wtorek, 18 lutego 2014

"Sucha sierpniowa trawa" Anna Jean Mayhew


Całkiem niedawno jak pewnie wiecie (a jeśli nie wiecie to kliknijcie TU to się dowiecie) przeczytałam książkę "Służące" Kathryn Stockett, która podobała mi się szalenie, na tyle by móc nazwać ją książką mojego życia. Książka ta porusza temat rasizmu w Stanach Zjednoczonych w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku. "Sucha sierpniowa trawa" tematykę tę też porusza, niektórzy twierdzą, że to właśnie o tym jest ta książka.
Ja twierdzę, że owszem, temat rasizmu jest w niej tematem bardzo ważnym, ale obok niego jest też kilka równie ważnych tematów w książce tej poruszonych w sposób bardzo dobry! I te tematy mnie przy czytaniu "Suchej sierpniowej trawy" zatrzymały, bo miałam lekki kryzys podczas wgłębiania się w nią.
Zatem czy książka w której zaintrygowały mnie właściwie może z trzy momenty może być uznana przeze mnie za książkę dobrą, a może i nawet bardzo dobrą?
Postaram się Wam to wyjaśnić dalej...

Pewnie na mój odbiór miał wpływ fakt, że właśnie przeczytałam chwilę wcześniej "Służące". Po takiej książce ciężko jest czytać kolejną o tej samej tematyce, bo nawet broniąc się przed tym bardzo "Suchą sierpniową trawę" ze "Służącymi" niestety porównywałam. I może przez to właśnie początek czytania tej książki był dla mnie dosyć męczący. Nie do końca wiedziałam o co autorce chodzi, bo owszem mamy nakreślony temat, ale tak jakby liźnięty tylko.
Rodzina Jubie (oczami której obserwujemy świat przedstawiony przez autorkę) ma czarnoskórą służącą Mary. Razem z nią, swoją matką i rodzeństwem Jubie wybiera się podróż. Do swojego wuja. Podróż ta ma być wakacjami, letnim relaksem. Jednak okazuje się być czymś zupełnie innym, mimo iż odbywa się w otoczce wakacyjnej przygody. Podróż ta odkrywa przed Jubie świat rasizmu, uwidacznia jej to czego dotychczas nie zauważała lub na co nie zwracała uwagi. Jubie analizuje, wspomina i zastanawia się nad tematami, które jako dziecko, a teraz jako nastolatka zupełnie inaczej odbiera. Nagle okazuje się, że życie nie jest proste, że to co dotychczas wydawało się normalnością, poukładanym światem wcale takim nie jest. Tajemnice i sekrety wychodzą na światło dzienne, a Jubie i jej rodzina musi sobie z nimi radzić.
Do tego podróż ta ma tragiczne skutki dla Mary. To uruchamia kolejne wydarzenia. I ten moment książki spodobał mi się najbardziej, te wybory, które autorka przed swoimi bohaterami postawiła, te sytuacje, które rozplątują się jak kłębek nici, te wydarzenia wciągnęły mnie tak mocno, że książkę doczytałam już za jednym razem i odłożyłam bardzo zadowolona. Nie z powodu tego, że już koniec, lecz z powodu tego jaki to koniec był. Właśnie te momenty mnie poruszyły, wywołały skrajne emocje, spowodowały, że zaczęłam się z bohaterami interesować ich losem. Od tego momentu mogę powiedzieć, że w końcu książka zaczęła układać mi się w całość, retrospekcje z przeszłości zaczęły mieć spore znaczenie w teraźniejszości, uświadamiały z czego ta teraźniejszość bohaterów książki jest zbudowana, na jakich fundamentach opiera się rodzina Jubie.
"Sucha sierpniowa trawa" to według mnie owszem książka o rasizmie, ale nie tylko. To książka o tym jak rasizm był odbierany przez różnych ludzi, jedni się z nim zgadzali, inni nie, a jeszcze inni milczeli na jego temat, udając że temat nie istnieje. To też książka, która ukazuje jaki wpływ rasizm miał na białych ludzi (nie znoszę tych określeń: biali, kolorowi), na rodziny, w których czarnoskóre służące wychowywały dzieci, a te dzieci traktowały ich jak członków rodziny przez długi czas swojego życia.
Jednak "Sucha sierpniowa trawa" to też według mnie książka nie tylko o rasizmie, ale o rodzinie w ogóle.
O relacjach między rodzicami, między rodzeństwem, o tajemnicach, które odkrywamy w miarę dorastania,
o tym jak w naszych oczach obala się mit, że rodzice są nieomylni i najważniejsi. To książka o dojrzewaniu, o nauce świata i poznawaniu siebie przez to dojrzewanie. I odnajdywaniu się w nowej rzeczywistości, w nowej roli jaka przed nami. 
A wracając do mojego porównywania tej książki ze "Służącymi" to niestety nie uchroniłam się od tego do samego końca, po prostu za duże wrażenie zrobiła na mnie ta pierwsza. Choć mam świadomość, że mimo iż obie książki poruszają podobne tematy i w niemal tym samym czasie toczy się ich akcja, to są inne. Zupełnie inny nastrój w nich panuje. Zupełnie inna perspektywa i w sumie gdzie indziej położony jest nacisk na główne problemy. Dlatego już teraz oceniając staram się nie porównywać ich i "Sucha sierpniowa trawa" dostaje ode mnie dosyć wysoką notę, bo aż *****5*****, choć ze sporym minusem za początek książki, w którym mi nic nie grało tak jak należy.

PS: Jeśli kogoś książka zainteresowała na tyle, że sam będzie chciał ją przeczytać, to zapraszam pojutrze! Bądźcie czujni, achyochyzksiazka obchodzić będą pojutrze 4 urodziny, a z tej okazji nie może objeść się oczywiście bez rozdawajki. 

A.J.Mayhew, "Sucha sierpniowa trawa", Wyd. Black Publishing, Wołowiec 2014, s. 299

9 komentarzy:

  1. Zastanawiam się czy czytać "Służące" właśnie - właśnie na fali "Suchej sierpniowej fali", którą skończyłam kilka dni temu. A która swoją drogą podobała mi się od pierwszej strony i bardzo mi się podobało to, że pozwala na różne interpretacje, że w pewnym sensie była uniwersalna i bardzo otwarta (zdaje się, że Ciebie z początku to męczyło).

    OdpowiedzUsuń
  2. Na szczęście ja czytałam "Suchą sierpniową trawę" długo po "Służących", więc nie miałam takiego przymusu porównywania. "Sucha sierpniowa trawa" zrobiła na mnie ogromne i pozytywne wrażenie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka na topie, pomyślę nad nią.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam kilka dni temu. Teraz muszę przeczytać "Służących".

    OdpowiedzUsuń
  5. "Służące" - świetna książka, jedna z najlepszych jakie czytałam w 2012 roku. "Suchą sierpniową trawę" kupiłam skuszona porównaniem, zresztą interesuję się Amerykańskim Południem, więc nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Jak już trochę odpoczniesz od tematu i jeśli nie czytałaś to polecam "Smażone zielone pomidory", "Sekretne życie pszczół", "Boskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya" i "Kolor purpury".

    OdpowiedzUsuń
  6. Dużo dobrego o niej czytam i to tylko kwestia czasu, ale na pewno przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj ja mam ogromną chęć na tę książkę :)) i na ,,Służące" również :))

    OdpowiedzUsuń
  8. No próbuję myśleć o tej książce pozytywnie (kątem przeczytania) i próbuję, ale jakoś nie umiem. Raczej nie mój temat, choć aż tak wybredna nie jestem. Może jak trafi kiedyś w moje ręce przypadkiem, to przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Okładka niesamowicie przykuwa uwagę. Jest przepiękna. Mimo wszystko czuję się do niej zachęcona. Może nie jest to tytuł na dowolny czas, ale kiedyś na pewnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń