piątek, 18 kwietnia 2014

"Dziewczyny z Portofino" Grażyna Plebanek




W końcu udało mi się przeczytać książkę, którą wybraliście dla mnie z mojego 12 miesięcznego stosiku w marcu. I faktycznie czytać w marcu ją zaczęłam, ale spędziłam nad nią bardzo dużo czasu i właśnie dziś rano skończyłam. Czemu tak długo to trwało? Bo to nie jest książka do czytania szybkiego, bez zastanawiania się, traktowania zdań po łebkach...To książka, której poświęcić trzeba całą swoją uwagę, by nie przegapić w niej niczego!
Czytanie takich książek jakoś dziwnie mnie uspokaja. Wycisza, układa mi poplątane w głowie myśli. Pozwala na zaglądnięcie w głąb siebie i zastanowienie się nad tym co było, co jest i co będzie.
Z "Dziewczynami z Portofino" odbyłam tym razem podróż w przeszłość. Podróż naprawdę ciekawą...

Beata, Mania, Hanka i Agnieszka. Cztery dziewczyny z warszawskiego osiedla. Ich losy połączyły się już w dzieciństwie, które zresztą w książce pani Plebanek mamy okazję obserwować. Dowiadujemy się jak to się stało, że te cztery, zupełnie różne i z różnych środowisk pochodzące dziewczyny się zaprzyjaźniły, jak razem dorastały, dojrzewały i wkraczały w dorosłość. Wszystko na tle lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, które nie należały do łatwych. Pełnych trudności i zmian. Tak też było z przyjaźnią dziewczyn. Trudna, zmieniająca się od czasu do czasu, pełna burzliwych momentów, ale jednocześnie w jakiś sposób stała, nierozerwalna. Z jednej strony magiczna, zadziwiająca, z drugiej strony prosta i oczywista. Przyjaźń, jej blaski. I cienie.
"Dziewczyny z Portofino" to książka mocna, prawdziwa i momentami dosadna. Jednak jest też w niej bardzo dużo ciepła, tego czegoś co powoduje, że przywiązujemy się do jej bohaterów. Czytając ją można się wzruszyć, można się i zdenerwować, ale można też uświadomić sobie, że wszystko to co na jej stronach zapisane, jest bardzo prawdziwe, realne.
To książka o kobietach, które nie zawsze mają łatwą drogę przed sobą, nie zawsze podejmują dobre decyzje, a z ich konsekwencjami muszą żyć już zawsze. O tym co je dotyka na różnych etapach życia, z czym muszą się zmagać, co przysparza im radości, a co troski. To też książka o tym jak ważna dla kobiety jest inna kobieta, wsparcie, które od niej może dostać, siłę, która pomaga przetrwać najgorsze i najlepsze momenty w życiu.
Ta książka jest taka jak jej bohaterki: silna, wyrazista, kipiąca energią i pełna uczuć. Może dlatego nie chciałam się wręcz z nią rozstawać, nie chciałam doczytać do końca, chciałam ciągle żyć życiem tych czterech bohaterek, obserwować ich losy, stapiać się w myślach z nimi i gdzieś tam z każdą po części identyfikować. Owszem momentami mieszały mi się historie dziewczyn, ale im dalej w las tym lepiej je rozpoznawałam, i chyba lepiej zaczynałam je rozumieć - zdecydowanie fragmenty książki dotyczące prawie już dorosłego życia bohaterek przypadły mi najbardziej do gustu.
Warto tu też dodać, że choć owszem tytułowe dziewczyny to najważniejsze trzony tej książki, to obok nich mamy też całkiem sporą plejadę ciekawych bohaterów: zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Wszyscy oni w jakimś stopniu na bohaterki autorki wpłynęli, więc nie sposób i nimi się zainteresować.
Myślę, że książka "Dziewczyny z Portofino" stała się jedną z moich ulubionych książek, takich do których za jakiś czas chciałabym powrócić, przeczytać je jeszcze uważniej, rzucić sobie na nie nowe światło...
Bo może znajdę wtedy w niej coś jeszcze lepszego...
Zdecydowanie warto było przeczytać kolejną książkę Grażyny Plebanek, nie zawaham się sięgnąć po kolejne (wcześniej czytałam już - dosyć dawno temu - "Pudełko ze szpilkami" - opinia TU), myślę, że i o autorce mogę powiedzieć, że należy do moich ulubionych.
Stawiam więc ******6****** i gorąco polecam. To naprawdę dobra, poruszająca i pozostająca na dłużej w pamięci książka!

PS. Ze stosiku z dwunastoma książkami (więcej info TU) jako kwietniową lekturę wybieram książkę Macieja Stuhra "W krzywym zwierciadle" - niestety tym razem nie prosiłam Was o pomoc w wyborze, bo nie ukrywam bałam się, że wybierzecie mi grubszą lekturę, a jak już pewnie zauważyliście...kwiecień już na końcówce..., więc bym nie zdążyła raczej. Wybaczcie! :)


G. Plebanek, "Dziewczyny z Portofino", Wyd. WAB, Warszawa 2009, s. 377

10 komentarzy:

  1. Brzmi bardzo intrygująco, cieszę się, że opisałaś tę książkę, bo przykuwała moją uwagę już od dawna. A do czego odnosi się tytułowe "z Portofino"? Bo na pierwszy rzut oka, tytuł sugeruje jednak inne klimaty, a może to tylko mi kojarzy się z czymś innym niż cztery dziewczyny z Warszawy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z chęcią przeczytam Twoją propozycję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oo skuszę się z pewnością na tę książkę ; )

    OdpowiedzUsuń
  4. mam jedną książkę tej pisarki za sobą i chętnie sięgnę po kolejną coś czuję, że się nie zawiodę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tyle razy wypożyczałam tę książkę i tyle samo oddawałam ją nieprzeczytaną. Dzięki Tobie tym razem będzie inaczej - wypożyczę i przeczytam. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam ją kiedyś i to prawda, że zapada w pamięć. Warto przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale mi się przypomniała lektura! Dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ta seria ma w sobie naprawdę wiele interesujących pozycji, a żadna z nich nie jest lekka i łatwa w odbiorze. Pierwszy raz słyszę o tej pozycji, ale zaintrygowałaś mnie nią. Lubię tego typu książki, dlatego dopiszę ją na listę i poszukam w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszę się, że w końcu ją przeczytałaś. Ja się jednak z nią nie wyrobiłam. Trzeba było ją oddać niestety. Ale jak tylko będę miała trochę luzu, zaraz ją jeszcze raz dorwę. Bo widzę, że naprawdę warto. Nie chciałam się z nią spieszyć skoro piszesz, że ona powinna być czytana powoli.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zastanawiam się, czy ją kupić. W tym tygodniu będzie w Biblioteczce Biedronki :)

    OdpowiedzUsuń