poniedziałek, 10 lutego 2014

"Służące" Kathryn Stockett (książka+film+wybór na luty)


Dziś będzie dwa w jednym. Może zrekompensuje Wam tym moją dosyć długą nieobecność na blogu. Niestety po pierwsze padł mi laptop, a po drugie jak to zwykle bywa akurat w czasie urlopowania się moim najlepszym rozbolał mnie ząb i w sumie połowę ubiegłego tygodnia walczyłam z bólem. Już na szczęście po wszystkim, powoli wracam do żywych, ba...czytam pełną parą, zatem będzie blogowa poprawa, będzie!
Jednak dziś chcę się podzielić z Wami w końcu moim zachwytem, który w zawdzięczam trochę też Wam. A na pewno tym, którzy mnie do przeczytania książki Kathryn Stockett "Służące" namówili! Dziękuję, bo myślę, że już Wam mogę napisać, że książka ta zasłużyła na miano książki mojego życia. Dlaczego?
O tym chcę opowiedzieć Wam dalej...mam nadzieję, że uda mi się moje zachwyty zebrać w coś sensownego!
Zresztą nie tylko o samej książce chcę Wam napisać, o jej ekranizacji również....
Pamiętacie ten mój post? KLIK - prosiłam Was wtedy o pomoc w wyborze lektury na miesiąc styczeń. Większość z Was poleciła mi "Służące". Zabrałam się więc za czytanie. Dosyć ostrożnie podchodząc do tematu, bo często mam tak, że jak się wszystkim coś podoba, to ja boję się rozczarowania jeszcze mocniej niż normalnie. Książka Kathryn Stockett zbierała dotychczas wręcz same pozytywne opinie, film też dosyć dobre noty zbierał więc poprzeczka zawieszona była wysoko! I dobrze!
Bo to rewelacyjna książka jest, strasznie żałuję, że odkryłam ją dopiero teraz - książka na mojej półce przeleżała na bank trzy lata, a teraz myślę, że chciałabym ją czytać przez te trzy lata bezustannie. Bo czytanie "Służących" to niewiarygodna przygoda i ogromna przyjemność. To jest moi kochani książka od której oderwać się nie można, a zarazem człowiek nie chce czytać zbyt szybko by nie dobrnąć za wcześnie do zakończenia. By móc się nią rozkoszować, żyć obok jej bohaterów i upajać się klimatem stworzonym przez autorkę perfekcyjnie! Wszystko w "Służących" mi odpowiadało: język, tempo, poruszane tematy, bohaterowie tak stworzeni, że ma się wrażenie jakby istnieli naprawdę!Każda postać jest tak dopracowana, że aż wydaje się to niemożliwe, każda postać jest inna i co innego wnosi do opowieści, lecz każdą można się w stu procentach zainteresować.
Taka autentyczność bije z tej książki, że mimo iż żyję w zupełnie innych czasach niż jej bohaterowie miałam wrażenie, że wszystko to o czym czytam nie jest mi obce i znane tylko z historii. Słowo po słowie przenosiło mnie do Ameryki lat sześćdziesiątych, obrazowało mi problemy, które wtedy Ameryką wstrząsały i pokazywało mi też zwykłe życie, zwykłych ludzi.
W sumie nie wiem czy jest sens pisać Wam o czym jest ta książka, bo pewnie każdy już wie - bo albo ją sam już przeczytał, albo obejrzał film, który powstał na jej podstawie. Bardziej chciałabym się skupić na uczuciach, które podczas czytania tej książki mi towarzyszyły. Bo było ich sporo. Od radości i wesołego podśmiewania się z naprawdę rewelacyjnie ujętych tematów, po żal i smutek w momentach opisywania tej ogromnej niesprawiedliwości życiowej z jaką borykali się bohaterzy "Służących". Ba..."Służące" to książka nad którą zdarzyło mi się rozpłakać, smutek nie raz ściskał mi tak bardzo gardło, że musiałam lekturę odłożyć na chwilę, przetrawić w sobie, by móc do niej wrócić i oddawać się przyjemności czytania. Bo w "Służących" przeczytacie takie treści, które może i Was zszokują, może i zasmucą, a pewnie niektóre z nich wzbudzą w Was euforię i nadzieję. Nadzieję przede wszystkim. "Służące" to książka, która niesie przede wszystkim nadzieję. Po przeczytaniu takiej książki aż chce się żyć!
Mnie po jej przeczytaniu od razu chciało się zmierzyć z jej ekranizacją. Otarłam łzy wzruszenia wywołane jej zakończeniem i zabrałam się za oglądanie. Kathryn Stockett tak żywo opisała swych bohaterów, że w mojej głowie utworzył się dokładny obraz książki i przez to pewne oczekiwania wobec filmu. Mimo to podeszła do oglądania dosyć euforycznie. I... na szczęście nie rozczarowałam się choć istniało takie spore prawdopodobieństwo.
O dziwo sporo wizji z filmu było zbieżnych z wizjami książki jakie tworzyły się w mojej głowie. Aktorki wcielające się w główne role - obłędne, idealne, takie jakich bym sobie życzyła. Sceny - powtórzę: obłędne, idealne, takich jakich bym sobie życzyła. Owszem było momentami troszkę inaczej niż w książce, trochę treści było pominiętej (ale przecież to film), trochę ułagodzonej czy zmienionej, ale w ogólnym rozrachunku uważam, że film naprawdę dał radę. Oby więcej tak udanych ekranizacji było, to nie bałabym się w końcu na nie chodzić.
Jak widzicie jestem totalnie zachwycona, bardziej książką, ale filmem też dosyć mocno! Dawno już czytanie nie wywołało u mnie tylu emocji, tak bardzo nie wciągało. Spokojnie mogę powtórzyć - kochani to moja książka na bank przynajmniej roku, jeśli nawet nie życie. Zawsze będę ją polecała tym, którzy się jeszcze z nią nie spotkali - przeczytajcie, dajcie się zabrać w tę podróż w przeszłość, całkiem zresztą niedawną. Przeszłość smutną, ale i dającą ogromne nadzieje.
I film, i książka na ******6******.
Mam nadzieję, że jeszcze masa tak dobrych książek przede mną. Zupełnie się nie dziwię dlaczego ta książka zyskała taką popularność - jest warta każdej złotówki wydanej na nią i każdej minuty poświęconej na jej czytanie!
A tymczasem jesteśmy już w lutym, a ja zgodnie z planem mam czytać jedną książkę miesięcznie z mojego stosu wybranego do postanowienia. Pamiętacie go? W styczniu wybraliście mi rewelacyjną lekturę. Zatem ze stosu skreślam "Służące" i liczę na to, że na luty (upss...który już prawie w połowie minął) też wybierzecie mi coś ciekawego!
Zatem, która książka ma trafić w moje ręce w lutym??? Czekam w komentarzach na Wasze podpowiedzi - książka najczęściej wymieniana będzie mi dana do przeczytania w lutym.
A może i Wy przyłączyliście się do mojego prywatnego wyzwania? Wybraliście dla siebie 12 książek, po jednej na miesiąc? Jeśli tak podeślijcie linki - chętnie zerknę jak Wam idzie!
Pozdrawiam Was serdecznie, jeszcze raz dziękuję za styczniowe podpowiedzi i liczę na Was w lutym!

K. Stockett, "Służące", Wyd. Media Rodzina, Poznań 2010, s. 581

34 komentarze:

  1. O tak, książka jest świetna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, zresztą myślę, że wyżej dałam temu totalne dowody! :D

      Usuń
  2. Nie czytałam, ale z wielką chęcią chciałabym :) Film oglądałam i jestem zachwycona! Oby więcej tak dobrych powstało. :) A z książka na luty? Jestem ciekawa "Ostatni taki Amerykanin"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj:) w książce lepiej są niektóre wątki poprowadzone więc będzie to nadal ciekawa książka:)

      Usuń
  3. Film podobał mi się umiarkowanie.Chyba jako jednej z niewielu ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedziałam, że "Służące" ci się spodobają, mamy jednak zbieżny gust :). Film również mnie zachwycił, jedne z nielicznych, kiedy nie zaglądałam w kinie na zegarek.
    A luty proponuję ci "Jeden dzień" - po pierwsze mnie tas powieść szalenie się podobała, a po drugie to tylko ją ze stosu znam. podoba mi się ten pomysł na wyzwanie, do ogarnięcia w rok a jednak 12 książek z półki to dużo. Idę sobie kitrasić własny stosik, sasasasa, jak ja uwielbiam stosiki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Viv Ano mamy, mamy. "Jeden dzień" raczej większością głosów zostanie wybrany, choć obawiam się, że mogę nie zdążyć:(

      Usuń
    2. Aaaaa i stos pokaż, pokaż, bo ciekawa jestem okrutnie!!!!

      Usuń
    3. będę pokazywać pod koniec miesiąca, bo z racji tego, że się zagapiłam, wybrałam na niego tylko 10 a nie 12 książek :)

      Usuń
  5. Filmem byłam zachwycona - oglądałam go tuż przed lub tuż po Oscarach, do których był nominowany (chyba raczej przed) :). Książki nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj książkę! Moźesz to potraktować jako rozkaz;)

      Usuń
  6. Zarówno książka, jak i film jeszcze przede mną. Już nawet zaczęłam słuchać "Służących", ale mój stary czytnik się zepsuł po pierwszym rozdziale i porzuciłam ten pomysł. Teraz nadrabiam, na razie z dobrym skutkiem, książkowe zaległości (i czytam, sama w to nie mogę uwierzyć, "Grę o tron"!), więc myślę, że w końcu uda mi się także sięgnąć po tę powieść.

    Na luty polecam Ci gorąco "Jeden dzień" :) Jest taka książka po której zamknięciu myśli się tylko "łał".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To liczę na to, że kiedyś do niej dobrniesz:) a ja czuję, że bylabyś bardzo nią zachwycona! Mam nadzieję, źe ja "Jednym dniem" też będę;) na wow;)

      Usuń
  7. Mam ogromną ochotę na przeczytanie tej książki :D Widziałam film i był cudowny :)
    Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ksiązka jeszcze bardziej cudowna:)

      Usuń
  8. Ja wysłuchałam audiobooka - świetny! Wzruszający!
    Na luty Ci proponuję zatem "Jedne dzień" - no dobra jest i już :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem postanowione na tapetę idzie "Jeden dzień" :)

      Usuń
  9. Widziałam film i mam wielką ochotę na lekturę

    OdpowiedzUsuń
  10. Może warto przeczytać skoro tak wysoko oceniasz? Do tej pory nie byłam nią zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, warto! Ja żałuję, że tak długo z nią zwlekałam!

      Usuń
  11. Jeżeli chodzi o "Służące" to widziałam tylko film, który zresztą bardzo mi się podobał. I chyba trochę bałam się po obejrzeniu filmu sięgnąć po książkę, bo myślałam, że nie będę umiała jej czytać nie mając przed oczami scen z filmu. Ale po Twoim opisie książki widzę, że chyba niepotrzebnie się bałam :)
    Co do typowania kolejnych propozycji, to niestety nie znam żadnej z tych książek, ale wybierając po tytule (książek nie należy oceniać po okładce, nikt nie mówił, żeby nie oceniać ich po tytule ;)), to proponuję "Dziewczyny z Portofino" - jakoś ciekawi mnie, o czym to może być. I to Portofino (cokolwiek to jest) ładnie brzmi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt zastanawiam się jakby to było najpierw film objerzeć potem przeczytać "służące", ale myślę, że aktorki wcielające się w główne role zrobiły to rewelacyjnie i spokojnie mogłabym sobie je wyobrażać podczas czytania:) daj znać jak Ty to odebrałaś!

      Usuń
    2. Chyba faktycznie nie mam już wyjścia, tylko przeczytać książkę ;) Zwłaszcza, że coraz bardziej zastanawia mnie, jak ją odbiorę po filmie, podejrzewam że się pochwalę jaki ta "konfrontacja" będzie miała finał :)

      Usuń
  12. Ja nie widziałam filmu i nie czytałam książki. Oczywiście wszystko mam zamiar nadrobić. Bardzo kusisz tą recenzją, ale teraz jestem dosłownie zawalona książkami i nie jestem w stanie wcisnąć nic nowego. Na film znalazłabym czas, ale chyba wolę najpierw zapoznać się z powieścią.
    Widzę, że wiele osób wybrało dla Ciebie "Jeden dzień", więc ja też mogę dorzucić mój głos, choć to całkowicie nie mój klimat. Z chęcią przeczytam recenzję, ale i tak pewnie postawię na film. Może dam się przekonać do książki. Kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw czytaj!!! Potem oglądaj;) a jak będzie z "Jednym dniem" zobaczymy w lutym, najpierw oczywiście w wersji książkowej, potem filmowej:)

      Usuń
  13. Zarówno książka jak i film jeszcze przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie zwlekaj tylko się za nie bierz, warto!

      Usuń
  14. Nie czytałam ksiązki i nie widziałam filmu. Chyba muszę nadrobić zaległości ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Filmu nie widziałam, książki nie czytałam ,a le z pewnością, nadrobię. Ze stosu czytałam "Jeden dzień", ale bardziej jestem ciekawa "3096 dni" i pani Gilbert, więc takie są moje typy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Film widziałam prawie premierowo i mocno mi się spodobał. Książkę pewnie kiedyś przeczytam. Ale nie wiem kiedy. Za to muszę się do czegoś przyznać... ostatnio w bibliotece przez przypadek (jak to najczęściej u mnie bywa) trafiłam na Dziewczyny z Portofino. Pewnie już na luty lekturę wybrałaś. Ale w najbliższym czasie chętnie bym skonfrontowała opinię o niej. A samo Portofino... jest cudowne. Pisałam kiedyś o tym miasteczku artykuł. Jest na bylestam.pl I na blogu o tym artykule kiedyś wspomniałam dodając prywatne zdjęcia. Jeżeli tylko masz ochotę - zapraszam.

    OdpowiedzUsuń