niedziela, 30 marca 2014

"Samolot bez niej" Michel Bussi


Co za okładka! - taka była moja pierwsza myśl gdy zobaczyłam książkę w zapowiedziach.
Co za temat, który porusza... rewelacja, coś totalnie dla mnie - pomyślałam po zapoznaniu się z notą wydawcy.
Muszę ją przeczytać! - podjęłam decyzję.

Co za okładka! - powiedziałam, gdy wyciągnęłam książkę z koperty i mogłam na żywo zobaczyć jak ważka mieni się tysiącami kropeczek, a nazwisko autora połyskuje jak mini tęcza. Ci którzy ją widzieli już na żywo na pewno wiedzą o czym mówię. 
To będzie wciągająca książka - pomyślałam i zaczęłam czytać...

Ciekawi jak wszystko potoczyło się dalej?

Co za okładka! - myślałam za każdym razem, gdy brałam książkę do ręki. To się nie zmieniało, za każdym razem, gdy sięgałam po książkę byłam zauroczona jej okładką, gorzej bywało z treścią którą za sobą kryła. Początkowo dałam się porwać przedstawianej przez autora historii. Wszystko zaczyna się od katastrofy lotniczej, w której ginie ponad dwieście osób, przeżywa ją jedynie trzymiesięczna dziewczynka, którą ratownicy odnajdują wyrzuconą z samolotu na miejscu katastrofy. Cud, prawda? Ogromna radość. Problem zaczyna się w momencie, gdy po dziewczynkę zgłaszają się dwie rodziny, pewne że to właśnie dziecko należące do nich.
Kim zatem jest cudownie ocalona dziewczynka? Tego dowiadujemy się właśnie czytając książkę Michela Bussi. Dowiadujemy się w bardzo ciekawy sposób. Odtwarzając przeszłość, czytając zapiski detektywa, który tą sprawą się zajmował, niemal przez osiemnaście lat. Przeszłość tę odkrywamy razem z bohaterami tej książki, ich zadaniem bowiem jest rozwiązać zagadkę, która ukryta jest w przeszłości, bazując na wspomnieniach osób z tą tajemniczą sprawą zaznajomionych. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, a losy tych dwóch rodzin splatają się ze sobą i powoli prowadzą do rozwiązania.
I chyba słowo powoli to klucz do tego co najbardziej mnie tu drażniło. Bo owszem treść tej książki jest bardzo ciekawa, temat naprawdę przedni, wzbudzający emocje, intryga też bardzo ciekawie skonstruowana, tajemnica, którą mamy odkryć dosyć intrygująca, lecz wszystko to opisane w jakiś taki senny sposób, momentami zbyt zagmatwane, a z drugiej strony czasem bardzo oczywiste. Nawet w pewnym momencie zbyt oczywiste, ale o tym powiem Wam na samym końcu.
Wszystko jakby krąży wokół jednego wydarzenia, lecz momentami zamiast nam coś wyjaśniać od wyjaśnienia nas oddala i niby o to powinno chodzić, lecz w tej książce mnie to męczyło. Może gdyby była krótsza to odebrałabym ją lepiej. Niestety tym razem zdarzało się, że podczas czytania się nudziłam, miałam ochotę ominąć parę fragmentów, skrócić sobie drogę do rozwiązania zagadki, a przecież nie o to chodzi by poznać ją od razu. Strona po stronie chcemy się pozwalać zaskakiwać faktom i dawać porywać wydarzeniom, które do kulminacyjnego momentu doprowadzą nas tak wytęsknionych rozwiązania, że wszystko aż w nas kipi. Tu tak nie było. Szkoda. Ogromna.
Owszem zakończenie robi wrażenie, lecz nie takie na jakie miałam nadzieję. Było emocjonujące, lecz połączone z ulgą, że w końcu je poznałam, bo dochodzenie do niego zaczynało być męczące. A nie o to mi w czytaniu chodzi.
Zatem jak widzicie coś mi w tej książce nie zagrało, ale wiem, że zbiera bardzo pozytywne opinie u innych. I po części jestem w stanie je zrozumieć. Można się nią może nie aż zachwycić, ale dać się jej oczarować, ulec temu blaskowi, który bije z okładki. Mnie niestety nie zachwyciła tak jak okładka (oj , pewnie macie dosyć tej okładki już, ale ostatni raz o niej wspominam, obiecuję). Choć okładka jej mnie też trochę zdenerwowała, na niej znajduje się bowiem tak duża podpowiedź w rozwiązaniu zagadki, że jest to ze względu na swój absurd aż wręcz niezauważalne na pierwszy rzut oka. I ta oczywistość mnie też zdenerwowała, ale cóż począć....taka książka. (uwaga!!!spoiler!!! - tytuł bym na pewno zmieniła - jego oczywistość psuje wszystko!)
Co do oceny to stawiam tylko ****4****, choć wierzę, że można ją lepiej ocenić. Ja momentami dawałam się tej historii porwać, lecz momentami osłodzić chwile z książką musiała mi szklanka cudownego (przeze mnie robionego) soku - taki mój ostatnio, co wieczorny rytuał: książka i sok.
Sięgam więc po kolejną książkę, przygotowuję kolejny sok i życzę Wam udanego wieczoru...

M. Bussi, "Samolot bez niej", Wyd. Świat Książki, Warszawa 2014, s. 464

5 komentarzy:

  1. Ja jednak podziękuję - książka mnie do siebie nie przyciąga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzadko zdarza mi się kupować książkę pod wpływem okładki, ale przyznaję, że tym razem to zrobiłam :) Cudna jest! Jeszcze nie czytałam, na razie przeczytała tylko moja mama, która była zachwycona. Nawet ta senność mnie nie przeraża ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpuszczę sobie książkę, pomimo uroczej okładki ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. mi się podobała ta książką.. choć te badania DNA i ta podpowiedź na okładce... no cóż.. tak bywa... błąd wydawcy chyba.. można było zatytułować księżkę po prostu Ważka i byłby spokój :)

    OdpowiedzUsuń