piątek, 14 marca 2014

"Facet z grobu obok" Katarina Mazetti



Książeczka niepozorna, coś niewiele ponad 200 stron, na których miałam według opisu z okładki przeczytać komiczną opowieść o trudnej miłości ludzi należących do dwóch różnych światów.
Owszem o trudnej miłości między zupełnie różnymi osobami ta książka jak najbardziej jest, ale czy komiczna? Chyba komiczną aż bym jej nie nazwała jednak, owszem kilka zabawnych momentów można z niej wyłuskać, ale więcej w niej dramatyzmu i smutku niż komizmu.
Może dlatego mam co do niej bardzo mieszane uczucia? Może dlatego mam z tą książką ogromny problem?

Nastawiłam się na zupełnie inną lekturę niż dostałam, ale to nie tutaj leży problem z moim odbiorem tej książki. Owszem czasem zdarza się, że nasze wyobrażenie o książce rzutuje na jej nasz późniejszy odbiór. Tutaj książką powinna o dziwo przy tym "późniejszym odbiorze" zyskać, wszystkie znaki na niebie i ziemi, wszystkie moje preferencje i w sumie doświadczenia z książkami mówią, że to na co się nastawiłam mogło mi nie podejść, a to co dostałam podejść mi jak najbardziej powinno było.
Bo spodziewałam się czytadła, z dosyć lukrowaną zawartością, naciągniętymi faktami i wymuszonym poczuciem humoru płynącym z co drugiego zdania.
Desiree i Benny. Ona wykształcona, kobieta z miasta, delikatna, ale i niezależna, prowadząca typowo miejski styl życia. On rolnik, z ogromnym gospodarstwem do obrobienia, typowo wiejskimi obowiązkami. Ich drogi stykają się w bardzo nietypowym miejscu - na cmentarzu, na którym odwiedzają groby swoich bliskich: ona - męża, on - rodziców. Oboje samotni, spragnieni obecności drugiego człowieka w życiu jakie wiodą.
Tylko czy spragnieni są akurat siebie? Czy to ich powinien połączyć los, by mogli zaznać miłości i spełnienia o jakim marzą bardziej lub mnie podświadomie?
Oczywiście spodziewacie się po przeczytaniu tych słów, że w książce musiał nastąpić ogromny wybuch miłości, radości i spełnienia. A potem coś musiało się zepsuć, prawda? Jak to w życiu. Coś musiało w pewnym momencie przestać grać, jakiś trybik musiał się zepsuć i los Desiree i Bennego już nie był tak oczywisty.
Wszystko niby typowe. Jednak ja czytając tę książkę dosyć mocno się miotałam.
Nastawiona na typowo romansową książkę powoli się rozczarowywałam. Pozytywnie. Bo nagle to o czym czytałam nie było tylko romansowe, nagle z ust bohaterów wychodziły takie słowa i zdania, że się zdecydowanie zaczynałam zastanawiać cóż to za książkę czytam i pozytywnie ją odbierać zaczynałam coraz mocniej, strona po stronie.
Jednak nie długo, bo zaraz zaczęłam mieć wrażenie jakbym wgłębiała się w książkę z nurtu erotycznego - miałam wrażenie, że Desiree zaraz zacznie odkrywać swoją kobiecość, wyć i wić się jak Benny każe. I tego się bardzo bałam, bardzo, bardzo. Bo nie lubię książek z tego erotycznego nurtu, nie ciągnie mnie do nich, wręcz mnie od nich odrzuca. Nie zraziłam się jednak i czytałam dalej.
Na szczęście książka pokazała mi swoją kolejną, inną stronę. Coraz dalej miałam wrażenie, że podczytuję dramat, w którym problemy jego głównych bohaterów piętrzą się coraz mocniej, oni sami miotają się między nimi jakby na nic nie mieli wpływu, no może poza moją irytacją, która ze strony na stronę teraz stawała się większa.
I na szczęście było już blisko końca. Tyle że koniec rozczarował najbardziej. Bo niby czym on miał być?
Nie tego się spodziewałam to prawda, lecz wyjście z romansowego charakteru książki miało jej tylko jak dla mnie dobrze zrobić. Nie zrobiło. Owszem nie było lukru, wzdychań i zachwytów, były za to kompletnie nie dograne według mnie dialogi, zwymyślane od czapy problemy i na siłę wynajdywane różnice między bohaterami. A co do nich to chciałabym żeby zdecydowanie więcej mięli wigoru, ochoty do życia wspólnego (choć nie prostego) i charakteru - bo tak to miałam ogromne wrażenie bezpłciowości. W ogóle nic mi się tu dobrze w całość nie składało, nic mi się do siebie nie kleiło, ba nawet grubymi nićmi kiepsko zszyte było.
Nie wiem, może nie zrozumiałam tej książki, może nie wyczytałam między jej dialogami jakiegoś przesłania, jakiejś jej ukrytego dna. Cóż...bywa.
Jedno mi się w niej szalenie podobało. Cytat ze zdjęcia powalił mnie na kolana... Zdecydowanie zapożyczam go na użytek własny.
Niestety książkę oceniam tylko na ***3***, mimo iż się ją świetnie i szybciutko czyta, nic we mnie po niej nie pozostało, zapomnę o niej zbyt szybko by móc komuś ją polecić. Ot po prostu przeczytać się da, ale nic z tego czytelnik nie ma. Kilka chwytów, które jak na mnie nie zadziałały, czy działają na Was musicie przekonać się ewentualnie sami.

K. Mazetti, "Facet z grobu obok", Wyd. Czarna Owca, Warszawa 2014, s. 228

24 komentarze:

  1. Haha cytat niezły :D Cóż, książki nie czytałam, mimo średniej opinii mam ją jeszcze w planach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem lepszego jej odbioru Ci życzę:)

      Usuń
  2. Miałam okazję czytać tę książkę i również mam do niej kilka "ale", czemu zresztą dałam wyraz w swojej recenzji :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie....ja mam do niej sporo "ale"...

      Usuń
  3. Też spodziewałam się czegoś innego, właściwie to i opis z tyłu książki i okładka sugerują coś innego, ale ... bardzo spodobała mi się prostota książki, właśnie to, że nie było ochów i achów.
    Fakt, książka była "inna", ale dobrze mi było przeczytać coś z zupełnie innej perspektywy. Tylko to zakończenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakończenie...tragiczne jak dla mnie, położyło mi całą książkę. A co do różnic między opisem z okładki, a treścią to jak pisałam wyżej naprawdę miały tu u mnie zadziałać na plus, jednak coś mi nie zagrało, rozłaziło mi się to wszystko i już:(

      Usuń
  4. Lekka i przyjemna w odbiorze książka, taka do czytania między głębszymi w przekazie tomami. Bardzo mi się podobała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm...z tą lekkością i przyjemnością bym nie przesądzała, bo to według mnie raczej był nieudany mariaż lekkości z tragizmem sytuacji, niestety nie dla mnie

      Usuń
  5. Myślałam nad zakupem tej książki, ale chyba jednak na razie się wstrzymam :) Zdecydowany plus za okładkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż okładka kompletnie jak dla mnie zbijająca z tropu, zwłaszcza gdy zna sie już treść

      Usuń
  6. Hmmm. Miałam ją kupić, a teraz mam wątpliwości... Twoje odczucia po przeczytaniu książki są mieszane, a jednak tak napisałaś ta recenzję, że jak tylko będę miała okazję książkę wypożyczyć, to ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, bo zawsze uważam, że mimo iż mnie książka nie porwała to kogoś innego porwać jak najbardziej może. Czego Ci zresztą życzę :)

      Usuń
  7. a mi utknęła w pamięci i będę czekała na kontynuację, na pewno. Zrobiła na mnie wrażenie innością

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny raz czytam coś w stylu: "nastawiałam się na coś innego". I bardzo mnie to cieszy ;) Bo dzięki temu po książkę chyba sięgnę. Obawiałam się (wszystko przez okładkę), że będzie to jakieś czytadło, romansik, coś okrutnie obyczajowego i lekkiego. Mimo że Cię nie zachwyciło, ja pewnie spróbuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem lepszego odbioru niż mój życzę

      Usuń
  9. na książkę raczej się nie zdecyduję, ale z tego co wiem, jest film o takim samym tytule i chętnie go obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooo to mnie zaskoczyłaś, rozglądnę się za nim, pozdrawiam!

      Usuń
  10. Tematyka mnie nie zachęca i nawet humor tego nie zmieni :D Tym razem nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten humor to taki średni i średnio go w tej książce jest..no cóż....

      Usuń
  11. Wydaje mi się, że to świetna lektura dla relaksu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się przy niej średnio zrelaksowałam...:(

      Usuń
  12. Po kilku przeczytanych opiniach wnioskuję, że książka chyba za bardzo przesłodzona w opisie. Sama nie wiem czy w rezultacie chcę czy nie - przeczytać rzecz jasna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opis przesłodzony, to prawda...:( ja bym jednak Ci nie polecała :(

      Usuń