niedziela, 13 kwietnia 2014

"Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę" Agnes Martin-Lugand


Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę. A i owszem!
Choć szczęśliwi ludzie robią też zupełnie inne rzeczy, które ich uszczęśliwiają. Szczęśliwi ludzie spełniają też swoje marzenia.
Marzenia macie, prawda?
Agnes Martin-Lugand najwyraźniej też marzenie miała. Napisać książkę, opublikować ją i cieszyć się jej spektakularnym sukcesem. Czy się udało spełnić to marzenie?
Udało się, książkę napisała, wydała - własnym sumptem w internecie i o dziwo (nie bez powodu to "o dziwo!" napisałam) owa książka osiągnęła sukces.
Czy uszczęśliwiła tym kogoś? Pewnie tak, mnie jednak kompletnie nie! Dlaczego? Postaram się wyjaśnić dalej...

Nie ukrywam że od samego początku książka owa zwróciła moją uwagę, zresztą pisałam o niej jako o książce na którą niemal najmocniej czekam w marcu. Nie warto było!
Owszem piękna okładka, owszem chwytny, sugerujący sympatyczną lekturę tytuł i opis treści obiecywały coś naprawdę ciekawego. Rzeczywistość okazała się być jednak zupełnie inna.
Pierwsze co mnie zaskoczyło (bo czytając o niej w zapowiedziach nie zwróciłam uwagi na liczbę stron) było to, że to tak cieniutka książeczka. Jakoś spodziewałam się grubej powieści, pachnącej lawendą i pełnej emocji niemal na każdej z wielu stron. A tu zaledwie dwieście stron. Jednak mniejsza o to pomyślałam i zaczęłam czytać. Fakt pierwsze dwadzieścia stron przeczytałam z gulą w gardle i prawie załzawionymi oczami, bo kogo by nie wzruszył opis tego jak bohaterka książki w nieszczęśliwym wypadku traci męża i córeczkę. Jednak strona po stronie zaczynałam się coraz mocniej irytować, coś mi tu nie grało, coś mnie w tej książce denerwowało, odrzucało od niej. Im dalej w las tym było gorzej. To co zafundowała autorka swoim czytelnikom zaczęło mi przypominać jakiś żart. Poważnie, ktoś wydał coś takiego? A czy ktoś to wcześniej przed wydaniem czytał?
Chyba nie, bo gdyby ktoś jednak pokusił się by zastanowić się nad tym co ta książka ma dać czytelnikowi, pewnie by stwierdził to co ja - niestety nic ciekawego, choć owszem temat porusza dający spore pole do popisu.
Jednak autorka się nie popisała, miałam wrażenie, że czytam coś napisanego tak powierzchownie, że aż czytanie tego było nieprzyjemne, dialogi były tak naciągane i sztywne, że wręcz miałam ochotę je opuszczać, zresztą i tak wiedziałam co ktoś zaraz powie, akcja tej książeczki, tocząca się w miejscach z których można by naprawdę sporo wycisnąć lub przynajmniej stworzyć nimi jakiś taki magiczny klimat, przyprawiała mnie o skręt kiszek...
A tytuł? "Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę"? Naprawdę? Gdzież Ci ludzie w tej książce oddawali się tym szczęśliwym rytuałom? Raczej ciągle palili papierosy i brali udział w tak po łebkach opisanych scenach, że szkoda gadać. Zresztą czy oni w ogóle byli szczęśliwi?
No i nieszczęsna okładka. Kompletnie nienawiązująca do treści książki, kompletnie nietrafiona.
Jedna wielka pomyłka. I nazywanie tej pomyłki sukcesem jest strasznym nadużyciem. Tak jak i zresztą szablonowe napisanie tej książki, uwzględniające wszystkie triki, które niby mają podziałać na czytelnika wywołując emocje. Kiepskie to. We mnie wywoływało to tylko irytację. I przekonanie, że sama absolutnie nie napiszę książki, a już na pewno nie w taki sposób. Bo napisać książkę taką jak ta wcale nie trzeba umieć, uwierzcie mi każdy z Was pewnie by coś podobnego mógł stworzyć (mnie ciągle przypominała moją pierwszą próbę samodzielnego pisania książki, w szóstej klasie szkoły podstawowej). Jest temat, jest schemat, jest książka. Oj nie tędy droga, bo potem czytelnik może pomyśleć, że pisać może każdy. Jednak nie każdy chce to czytać. Już wolę się napić dobrej kawy, zabrać za lepszą książkę i wtedy nazwać się szczęśliwym człowiekiem. Bo ta książka kompletnie przeczy swojemu tytułowi. I z tych dwóch rzeczy: kawy i książki, które zazwyczaj mniej uszczęśliwiają, tym razem zdecydowanie lepsza była kawa!
Stawiam więc **2**, kompletnie nie polecam, choć nie ukrywam, że bardzo mi z tego powodu smutno, naprawdę spodziewałam się czego naprawdę dobrego.
To, że książka nie dostała najmniejszej liczby punktów zawdzięcza temu, że dzięki niej przerwałam czytelniczy impas. Utknęłam moi drodzy ostatnio, w jakimś takim zawieszeniu, między czytaniem, a pisaniem..., jednak wracam! Do czytania, do pisania, do internetów... Mam nadzieję, że czekacie!

A. Martin-Lugand, "Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę", Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2014, s. 208

12 komentarzy:

  1. Ja czekam zawsze, przyznam się z resztą, że ja też ostatnio mam jakąś blokadę czytelniczą, z której udaje mi się wyjść dzięki niesamowitej powieści.
    To już kolejna niepochlebna opinia o tej książce. Ja też o mały włos nie kupiłam jej, bo i okładka i tytuł wydawały się tak zachęcające... Za takie mamienie czytelników powinna być przewidziana kara.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co tu dużo mówić - rozczarowałam się i ja. Szkoda, że wyszło tak marnie, bo historia (choć niezbyt oryginalna) dobrze napisana mogłaby być i piękna, i zabawna, i wzruszająca, i w ogóle emocjonalna bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zła książka pod każdym względem :/ Cieszę się, że miała dwieście stron a nie więcej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Początek rzeczywiście jest dość smutny, ale reszta... ech, brak słów ;). A wątek z Megan rozłożył mnie na łopatki - z niedowierzania, że autorka wcisnęła do tej książki tak głupiutką historyjkę. Ogromne rozczarowanie, ale większość czytelników, czy raczej czytelniczek uważa podobnie. Mam nadzieję, że to taki jednorazowy wybryk natury z Wielkiej Litery, którą zdążyłam bardzo polubić :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mogę się z Tobą nie zgodzic- wyjątkowy GNIOT.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mogę się z Tobą nie zgodzic- wyjątkowy GNIOT.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ok. Nie przeczytam. Zamierzałam, ale się wystraszyłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że nie zmarnowałam na nią ani czasu, ani pieniędzy :-) Aczkolwiek chciałam się na nią skusić z tych samych powodów co Ty - piękna okładka i ten tytuł... Pomyślałam, że to książka wprost dla mnie. Dobrze, że były wtedy ciekawsze pozycje w księgarni :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. To już 4 niepochlebna recenzja tej książki przeczytana przeze mnie dzisiejszego dnia. Szkoda, że taka książka jest reklamowana na każdym kroku. Żal mi ludzi, którzy wydali na nią pieniądze. Ja na pewno tego nie zrobię :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolejna niepochlebna recenzja książki jaką czytam, ehh szkoda zmarnowanego przez Ciebie czasu ;/

    OdpowiedzUsuń
  11. Opis wydawcy niesamowicie mnie zaintrygował, miałam tę lekturę w planach, ale po recenzjach, jakie przeczytałam, chyba dam sobie spokój.;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hlip, hlip - a ja się skusiłam, niestety też się rozczarowałam. Ale jest też pozytyw: moje szanse na debiut pisarski nie są aż takie małe ;)

    OdpowiedzUsuń