wtorek, 31 grudnia 2013

podsumowań tradycyjnie nie ma, są życzenia!

Niestety nie wyrobiłam z planami i nie doczytałam "Dziecka śniegu" (świetna!), ani nie zrobiłam żadnych czytelniczych podsumowań roku 2013. Cóż nie mam w sumie tego w zwyczaju. Nie ważne ile, ważne, że czytam i że mam Was tu wszystkich. Blogowo to było dobry rok.
2014 mam nadzieję będzie jeszcze lepszy! Dziękuję Wam wszystkim tym którzy byliście ze mną od dawna i tym, którzy dotarliście tu niedawno. Każdej osobie, która zostawiła ślad po sobie i w ogóle przeczytała to co pisałam serdecznie dziękuję! Polecam się na przyszłość.
A teraz pozostawiam Was z moimi osobistymi życzeniami! Ja wierzę, że ta wyliczona przeze mnie 7 przyniesie mi w 2014 roku szczęście! Wam również!


niedziela, 29 grudnia 2013

"Co nowego?" Styczeń!


Jeszcze nie dawno śpiewałam sobie pod nosem tekst "coraz bliżej święta, coraz bliżej święta", a przed nami już coraz bliżej nowy rok. A jak nowy rok to i styczeń. A jak styczeń to i zapowiedzi książkowe, które mnie zaciekawiły chcę Wam przedstawić.
Styczeń zapowiada się wydawniczo przednie! Czekam na naprawdę wiele pozycji, jednak najbardziej na "Wybory" Ruty Sepetys. Wyda je oczywiście Nasza Księgarnia. W NK zainteresowała mnie też książka polskiej autorki czyli "Układ nerwowy". Książka ta zapowiada się na naprawdę mocną, poruszającą lekturę.
Zresztą tak jak i "Oszustki" z Wydawnictwa Czarna Owca, na które ostrzę pazurki już w sumie od grudnia. Dodatkowo dla relaksu chętnie przeczytałabym "Faceta z grobu obok" też od Czarnej Owcy.
Zaś co do Prószyńskiego to tym razem w ich zapowiedziach znalazłam aż cztery tytuły, które mnie ciekawią. Wszystkie dla kobiet, obyczajówki z nutą miłości w tle. Idealne na styczniowe wieczory. Najbardziej intryguje mnie nowa książka Magdaleny Zimny-Louis "Kilka przypadków szczęśliwych". Zresztą chętnie przeczytałabym też wcześniejsze książki autorki, zarówno "Pola", jak i "Ślady hamowania" to książki obok których pewnie nie przejdę objętnie.
Zatem Prószyński i S-ka spisał się na styczeń idealnie.
Wcale nie gorzej jest też tym razem w ZNAKu. Co prawda trochę inna tematyka, ale na przykład na nową książkę Grażyny Jagielskiej czekam naprawdę niecierpliwie. Bardzo ciekawi mnie też Leszek K. Talko ze swoją książką "Dziecko dla odważnych". Ponoć ma to być zupełnie inny przewodnik dla rodziców, niż te które spotykamy na półkach w księgarniach.
"Zaklinacz czasu" intryguje, bo do końca nie wiem co to za książka, niby pseudoporadnik zmuszający nas do zastanowienia się nad czasem, niby opowieść o czasie właśnie. Zaś tak do poczytania po prostu chciałabym "Kochankę Freuda". Choć obawiam się jej też trochę, boję się zbyt wielu cielesnych wątków w niej. Szukać w niej będę raczej Freuda po prostu.
Co jeszcze, co jeszcze?
Oczywiście mój kochany Świat Książki, z kolejną książką z serii Leniwa Niedziela, tym razem lekko fantastycznie, wspomnieniowo, brzmi niezwykle kusząco wszystko co o niej dotychczas przeczytałam. Dopisuję więc do mojej listy "chciejstw" "Smak pestek jabłek"
Wydawnictwo Rebis tym razem kusi wyprawą do Grecji w wydaniu Hanny Cygler - może poznanie autorki (na które mam ogromną ochotę już od dłuższego czasu) powinnam zacząć właśnie od "Greckiej mozaiki"?
A potem udać się do Paryża, na przykład z "Wieczorem w Paryżu", Bukowy Las wydaje mi się, że wypuści właśnie spod swoich skrzydeł rewelacyjną, wciągającą i niezwykle klimatyczną książkę o kinie, Paryżu i wielu tajemnicach właśnie. Będąc przy tajemnicach chętnie poznałabym kilka tych dotyczących koncernu urodowego Maybelline, bowiem Wydawnictwo Muza w styczniu ma wydać książkę o twórcach tego imperium. Pozycja obowiązkowa!
Tak trochę dla siebie, a trochę bardziej dla siostry wypatrzyłam ciekawą książkę o kulinariach, miłości i życiu w ogóle. Wydawnictwo Literackie bodajże pod koniec stycznia (jeśli jednak nie w lutym) ma wydać książkę "Smaczne życie Charlotte Lavigne".
No i moi kochani najnowsza książka Katarzyny Enerlich, "Prowincja pełna czarów" od Wydawnictwa MG. I jak tu się jej nie dać oczarować?
Ciekawią mnie jeszcze trzy książki. "List z powstania" Anny Klejzerowicz to kolejna książka autorki, którą dopiszę do tych do przeczytania. Tym razem autorka kusi mnie wątkami historycznymi połączonymi z odkrywaniem tajemnic z przeszłości. Do tego ta piękna okładka!
Piękną okładką zainteresowała mnie książka "Sucha sierpniowa trawa", z wydawnictwa Black Publishing. Wydawca obiecuje klimaty niczym w "Służących", burzliwe lata pięćdziesiąte w Stanach Zjednoczonych - to coś idealnego dla mnie!
Na koniec coś z dreszczykiem. Sonia Draga rozpoczyna wydawanie bestsellerowej szwedzkiej trylogii, ponoć odnoszącej w Szwecji niesamowite sukcesy. Ciekawe czy w Polsce się przyjmie. Chętnie się sama przekonam.
Tyle dla dorosłych. Co wypatrzyłam na styczeń dla dzieci? Niewiele, ale zawsze coś.
Wznowienie "Lilki i spółki" Magdaleny Witkiewicz, na które już jakiś czas ostrzę pazurki! Dla trochę starszych dziewczynek "Motyle dzienne, motyle nocne", obie książki z Wydawnictwa Nasza Księgarnia.
Bardzo zafascynowała mnie też książeczka z Wydawnictwa Dwie Siostry czyli "Urodziny prawie wszystkich". To 49 opowiadań o urodzinach 49 zwierząt, opowiadań, które mają uczyć, bawić i zadziwiać. Bardzo, ale to bardzo to ciekawe! Spośród styczniowych premier wybrałam też dwie świetne książki, które wydać ma ZNAK. Nowa książka Leszka K. Talko (tym razem dla dzieci) czyli Pitu i Kudłata w opałach". Znacie wcześniejsze przygody tej dwójki? Warte są zakupienia?
No i na koniec "Momo", wznowienie. Przepiękna książeczka. Wszystkim polecam! Ja jestem w niej zakochana! Do tego zapowiada się, że będzie naprawdę dobrze wydana. Twarda oprawa, seria którą uwielbiam. Ach...się rozmarzyłam.
Zatem, jak widzicie styczniowy wysyp książek dosyć spory. Pewnie sobie tylko powzdycham do niektórych z tych książek, pewnie niektóre kupię. Pochwalę się Wam, że z premier grudniowych do mojej biblioteczki wpadło kilka pozycji, może i w styczniu los będzie tak hojny??? Kilka z tych książek o których Wam pisałam ma też przesuniętą premierę jednak na styczeń. Cóż... niestety nie jestem do końca w stanie ustalić kiedy na bank wyjdą.
Trzymajcie zatem kciuki za hojność losu w styczniu, a ja wracam do historii, która toczy się na moich oczach w książce "Dziecko Śniegu", już Wam szepnę, że gorąco ją polecam!
Dajcie znać czy któraś z moich styczniowych propozycji Was zainteresowała, a może Wy macie dla mnie jakieś inne propozycje?

sobota, 28 grudnia 2013

"Pewnego dnia, w grudniu" Martyna Ochnik

 
Wszyscy piszą, że święta, święta i po świętach, a ja twierdzę, że u mnie nadal świąteczna atmosfera panuje, że nadal czuję tę radość, którą odczuwałam dwa-trzy dni temu. Zresztą zaraz będziemy świętować znowu, nadejście nowego roku, prawda? Zatem ja nadal w świątecznym nastroju. Chcę więc Wam opisać moją świąteczną lekturę.
"Pewnego dnia, w grudniu" wpadła mi w oko przy przygotowywaniu dla Was cyklu "Co nowego...?". Opis zaiste kuszący! Na tyle, że zdecydowałam się przeczytać. I nie żałuję, choć nie jest to typowo świąteczna lektura, nie jest to też lektura lekka. To książka zmuszająca do zatrzymania się nad nią, delektowania się słowami, szukania w nich sensu i ukrytego znaczenia. Jednak przede wszystkim niesamowicie wciąga.

niedziela, 22 grudnia 2013

"Wołanie kukułki" Robert Galbraith

Żyję, naprawdę! Wbrew pozorom, jakie stwarza moja nieobecność na blogu. Naprawdę, żyję!
Cóż czas przedświąteczny to dla mnie tym razem jedna wielka gonitwa, połączona z chorobą, którą w międzyczasie nabyłam (a co, wszyscy mają, miałam i ja!) oraz masą innych spraw, które wyskakują co rusz, a wyskakiwać nie powinny były. Nie zmienia to jednak faktu, że czytałam. I to coś naprawdę dobrego, i o tym czymś chcę Wam dziś troszkę opowiedzieć.
O czym mowa? Oczywiście "Wołanie kukułki", które ciekawiło mnie od momentu, w którym się dowiedziałam, że powstało! Ciekawiło, bo cała aura wokół tej książki była dosyć kontrowersyjna. Oto pani J.K.Rowling postanowiła sobie napisać kolejną książkę. Świetnie, jestem jak najbardziej za! Tylko niestety postanowiła napisać ją pod pseudonimem, jako niejaki Robert Galbraith. I ok, nic mi to nazwisko nie winne, nic mi w nim nie przeszkadza, pewnie czytając opis książki na okładce zwróciłabym i tak na nią uwagę, bo kryminały lubię bardzo, a opis tego zapowiadał smakowitą kryminalną ucztę. Szkoda tylko, że na okładce pojawił się też zapis "Robert Galbraith to pseudonim J.K. Rowling". I czar prysł, bo dla mnie to bezsensowny zabieg, nie do końca jestem nawet w stanie zrozumieć jego zasadność, więc bardziej mnie to zamieszanie nazwiskowe zdenerwowało niż zaintrygowało (a chyba chodziło o zaintrygowanie, czyż może nie?).

niedziela, 8 grudnia 2013

"Gra w kłamstwa" Sara Shepard + krótka refleksja na temat literatury młodzieżowej

 
Z literaturą młodzieżową czyli young adults books mam ogromny problem. Po prostu rzadko przypada mi do gustu. Dlaczego? Z wielu powodów. Mam wrażenie, że współczesne książki dla młodzieży są okropne! Wszystkie na jedno kopyto, traktują czytelnika jak jakiegoś przygłupa, który żeby zainteresować się książką musi w niej znaleźć oczywiście kontrowersyjne tematy lub takie, które jego komercyjną uwagę przyciągną. Począwszy od okładek, na sensie płynącym z tekstu kończąc.
Rozglądnijcie się w księgarniach, jak wyglądają półki z książkami dla młodzieży? Kolorowe, przyciągające wzrok pięknymi twarzami lub całymi postaciami, często tak wykreowanymi, że rzadko przypominają istoty ludzkie. Krzyczące - kup mnie, nie ważne co tam mam w środku! Zero subtelności i smaku, naprawdę rzadko moją uwagę przykuje piękna okładka książki dla młodzieży. Choć tak wiem, to kwestia gustu.
Co dalej? Tytuły! O tutaj też mamy całą feerię barwnych tytulików, nic znaczącego nam nie mówiących, bo cóż może nam powiedzieć na przykład tytuł " Błękitnokrwiści". Stop, źle, źle, źle - otóż może nam taki tytuł sporo powiedzieć! Bo mnie już na przykład mówi "nie tykaj, kolejna książka o wampirach czy innych takich". I tak oto przeszłam do treści.
O czym pisze się dziś książki dla młodzieży? Obowiązkowo o tym wszystkim co nienormalne! Zatem wampiry, zombie, wilkołaki, wszelkie istoty z magicznymi mocami i siłami nadprzyrodzonymi rządzą. A gdy jeszcze te istoty toczą walki, zakochują się, ratują świat i absolutnie nie prowadzą normalnego życia to książka ma sukces murowany! Dlaczego? Nie wiem.
Jest też i miejsce dla literatury ocierającej się o normalność. Właśnie niby o normalność ocierającą się książkę przeczytałam i niestety tu też nie znalazłam tego czego oczekiwałabym od książek dla młodzieży. Nie bez powodu napisałam, że książka, którą dziś chcę niestety dosyć negatywnie Wam przedstawić, ociera się o normalność. "Gra w kłamstwa" ma być właśnie czymś takim, książką mówiącą o normalnej młodzieży, z normalnymi dla tego wieku problemami i rozterkami, tudzież przygodami. Dodatkowo wszystko to wzbogacić mają tytułowe kłamstwa i sekrety, w które zamieszani są bohaterzy książki. Brzmi zachęcająco! Tym większe rozczarowanie!
"Gra w kłamstwa" nie zawiera w sobie nic co chciałabym żeby zainteresowało już nawet nie mnie, ale chociażby młodzież, której książki lubię polecać. Nic. Co zaś zawiera? Totalnie odrealnioną rzeczywistość. Tutaj nastolatki jeżdżą do szkoły własnymi samochodami, największym ich problemem jest wybór sukienki na imprezę organizowaną w willi jednej z popularnych koleżanek. Iście amerykańskie realia, ale wiecie co aż wierzyć mi się nie chce, że wszystkie amerykańskie nastolatki tak właśnie żyją. Nie, te wszystkie amerykańskie nastolatki pewnie by tak żyć chciały.
I nasze polskie nastolatki też. I stąd sukces książek Sary Shepard. Znowu niestety nie poczytamy o codziennym życiu, nawet w tych książkach, którymi na szczęście znowu głównymi bohaterami nie są wampiry.O dziwo i tutaj znajdziemy tak dużo tematów odrealnionych, wręcz głupich, że czytanie tego sprawiało mi prawie ból. A gdy jeszcze myślałam o tym, że właśnie takimi książkami zachęca się młodzież do czytania to powiem Wam szczerze wcale się nie dziwię, że nie chcą czytać! Żeby książka interesowała na tyle by rozbudzić w młodym czytelniku miłość do czytania, musi pomóc się nam identyfikować z jakimiś bohaterami? Jak niby mamy się identyfikować z młodymi, bogatymi, nastolatkami z amerykańskich seriali? Ok, możemy im zazdrościć i pewnie nawet mocno zazdrościmy, ale to niestety nic do naszego oprócz frustracji nie wniesie.
Sara Sheprard tym razem też nic nie wniosła swoją książką do mojego życia. To szybko, lekka rozrywka, która porządnej treści ma w sobie niewiele, do tego to książka nastawiona na komercję, w końcu to pierwsza część serii, w której nie odnalazłam istotnego zakończenia więc nasi nastolatkowie mają z niecierpliwością czekać na części kolejne. Tak jak z odcinkami serialu, który na jej podstawie powstał. I wiecie co, skusiłam się na obejrzenie dwóch odcinków. Niestety serial - mimo chyba nawet lepiej rozbudowanej fabuły niż książka - nie zachwyca mnie również. Kolejna miałka rozrywka, niezmuszająca do pobudzania własnej kreatywności, wyobraźni i marzeń. Upss.... nie, przepraszam, nastolatkowie będą marzyli po przeczytaniu książki i obejrzeniu serialu- będą, będą - o wystawnym życiu jakie wiodą postacie pani Shepard. Mamy zatem kolejny komercyjny chwyt, który uwagę młodych ludzi przyciągnie, ogłupiając ich z lekka i nic poza tym im w zamian mądrego nie dając. A szkoda. Tak bardzo chętnie przeczytałabym dobrą książkę dla młodzieży, w stylu tych, które czytywałam sama jako nastolatka- owszem realia mamy już bardzo inne niż te w których ja nastolatką byłam, ale nie mówcie mi, że nie mogłyby podobne książki powstawać. Bardziej prawdziwe, bardziej uczące tego co w życiu ważne, bardziej skupiające się na tym co bohaterowie czują, a nie na tym co mają lub robią. Aaaa, i z akcją, bo przez niemal trzysta stron "Gry w kłamstwa" zastanawiałam się gdzie ta akcja???Może w serialu jest jej więcej, choć pewnie nie skuszę się na obejrzenie kolejnych odcinków "The Lying Game".
Ponarzekałam więc teraz czas na ocenę, niestety niską bardzo, bo **2** tylko. Cóż, ja kompletnie czego innego oczekuję od literatury, nawet dla młodzieży. Szkoda, że traktuje się ją jak komercyjnego odbiorę, a nie pasjonatów czytania. Bo wierzę, że wśród współczesnych nastolatków i takich znajdziemy. Może oni zatem polecą mi coś ciekawego?

S.Shepard, "Gra w kłamstwa", Wyd. Otwarte, Kraków 2013, s. 296