

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja koleżanka bardzo chce iść do kina na te film i chyba dam jej się namówić. I na książkę też mam chęć !

    OdpowiedzUsuń
  7. Usłyszałam oi filmie od mojej babci, ale wolałam najpierw przeczytać książkę... - Filmu jeszcze nie oglądałam... ale książka świetna.
    PS. Mam pytanko, czy masz zamiar przeczytać tą drugą książkę Todd'a "Niebo zmienia wszystko"?

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie do końca jestem przekonana czy to historia dla mnie, jestem strasznym sceptykiem. Myślę, że dam szansę kinowej wersji, a później zobaczymy, może też sięgnę po książkę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałem po polskiej premierze, widziałem również film na podstawie książki. Zarówno film, jak książka są ciekawe i zachęcam do zapoznania się z tekstem i adaptacją filmową.

    pisanyinaczej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń