poniedziałek, 17 marca 2014

"W domu innego" Rhidian Brook


Uwielbiam takie książki po przeczytaniu których na moje usta ciśnie się tylko jedno słowo, mianowicie: "wow".
Solidne powieści, wstrząsające, dosadne i pełne emocji.  Poruszające trudny temat, ale w taki sposób, że czytanie o nim nie odrzuca, lecz przyciąga niczym magnes.
Każda kolejna strona przynosi nowe doznania, nowe spojrzenie na to o czym czytamy i nowe emocje, ale przede wszystkim utwierdza w przekonaniu, że właśnie czytanie tej książki jest najważniejszym elementem mojego dnia! Bo takie właśnie wrażenie miałam czytając "W domu innego" - jakby czytanie tej książki było najważniejszym elementem dnia, rwałam się do niej, myślałam o czytaniu jej, gdy obowiązki dnia na to nie pozwalały i szczęśliwa wsysałam się w nią, gdy w końcu miałam na to czas.


Na pewno zetknęliście się już w swoim czytelniczym życiu z książkami, które poruszają temat II wojny światowej. Jest ich mnóstwo,  i tych opisujących samą wojnę, i tych opisujących ludzi, którzy ją przeżyli bądź nie. Ja zazwyczaj stykałam się z książkami, które tematykę wojenną poruszały w odniesieniu do Polski i tego z czym nasz kraj się wtedy borykał.
I wiecie co? Nigdy jakoś głębiej nie zastanawiałam się z czym borykali się Niemcy, Ci, którzy niekoniecznie II wojny światowej chcieli i politykę Hitlera popierali.
Dzięki tej książce uświadomiłam sobie, że przecież oprócz tych milionów niemieckich katów istniały też miliony zwykłych niemieckich ludzi, którzy na wojnę wpływu tak naprawdę nie mięli, a ich zdanie na jej temat nikogo nie interesowało. I mam wrażenie, że ta książka w sporym stopniu właśnie o takich ludziach jest. Owszem nie tylko, bo pośród jej bohaterów znajdziemy też takich, którzy idee hitlerowskie akceptowali i popierali, ale mimo wszystko uważam, że to książka o niemieckich obywatelach, którzy przez wybuch II wojny światowej też ponieśli ogromne straty i konsekwencje.  Jest 1946 rok, właśnie skończyła się II wojna światowa, z jakim skutkiem pewnie wiecie, a obywatele niemieccy na przykład w takim Hamburgu muszą poddać się procesowi denazyfikacji.
W ich domach zamieszkują angielscy oficerowie, którzy przybywaj tam z misją wprowadzania pokoju i demokracji w powojennych Niemczech.
Do domu Niemca - Luberta też wprowadza się angielska rodzina, różnica między nim, a innymi Niemcami polega na tym, że może on pozostać w swojej posiadłości, razem z córką i dotychczasową swoją służbą. Jednak właścicielami willi zostają Lewis i Reachel Morgan z synem. Ani to sytuacja łatwa dla Luberta, ani dla Morganów. Mimo wszystko jednak bardzo nietypowa i pełna łaski ze strony angielskiego porucznika.
Między mieszkańcami willi rodzą się różne relacje, początkowo bardzo chłodne i ostrożne, z dnia na dzień nabierają kolorów i intensywności. I nie myślcie sobie, że chodzi tu tylko o ten wątek romansowy o którym krzyczą już na okładce. Nie. Owszem jest, ale nie on jest najważniejszy w tej książce. Owszem ważną rolę w całej historii też odgrywa, jednak to naprawdę nie jest książka o romansie i jego konsekwencjach, o uniesieniach, porywach namiętności. Na szczęście nie!
To książka o ludziach w ogóle, o tym jacy stają się w obliczu wojny, w obliczu zagrożenia, w obliczu nieszczęścia. To książka o zachowywaniu człowieczeństwa w momencie, gdy ciężko to przychodzi. To książka o lękach, uprzedzeniach, pragnieniach, wierze w drugiego człowieka i nadziei.
Pełna emocji, pełna zaskoczeń, ale i takiej jakiejś swobody, naturalności i prawdy. Nie zawsze łatwej.
Takie książki pozostawiają w czytelniku ślad, wwiercają się do umysłu i powodują, że sami stawiamy się na miejscu ich bohaterów. Na miejscu, na którym mam nadzieję w realnym życiu nigdy nie będę musiała być, bo naprawdę nie chciałabym być po ani jednej ze stron barykady. 
Rhidian Brook napisał naprawdę rewelacyjną książkę, a zrobił to w tak rewelacyjny sposób, że mimo iż porusza temat bardzo trudny i wręcz kontrowersyjny, czyta się ją jednym tchem, przeżywając od samego początku do samego końca. Wyobrażając sobie scena po scenie wydarzenia opisywane przez Brooka. Rewelacja! Na ******6******, obok takich książek nie można przejść obojętnie i chyba nigdy nie zobojętnieje się na ich treść.
Ponoć książka ma zostać zekranizowana, przez Ridleya Scotta, ja już się nie mogę tego doczekać, bo ta książka aż prosi się o ekranizację, dobrą ekranizację, na taką liczę!


R. Brook, "W domu innego", Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2014, s. 352

12 komentarzy:

  1. Ja się nie zastanawiałam co czuli Niemcy do czasu sięgnięcia po Złodziejkę Książek czy Chłopca w pasiastej piżamie - potem już i tak refleksja naszła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie niestety ja jeszcze ani jednej z tych książek nie czytałam, przede mną są one jeszcze

      Usuń
  2. A "Niemców" Kruczkowskiego to juz się nie przerabia w szkolach jako lektury obowiązkowej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie mam pojęcia, już dosyć dlugooooo nie jestem uczennicą:)

      Usuń
  3. Chyba się skuszę. Ta tematyka mnie interesuje, a skoro tak zachwalasz... :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow...musi być bardzo dobra. Przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. W takim razie, koniecznie muszę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. i mam zagwozdkę, bo uwielbiam ten stan poruszenia, który opisałaś w pierwszym akapicie, ale równocześnie bardzo rzadko sięgam po tematykę wojenną, bo po prostu za nią nie przepadam. choć z takich książek nasuwa mi się teraz głośna ostatnio "złodziejka książek" - i tu też temat Niemców w obliczu II wojny światowej. skoro tamta mi się spodobała, może i tej warto dać szansę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mnie zainteresowałaś ta książką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również. Nie ma co zwlekać w takim razie...

      Usuń
  8. Od dawna nad nią myślę, ale Twoja recenzja zachęciła mnie na dobre do lektury. :)

    OdpowiedzUsuń