czwartek, 6 marca 2014

"Jeden dzień" David Nicholls (książka+film+kolejny wybór)


15 lipca 1988     15 lipca 1998
15 licpa 1989     15 lipca 1999
15 lipca 1990     15 lipca 2000
15 lipca 1991     15 lipca 2001
15 lipca 1992     15 lipca 2002
15 lipca 1993     15 lipca 2003
15 lipca 1994     15 lipca 2004
15 lipca 1995     15 lipca 2005
15 lipca 1996     15 lipca 2006
15 lipca 1997     15 lipca 2007
To daty spotkań z Emmą i Dexterem, dzięki, którym poznajemy ich historię, to daty dzięki którym mamy wrażenie, że znamy bohaterów tej książki jak  naszych najlepszych przyjaciół, to daty, które z roku na rok przynoszą nam nowe wydarzenia, wrażenia i emocje.
A emocji w tej książce nie brakuje!

"Odkładając tę książkę, masz niesamowite wrażenie, że znasz jej bohaterów jak najlepszych przyjaciół" Jonathan Coetko
To chyba najlepsze słowa, którymi mogłabym opisać to co czułam po przeczytaniu tej książki. Bo spotkanie z Emmą i Dexterem, głównymi bohaterami, którym w tej książce towarzyszymy przez dwadzieścia lat ich życia jest jak poznawanie własnych przyjaciół.
Tylko, że własnych przyjaciół poznajemy dzień po dniu, miesiąc po miesiącu i rok po roku.
Emmie i Dexterowi towarzyszymy przez dwadzieścia lat, tylko, że to jak wygląda ich życie mamy możliwość poznać w trakcie jednego dnia z każdego z tych 20 lat.
Wszystko zaczęło się 15 lipca 1988 roku, Emma i Dexter właśnie skończyli studia, w tej euforii spędzają ze sobą noc. Ostatnią przed wejściem w dorosłość, samodzielność, przed wejściem na nieznaną drogę...
Tylko czy to była ich ostatnia noc? Czy spędzą ze sobą więcej czasu, czy ich znajomość przerodzi się w coś większego, przyjaźń, miłość?
Zdecydowanie tak, i to mogę Wam już na samym początku napisać. Bo o tym jest ta książka.To historia o dwojgu ludzi, którzy odnajdują powoli drogę do siebie, drogę niby oczywistą, a jednak dosyć mocno wyboistą. Przez dwadzieścia kolejnych lipcowych dni poznajemy tę historię, rozsmakowujemy się w niej, przekonujemy, że niekoniecznie jest tak oczywista jak nam się wydaje i nie wszystko w niej musi się nam podobać i układać tak jakbyśmy chcieli!
W trakcie jednego dnia dowiadujemy się o tym co działo się z naszymi bohaterami w ciągu całego roku, co działo się w ich relacji, dodatkowo ten jeden dzień każdego roku przynosi nowe wydarzenia, których rozwiązanie nie raz poznajemy dopiero kolejnego 15 lipca...
I tak z roku na rok coraz bardziej przywiązujemy się do bohaterów książki Nicholls'a, identyfikujemy się z nimi mniej lub bardziej, mniej lub bardziej ich popieramy, denerwujemy się przez nich lub o nich martwimy. Strona po stronie nasze emocje podczas czytania rosną, targają nami tak jak Emmą i Dexterem, naprawdę mamy wrażenie, że znamy ich od zawsze, że uczestniczymy w ich życiu, stoimy obok nich i mamy ochotę albo na nich wrzasnąć, albo ich przytulić. I niby wiemy co kolejna strona może przynieść, a i tak dajemy się zaskoczyć. Dajemy się porwać tej książce! Dajemy się jej wciągnąć tak, jakby to było nasze życie, nasze wybory i nasz los.
I może dlatego po jej przeczytaniu miałam ogromną ochotę powrzeszczeć na jej autora! Powrzeszczeć, że nie tak miało być, że się nie zgadzam z jej zakończeniem, że nie tak chciałam, żeby było, że miało być inaczej, z happy endem, z lukrem, z pozytywnym zakończeniem po którym uśmiech nie będzie nam schodził z ust przez pół dnia, a nie przez pół dnia będziemy ocierać łzy!
Lecz, gdy emocje już trochę opadły zaczęłam się nad zakończeniem tej książki zastanawiać i wiecie co? Jest genialne! Idealne, takie jakim być powinno! Zmuszające do dostrzeżenia tego wszystkiego co było ważne po drodze, zwrócenia uwagi na te aspekty książki, które ją tak naprawdę budowały, na to co było tuż pod nosem, a wydawało się w pewnym momencie niezauważalne. Na szczęście, które strona po stronie się budowało, na życie, które po prostu jest ważne samo w sobie, na to by dostrzec w nim wszystko to czym jesteśmy obdarzani. Bo czasem w ciągu jednego dnia świeci słońce, a czasem pada deszcz, czasem w ciągu jednego dnia jesteśmy tam gdzie chcemy być, a za chwilę już nas tam nie ma. Bo nasze życie to droga, czasem wyboista, czasem prosta, czasem poprzecinana wydarzeniami, które niby nie mają sensu, a potem nagle ten sens się pojawia.

"Jeden dzień" to książka, którą warto przeczytać właśnie dla tych wszystkich emocji, które w czytelniku wywołuje. Bo niby banalna historia o przyjaźni i miłości okazuje się być zupełnie niebanalną książką o życiu, o poszukiwaniu szczęścia i spełnienia. I tak jak w życiu nie obeszło się i tu bez wielu uśmiechów i wielu wylanych nad tą książką łez. I najważniejsze - nie obeszło się też bez refleksji, ale tę pozostawię już dla siebie, a Wam, tym, którzy jeszcze z "Jednym dniem" nie mieli do czynienia polecam go przeczytać jak najszybciej i postarać się o własną refleksję nad książką i może nie tylko nad nią...

Oczywiście nie odmówiłam sobie ekranizacji tej książki. I szczerze powiedziawszy sama nie wiem czy to dobrze, czy źle. Film "Jeden dzień" pewnie zupełnie inaczej odebrałabym, gdybym wcześniej nie przeczytała książki. Inaczej czyli bardziej emocjonalnie! Bo oglądając go miałam wrażenie jakby był tylko jej streszczeniem, liźnięciem tematu, jakby sceny były urywkami wyciętymi z całości.
Choć nie zmienia to faktu, że film jest naprawdę dobry, taki jakim go sobie wyobrażałam, choć jakby był książką w pigułce. Co do aktorów odgrywających głównych bohaterów to Anne Hathaway jako Emma była idealna, właśnie tak sobie ją wyobrażałam. Gorzej było z filmowym Dexterem. O ile Jim Sturgges jako młody Dexter odpowiadał mi zdecydowanie, to jako ten około czterdziestoletni Dexter nie pasował mi w ogóle, ciągle widziałam w nim tego beztroskiego Dextera, a przecież ten późniejszy Dexter już taki nie był.
Genialnie natomiast zostały oddane realia czasów opisywanych przez autora, miałam wrażenie jakbym przeniosła się w czasie, wszystko było tak realnie przedstawione, tak autentycznie, że miałam wrażenie jakby film był rzeczywiście kręcony jakieś dwadzieścia lat temu. No i Wielka Brytania, choć nie pałam do niej jakąś wielką sympatią to w tym filmie szalenie mi się podobała. Klimatycznie, ba...nawet pięknie.
Obawiam się więc, że gdybym wcześniej nie przeczytała książki to "Jeden dzień" jako film mógłby zostać moim filmem ulubionym.
Tak to ulubioną będę określała książkę Davida Nicholls'a, a film będę określała jej dobrą, ale pigułkową ekranizacją. Książka jak się domyślacie otrzymuje ode mnie ******6******. Gorąco polecam, choć pewnie już wszyscy ją czytaliście, to tylko ja takie cudo dwa lata trzymałam zakurzone na półce!
Kolejna książka, którą przeczytałam przez Was! I bardzo Wam za to dziękuję! Ba to kolejna książka i kolejny film, który dzięki Waszemu poleceniu trafił przed moje oczy. I tak jak wcześniejsze "Służące" mieliście nosa, że i "Jeden dzień" może się mi spodobać. I nie myliliście się!
Co tym razem mi zatem polecicie do przeczytania z mojego 12 miesięcznego stosu?
Na stosie już dwie książki mniej, wybierać więc musicie z 10 kolejnych pozycji, czekam na podpowiedzi w komentarzach.
Wy decydujecie co przeczytam jeszcze w marcu! Z góry dziękuję za podpowiedzi i za wcześniejsze sugerujące komentarze - jak na razie nie myliliście się w poleceniach, mam nadzieję, że jesteście zadowoleni tak jak ja i że może dzięki mojej opinii ktoś też sięgnie po "Służące" lub "Jeden dzień", a może przyłączyliście się do mojej akcji czytania 12 książek z półki w ciągu tych dwunastu miesięcy 2014 roku? Jeśli tak dajcie znać!

D. Nicholls, "Jeden dzień", Wyd. Świat Książki, Warszawa 2011, s. 445

23 komentarze:

  1. Jak do tej pory oglądałam tylko film, w przyszłości zapewne przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj o książce (jak i zresztą o filmie) nie słyszałam, a wygląda na to, że trzeba ją przeczytać.
    A jeżeli chodzi o obstawianie kolejnej pozycji, to ja dalej obstaję przy Dziewczynach z Portofino. Jak nie w tym miesiącu to na pewno na początku następnego się za nią zabieram. I jestem ciekawa czy opinie o niej się pokryją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam się i też nadal lobbuje za "Dziewczynami z Portofino"! :)

      Usuń
  3. Mam na półce audiobooka i na pewno go przesłucham :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam:) polecam innym molom :D

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie ja najpierw oglądałam film, stał się moim ulubionym i powtórzyłam go... kilka razy. A teraz chociaż książka stoi na półce to boję się ją sprawdzać...

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiedziałam, że "Jeden dzień" ci się spodoba, to była jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam w tamtym roku, kiedy to wyszło(co nie znaczy, że pamiętam, który to był rok ;)). Teraz trudno mi coś poradzić, bo nie znam pozostałych tytułów, ale szczerze mówiąc, czytałam ostatnio artykuł o Ficner-Ogonowskiej i ciekawa jestem Twoich wrażeń z tej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi też się książka bardzo podobała. Film niestety dużo mniej. Trochę inaczej sobie to wszystko wyobrażała, no i jak zwykle to bywa - wiele zostało zmienione.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawet nie wiedziałem, że film jest na podstawie książki. Muszę przeczytać. No i ta okładka taka fajna :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Maćka Sthura przeczytaj :)

    A na autora też miałąm ochotę nawrzeszczeć, straszną krzywdę zrobił czytelnikom

    OdpowiedzUsuń
  10. Film już za mną teraz czas na książkę. Choć nie lubię w takiej kolejności;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zarówno książka, jak i film bardzo mi się podobały. Zakończenie - wzruszające! Niestety nic z Twojego stosiku nie czytałam, więc nic nie doradzę.

    OdpowiedzUsuń
  12. O, a ja nie byłam przekonana do tego filmu :) ale w takim wypadku - zobaczę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kurde, zawsze chciałam to przeczytać, a Ty jeszcze utwierdziłaś mnie w tym przekonaniu!

    OdpowiedzUsuń
  14. Widziałam film i bardzo mi się podobał. Narobiłaś mi jeszcze większego apetytu na tę książkę. Z przyjemnością przeczytam :)
    Pozdrawiam ;>

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo dobrze wspominam książkę. Miała w sobie to coś :D
    Fil w sumie też, ale w porównaniu z powieścią słabiutki...

    OdpowiedzUsuń
  16. Zapisałam sobie książkę do listy poszukiwanych w bibliotece, tak bardzo zachęciłaś mnie swoimi słowami :)
    A na marzec przyłączam się do głosów za Grażyną Plebanek, nigdy nie czytałam jej książek, zwykle nie miałam ochoty wypożyczyć, chociaż nie wiem dlaczego. Ciekawi mnie czy dzięki Tobie przełamię swój opór czy utwierdzę się w przekonaniu, że mam rację :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Książki nie czytałam, ale widziałam film. Podobał mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Książki raczej nie przeczytam, bo to nie moje klimaty, ale może na film się kiedyś skuszę. Też czasem jestem rozczarowana zakończeniem powieści/filmu, a później dochodzę do wniosku, że inaczej być nie mogło.

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo mnie zainteresowałaś, koniecznie muszę przeczytać tę książkę ;)) A potem zobaczyć film!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja ją mniej pozytywnie odebrałam, ale mam w planach obejrzeć film ;)

    Polecam Ci "Alibi na szczęście" na marzec ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Obejrzałam tylko film, nie został on moim ulubionym, ale był dobry. Powinnam zdecydowanie przeczytać książkę.

    Co do zdjęcia z książkami to czytałam "Projekt szczęście", niestety przeczytałam połowę, dalej nie dałam rady, nie moje klimaty i ciężko przychodziło mi czytanie tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń