niedziela, 4 maja 2014

"Nas dwoje czyli miłosna układanka" Maria Rotkiel


 Niecały tydzień temu pisałam Wam, że rzadko sięgam po poradniki. I chyba po to by sama sobie zaprzeczyć po poradnik kolejny sięgnęłam w przeciągu kilku dni od wygłoszenia mej tezy. A co, można by powiedzieć, że jestem niesłowna, prawda? Mówcie sobie co chcecie, ja i tak obstawała będę przy teorii, że po poradniki sięgam rzadko i do tego raczej z opłakanym skutkiem. 
Tym razem skusiłam się na przeczytanie tej książki przede wszystkim przez nazwisko jej autorki. Marię Rotkiel lubię i cenię.
Spodziewałam się więc, że w swojej książce - poradniku przekona mnie do siebie również. Cóż czasem nawet najlepsze nastawienie i ogromna sympatia do autora może nie wystarczyć do tego by się książką zachwycić. Tym razem się nie zachwyciłam, ale dalej postaram się Wam wyjaśnić, że mimo to wcale się nie zawiodłam. Po prostu to nie był poradnik dla mnie. 
Dlaczego?
"Nas dwoje czyli miłosna układanka" to poradnik dla tych, którzy jeszcze swojego puzzelka (jak to określa autorka) szukają, którzy tej swojej połówki szukać chcą i chyba nie do końca wiedzą jak się do tego zabrać. Z psychologicznego punktu widzenia.
W książce pani Rotkiel dostajemy bowiem rady na temat tego jak znaleźć odpowiedniego partnera, jak zwrócić jego na nas uwagę, jak radzić sobie z uczuciami podczas zakochania, jak dbać o relację, którą się nam uda utworzyć, jak ją zorganizować i się w niej odnaleźć. Jednak znajdziemy tu też porady na temat przetrwania kryzysu w związku, radzenia sobie z rozstaniem i odnalezieniem radości w byciu single/singielką. Mamy tu 11 rozdziałów w których autorka omawia określony problem, podaje przykłady z życia i radzi jak ten określony problem rozwiązać, jak sobie z określoną sytuacją radzić. Poleca proste ćwiczenia, które mają pomóc nam w zrozumieniu tematu, a przez to w zrozumieniu siebie samego. 
Ja niestety po ten poradnik sięgnęłam chyba trochę niepotrzebnie. W związku jestem od 11 lat, żoną jestem lat 6. Zatem swoją połówkę, puzzelek, czy jakkolwiek by tego nie nazwał - mam. Zatem połowa, albo i większa nawet część tej książki do mnie kompletnie nie dotarła. Jakby to powiedzieć: wiedza przedawniona, przecież już nie szukam rycerza na białym koniu, ani na koniu siwym..., naszą relację z mężem też po tylu latach wspólnego życia w ogromnym stopniu mamy już zorganizowaną.
Co mnie więc pchało do czytania tego poradnika? Starałam się bez względu na to ile lat w związku jestem nie zamykać na nową wiedzę, a do tego autora tak przyjemnie pisała...
Skorzystałam więc czytając o przetrwaniu kryzysów w związku, konfliktów i niepowodzeń - to akurat niestety nigdy się nie przedawnia, taka wiedza potrzebna jest nam bowiem na różnych etapach życia mniej lub bardziej. Pomocny okazał się też rozdział o dbaniu o związek, bo przecież dbać o związek trzeba zawsze, nie tylko wtedy, gdy mamy jeszcze zakochaniowe motyle w brzuchu, lecz też wtedy, gdy rutyna i szara codzienność i w naszym związku się rozgaszcza. Zaciekawił mnie też temat rozstań (nie żebym planowała ;-)) - autorka próbuje pokazać, że do tematu można podejść na spokojnie, w cywilizowany sposób, bez robienia sobie i otoczeniu większej jeszcze krzywdy niż przy rozstaniu nas spotkała.
Tak więc wyciągnęłam kilka zdań z tego poradnika dla siebie, zdań nieraz oczywistych, a nieraz takich o których zapomniałam w ferworze codzienności, a wartało je sobie przypomnieć. Jednak to za mało bym mogła powiedzieć, że lekturą tego poradnika jestem usatysfakcjonowana. No niestety nie jestem. Chyba oczekiwałam większej ilości porad dla ludzi będących już w związkach, liczyłam na więcej informacji o tym jak związek pielęgnować, walczyć o niego i cieszyć się nim mimo upływu czasu. 
W pozytywnym jego odbiorze przeszkadzało mi jeszcze coś. Liczne powtórzenia, frazesy (które pewnie z punktu widzenia psychologi frazesami może i nie są, ale mnie gdzieś tam za oczywiste się wydawały), no i na koniec szata graficzna. Mam wrażenie, że książka ta byłaby o wiele "chudsza" gdyby jej treść nie była tak rozwleczona na stronie, spacji to sobie nie żałowano, i enterów, :D, a do tego dymki - puzzle - z powtórzonym tekstem - no kiepskie to, o wiele ciekawsze by to było gdyby tam wstawić niepowtórzony tekst. Mam trochę wrażenie jakiejś takiej przymusowości tej książki, pisania jej bo teraz wszyscy piszą, to i psycholog książkę może wydać. I niby nic w tym złego, ba, nawet bardziej mnie przekonuje książka napisana przez znanego psychologa niż przez kolejnego celebrytę, jednak no coś mi tu nie dograło do końca. Może to właśnie przez to, że faktycznie tematycznie książka już nie dla mnie, może zbyt duże oczekiwania miałam, a może się po prostu nie znam i już. Na psychologi się nie znam więc nie kwestionuję porad, po prostu ten puzzelek do mnie nie pasuje. Jednak na sto procent sięgnę po kolejną książkę autorki, bo ma już ona traktować o temacie mi o wiele bliższym, co zapowiada nam sama autorka w tej książki zakończeniu - o rodzinie.
Moje pierwsze, książkowe spotkanie z panią Marią Rotkiel oceniam na ***3***, jednak bardzo Was proszę byście brali poprawkę na moją ocenę - wierzę, że "Nas dwoje..." może trafić do wielu ludzi, będących w zupełnie innym momencie życia niż ja i wiele słów, które pani Rotkiel w tej książce przekazuje może pomóc w tworzeniu i pielęgnowaniu związku tym osobom. 
Osobom, które o związku marzą i do niego tęsknią książkę zdecydowanie polecam, tym którym bliższa jest moja teraźniejszość radzę poczekać na kolejną książkę autorki, ja na nią czekam - mimo iż pisałam, że za poradnikami nie przepadam. Ach, ta moja niesłowność....

M. Rotkiel, "Nas dwoje czyli miłosna układanka. Jak tworzyć i pielęgnować związek", Wyd. Czarna Owca, Warszawa 2014, s. 329

4 komentarze:

  1. W takim razie zaczekam na kolejną książkę autorki

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozycja wydaje się ciekawa, ale ja sobie ją odpuszczę... Obawiam się, że potem zaczęłabym panikować "Mogłabym zrobić to, a nie to!" itp. itp... '

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, nie jestem zainteresowana niestety ;) O związkach raczej unikam ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudno tak według podręcznika. Zazwyczaj wszystko idzie na żywioł...

    OdpowiedzUsuń