środa, 30 października 2013

"Kaktus na parapecie" Magdalena Zarębska


Urodziłam się w latach osiemdziesiątych (dokładnie w którym roku pozwólcie, że zachowam dla siebie) ;), więc czasem mam wrażenie, że jestem z kompletnie innego świata niż współczesne dzieci. Jednak dane mi jest współczesne dzieciaki spotykać niemal codziennie i z ich postrzeganiem świata muszę też się liczyć. A jest ono kompletnie inne niż moje, zarówno wtedy jak byłam w ich wieku, jak i teraz, gdy jestem hohohoho starsza od nich. Przekonałam się o tym jeszcze mocniej podczas czytania moim "świetliczakom" książki Magdaleny Zarębskiej pt. "Kaktus na parapecie".
Dla współczesnych dzieci wszystko to o czym mogą przeczytać w tej książeczce jest obce, dziwne
i niewiarygodne. No bo jak to nie ma telefonów, dwustu kanałów w kolorowej telewizji, tabletów
i innych bardzo do życia potrzebnych urządzeń ? Jak to można się samemu bawić na podwórku, jak to tak można wpadać do kolegi, gdy się tylko ma ochotę, bez zapowiedzi? Jak to tak można jechać na wykopki zamiast brać udział w zajęciach w szkole i wszystkich zajęciach pozalekcyjnych? Przecież to wszystko jest nierealne!
Och moi mili musiałam ja moim dzieciakom kilka razy tłumaczyć, że to realne, bardzo realne, ba większość rzeczy o których pisze pani Magdalena przeżyłam na własnej skórze. Bo "Kaktus na parapecie" to książka, która przenosi młodego czytelnika w inny świat, jakieś trzydzieści lat wstecz, świat dla owego czytelnika zupełnie obcy. Świat w którym żyli jego rodzice.
I to przeniesienie w czasie w przypadku moich dzieciaków zadziałało. Bałam się, że gdy zacznę im czytać kompletnie się tematem nie zainteresują, bo to przecież nudy, nic ciekawego, zero sensacji. Jakież było więc moje zdziwienie, gdy na sali miałam kompletną ciszę i sporo wlepionych we mnie par oczu i nastawione na słuchanie uszy moich wychowanków. Genialnie! Podłapali temat, ba stał się on tematem do rozmowy, nie tylko podczas czytania. Pytali o rzeczy o których przeczytaliśmy swoich rodziców, po czym przychodzili do szkoły
i opowiadali o tym wszystkim kolegom i mnie.
Żyli przygodami Mikołaja, który pewnego dnia przeniósł się w czasie i musiał spędzić jakiś czas w latach, w których żył jego tata. Musiał się dopasować i odnaleźć w zupełnie nie zrozumiałym dla siebie świecie. I czy sobie poradził, czy coś z tego ciekawego wyszło razem dowiadywaliśmy się strona po stronie. Aż do końca moi mali słuchacze byli "Kaktusem na parapecie" zaciekawieni. A ja dzięki "Kaktusowi.." sama mogłam powspominać czasy, w których przyszło mi dorastać i zastanowić się czy dzisiejszy świat jest lepszy czy gorszy..., czy tak bardzo przeszłość różni się od teraźniejszości, czy aby nadal nie chodzi nam o to samo...by nasze dzieci były szczęśliwe, bez względu na to jakie rzeczy je otaczają i z czego mogą korzystać.
Zatem gdybyście chcieli przybliżyć swoim dzieciakom czasy, w których Wy byliście dziećmi, bądź gdybyście się sami chcieli przeczytać jak to było ( tu zwracam się do młodszych czytelników mojego bloga) śmiało sięgnijcie po "Kaktus na parapecie", nie ukłuje, ba będzie zapewniał same pozytywne wrażenia. Wrażenia na *****5*****, jak ja i moi słuchacze oceniliśmy.

M. Zarębska, "Kaktus na parapecie", Wyd. Skrzat, Kraków 2011, s. 240

niedziela, 27 października 2013

smakowite wspomnienia po-Targowe

Jak zawsze pierwsze co mi się nasuwa na język to zdanie "Targi, targi i po targach...".
Czekam na nie zawsze z niecierpliwością, a potem mijają jak z bicza trzasł i zostaję z ogromnym niedosytem, bo przecież znowu nic nie zobaczyłam, za mało kupiłam, za mało osób poznałam/spotkałam. Tak,...standard.
W tym roku, jak i co rok ścisk panował ogromny, tlen występował w ilościach deficytowych, istny szał i opętanie. Wszystko to niestety ze mnie wysysa całą radość z bycia na Targach i chęć chodzenia wokół wszelkich stoisk - a w tym roku jakoś kompletnie mnie ta duchota i ścisk przerażały więc skończyło się tak, że około 14.00 z hali wybyłam, zatem - niewiele widziałam, niewiele słyszałam i niewiele o samych Targach mogę Wam napisać.
Wybaczcie, za rok (choć w sobotę mówiłam wiele razy, że to mój na Targach ostatni raz) obiecuję poprawę i nawet zdjęcia zrobię! Jedyne o czym mogę Wam opowiedzieć po mojej wizycie na Targach to moje wrażenia ze spotkania z autorką książki "Szare śniegi Syberii" panią Rutą Sepetys - ale temu poświęcę kolejną, oddzielną notkę na blogu. Bo pod wrażeniem autorki jestem ogromnym, zresztą jej książki też.
Tyle więc o Targach samych w sobie. Przechodzę do tego co ekscytowało mnie przez ostatnie tygodnie równie mocno (jeśli nawet nie bardziej) jak same Targi - czyli Po-Targowe Spotkanie Blogerów Książkowych w Smakołykach. Cóż tu dużo pisać- kto był ten wie jak było, dla tych, którzy nie byli mam zdjęcia (przepraszam za słabą ich jakość) i parę słów- według mnie było świetnie, ale wiecie, ja nie jestem obiektywna. Mam tylko nadzieję, że udało się to spotkanie zorganizować tak, że obecni na nim są zadowoleni i chętnie będą brali udział w kolejnych. Bo coś czuję, że organizowania tych spotkań nie porzucę, za bardzo lubię te nasze rozmowy o książkach,
o Targach, o sobie samych i tę wspaniałą atmosferę, którą tworzycie.
W tym roku na spotkaniu było jeszcze więcej osób niż w ubiegłych latach, co mnie cieszy bardzo! Nagadaliśmy się za wszystkie czasy, naśmialiśmy równie dużo, fajnie w końcu kojarzyć twarze ludzi, których się czyta i mieć tę genialną świadomość, że bloger z blogerem dogada się chyba zawsze.

Kto to zatem był? Mam listę i nie zawaham się jej użyć. Oto linki do blogów osób, które w spotkaniu uczestniczyły i na listę się wpisały (w kolejności w której się się wpisywaliście).
AnnRK -> soy-como-el-viento.blogspot.com
Esa Czyta -> esaczyta.blogspot.com
Wiki -> literaturomania.blogspot.com
SilaQui (Kroniki Nomady) -> adanbareth.blogspot.com
Agnes (Dowolnik) -> mcagnes.blogspot.com
Waniliowa -> waniliowe-czytadla.blogspot.com
Magda K-ska -> stulecieliteratury.pl
Gosiarella -> wkrainiestron.pl
Mała Mi -> zycie-miedzy-wierszami.blogspot.com
Elen -> elen-magic-world.blogspot.com
Ultramaryna -> kochajmy-ksiazki.blogspot.com
Kinga -> takietamksiazki.blogspot.com
Isabella -> magiaksiazki.blogspot.com
Izusr -> czytadelko.blox.pl
Ania (Zielono w głowie) -> zielonowglowie.blogspot.com
Maja -> wieczniezaczytana.pl
Viv -> krakowskieczytanie.blogspot.com
Oisaj -> tramwajnr4.pl
Karolina -> ksiazkicarol.blogspot.com
Maciek -> cichyfragles.pl
Justyna -> bookeriada.pl
Sardegna -> ksiazki-sardegny.blogspot.com
Ktrya -> moje-recenzje-ksiazek.blog.onet.pl
Marta -> booksbibbing.blogspot.com
plus Ja:) Gdybym kogoś pominęła lub coś nie działało piszcie.
Wszystkim przybyłym bardzo, ale to bardzo dziękuję za to, że byliście! Jesteście niesamowici!
Na koniec wrzucę Wam moi kochani jeszcze coś smakowitego- łupy, które przyTargałam.

Każdą pozycją jestem zachwycona, więc....lecę czytać, bo aż szkoda by te książki leżały na półce bezużytecznie, toż to byłaby zbrodnia!


poniedziałek, 21 października 2013

niestety poległam, na trzech frontach!

Dziś będzie o tym, że jednak poległam. I to trzy razy.
Poległam, choć bardzo się starałam do tego nie dopuścić.
Ci, którzy mnie już dłużej czytają wiedzą, że bardzo, ale to bardzo rzadko nie kończę zaczętych książek. Męczę nawet największe gnioty. Tym razem jednak mimo iż te trzy książki na których poległam jakimiś strasznymi gniotami nie są, to niestety do ich końca nie dobrnęłam.
Z trzech różnych powodów, o których chcę Wam napisać. Się usprawiedliwić, jak najbardziej, przed Wami, ale i przed samą sobą.
Jakich to pozycji lekturę porzuciłam?

Po pierwsze "Morski trakt" Ursuli K. Le Guin. Tak wiem, wstyd! Przecież to książka nominowana do nagrody Pulizera, a ja najwyraźniej nie odkryłam w niej niczego czego przeczytanie byłoby dla mnie jakąś nagrodą. Umocniłam się tylko w przekonaniu, że po pierwsze opowiadania - bo książka ta to dwanaście opowiadań, z kobietą w roli głównej - nadal nie należą do moje ulubionej formy przekazu, ba po prostu ich nadal  nie znoszę. Po drugie przekonałam się, że opis z okładki nie zawsze mówi nam o czym tak naprawdę książka jest. Zupełnie inaczej sobie ją w głowie wyobraziłam. A po trzecie przekonałam się, że nawet najpiękniejsza okładka (bo ta według mnie jest cudna!) nie zawsze powinna mnie kusić, na tyle bym książkę przeczytać chciała.
Cóż.... rozczarowanie. Nie dokończyłam bo czytanie zamiast sprawiać mi przyjemność, przypominało katusze. Kompletnie nie mogłam się odnaleźć wśród bohaterów opowiadań, wszystko mi się mieszało i dosyć często traciłam wątek. Najwyraźniej Ursula K. Le Giun nie dla mnie.A na pewno nie w tym wydaniu. 



 Druga porzucona książka to "Szczęśliwy pech" Iwony Banach. Ta książka porzucona z premedytacją, bo czytanie jej było istnym koszmarem! Niby miało być bardzo śmiesznie, lekko
i romansowo- więc nie powinnam była oczekiwać czegoś wyjątkowego. I nie oczekiwałam, bo już sama okładka mnie jakoś odrzucała (ach, te okładki!), ale gdzieś tam w sercu głęboko liczyłam na odprężenie przy lekkiej lekturze, na rozluźniające żarty, oczywiście na poziomie oraz może na ciekawy wątek romansowy - wcale nie jakiś taki zwyczajny, bo jak opis z okładki głosił mogło być ciekawie. Nie było. Było (przynajmniej do tego miejsce do którego doczytałam tj. gdzieś ponad połowy książki) niesmacznie i głupawo. Rozchodziło się to wszystko w szwach, a nie miałam sił by to w swojej głowie zszywać i tłumaczyć sobie, że taki poziom jest akceptowalny, bo to przecież czytadło jest. Nie moi mili - czytadła też muszą mieć jakiś poziom bym po nie z radością sięgała! Tym razem było raczej strasznie niż zabawnie, raczej smutno niż wesoło i raczej niezachęcająco do doczytania do końca. Cóż zgodnie z opisem na okładce "...trzeba omijać z daleka Reginaldę Kozłowską" - ominęłam! 

 Trzecia porzucona książka to jeszcze inna historia. "Spróbujmy jeszcze raz" Abbi Glines wybrałam do czytania z ogromnymi nadziejami! Opis na okładce - zachęcający, bardzo! Owszem kolejna miłosna sprawa, ale tak zachęcająco nakreślona, że wiedziałam, że chcę ją poznać! Wszytko by było świetnie, gdyby na tejże okładce było jeszcze gdziekolwiek dopisane, że to po pierwsze kolejna część cyklu. Ba, że to kontynuacja książki "O krok za daleko", której oczywiście nie czytałam wcześniej. Dobrze by było wspomnieć też na rzeczonej okładce do kogo tak mniej więcej ta książka jest adresowana - bo mając świadomość, że to książka raczej dla nastolatek raczej bym się na nią nie skusiła. Choć owszem próbowałam przeczytać. Ba, że to kontynuacja dowiedziałam się gdzieś tak w połowie, więc zła na siebie (bo przecież mogłam o niej wcześniej coś poczytać) porzuciłam i już! Bo może gdyby choć trochę mnie wciągnęło wzdychanie nastoletniej Blair do Rusha, to spróbowałabym poznać tę historię. Jednak jakoś nie wciągnęłam się w nią i po prostu odłożyłam książkę na półkę. I w sumie pierwszej części też raczej nie mam ochoty jednak poznać, cóż nie dla mnie już takie historie najwyraźniej, albo teraz nie czas na nie.

I tak, jak widzicie poległam na trzech frontach. Cóż, zdarza się ponoć nawet najlepszym, ale w momencie, gdy tyle innych książek ciekawszych do mnie z półek woła chyba po prostu szkoda mi na te opisane czasu. Nie twierdzę, że są to bardzo złe książki, po prostu mnie z nimi nie było po drodze.
Mam jednak nadzieję, że ktoś z Was będzie potrafił się nimi zachwycić.
No i co rozgrzeszycie mnie?
A jak Wy macie, zawsze kończycie rozpoczęte lektury? Jeśli nie to czy tak jak mnie gryzie Was potem sumienie?

sobota, 19 października 2013

"Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes


Spodziewałam się po tej książce czegoś wyjątkowego, czytałam wręcz same pozytywne recenzje, treść z okładki zachęcała, zatem z ogromnym entuzjazmem zabrałam się za jej czytanie.
Spodziewałam się czegoś wyjątkowego i to dostałam. Chyba jednak nie do końca spodziewałam się, że ta książka aż tak bardzo do mnie przemówi, że wywoła we mnie tak dużo emocji, że ciężko mi będzie o niej przestać myśleć.
I choć wiem, że "Zanim się pojawiłeś" to po prostu bardzo dobre czytadło, to ja takie czytadła kocham. Takich czytadeł powinno być dużo więcej, bo to one poruszają, wciągają i trafiają do serca czytelnika. I nie przez tanią sensację lub poruszanie topowych ostatnio tematów (np. literatura erotyczna), lecz przez poruszanie właśnie tematów ważnych, ciężkich i dosyć mocno kontrowersyjnych. A wszystko to robione w taki sposób, że czytelnik ma wrażenie autentyczności tego o czym czyta. Do tego zaczyna żyć życiem bohaterów książki, przywiązywać się do nich i przeżywać to co ich spotyka z ogromną intensywnością.
Gdy poznajemy główną bohaterkę Lou Clark, ma ona dwadzieścia sześć lat, mieszka z rodzicami i siostrą oraz siostry synkiem, od siedmiu lat jest w związku z Patrickiem - zapalonym sportowcem, wiedzie w miarę ustabilizowane życie, które wieje nudą na kilometr. Choć Lou nie zdaje sobie z tego sprawy.
W momencie, gdy traci pracę wydaje się jej, że jej dotychczasowe, poukładane życie runęło. Musi wszystko poukładać od nowa, a przede wszystkim znaleźć pracę, która jej to umożliwi. Tylko jak znaleźć pracę w małym miasteczku gdzie szaleje bezrobocie, ba ojciec Lou sam zagrożony jest utratą pracy, a całej rodzinie zbyt dobrze się wiedzie. W takiej sytuacji bierze się wszystko co dają. Na przykład można pracować w zakładzie przetwórstwa drobiowego lub sieciowym barze szybkiej obsługi. Można też zostać opiekunem osoby niepełnosprawnej, a właściwie osoby, która po tragicznym wypadku ma uszkodzony kręgosłup i swoje dalsze życie może spędzić tylko na wózku inwalidzkim, będąc zależnym od innych.
Taką pracę podejmuje Lou. Zostaje opiekunką Willa Traynor'a, trzydziestosześcioletniego mężczyzny, który przez tragiczny wypadek motocyklowy ląduje na wózku inwalidzkim, bez szansy na wyleczenie, z perspektywą na życie pełne bólu, cierpienia i bezsilności. Jeszcze tragiczniejsze staje się to, gdy popatrzymy na życie Willa z szerszej perspektywy - Will to mężczyzna, który przed wypadkiem można powiedzieć, że żył na pełnych obrotach, czerpał z życia pełnymi garściami, więc bycie zależnym od innych, jest dla niego czymś strasznym. Nie do przeżycia.
Jak tych dwoje na siebie zadziała? Jak ich znajomość się potoczy, czy odmieni ich życie? Czy tych dwoje zupełnie innych ludzi, w zupełnie innym położeniu, może się porozumieć, zbliżyć do siebie na tyle, by zrozumieć się nawzajem i wpłynąć na swój los? Tego nie mogę Wam napisać. O tym bowiem jest ta książka. O tym jak nasz los może być dziwny, jak niekiedy nasze pozornie poukładane życie może wywrócić się do góry nogami. I o tym, że warto spełniać swoje marzenia, walczyć o więcej i chcieć więcej. Gdyż kiedyś może być za późno.
To też książka o wyborach, jakie stawia przed nami życie, o wyborach trudnych, kontrowersyjnych, wyborach, które mają wpływ nie tylko na nas samych, ale też na naszych bliskich.
W "Zanim się pojawiłeś" przeczytacie o szczęściu, ale i o cierpieniu, o radościach, ale też i o smutkach, natkniecie się na tematy, które wzbudzą Waszą aprobatę, ale też pewnie nie raz się oburzycie. To książka, którą będziecie przeżywali długo po przeczytaniu, która zasieje w Was niepewność co do poruszanego w niej tematu. Bo warto się nad nim zastanowić. I choć nie trzeba się z nim zgadzać, popierać, to warto spróbować zrozumieć motywy i wiadomo, albo się je odrzuci, albo przyjmie, To już rzecz naszego sumienia.
Niemniej "Zanim się pojawiłeś" to książka ciepła (jak herbata z cytryną i sokiem malinowym),
wzruszająca (bo przecież nie bez powodu miałam dziś rano po jej przeczytaniu mokre policzki), wzbudzająca nadzieję (tli się we mnie jakaś taka pozytywna myśl po jej przeczytaniu- że nic nie dzieje się bez przyczyny), to książka subtelna (czytając pewne zdania miałam wrażenie jakbym dotykała czegoś delikatnego, jednak tak przyjemnego, że nie mogę przestać tego dotykać),  ale nade wszystko to książka, która w moim sercu pozostanie na zawsze!
I faktycznie, zgodnie z opisem na okładce - to książka, którą warto polecić przyjaciółce. Ja polecam Wam wszystkim ją bardzo gorąco, uwierzcie mi już dawno mnie tak książka nie wzruszyła, już dawno nie miałam takich emocji podczas czytania...
Wszystko to stanowczo zasługuje na najwyższą notę - ******6****** - oby więcej takich genialnych obyczajówek wypuściło Wydawnictwo Świat Książki w cyklu "Leniwa Niedziela".

Na koniec nie odmówię sobie wypisaniu kilku cytatów z tej książki. Zdań, które przemówiły do mnie w całości i które mam nadzieję, że w Was wzbudzą chęć poznania książki z której pochodzą.

"Kiedy wpada się po uszy w zupełnie nowe życie - albo zostaje się wepchniętym do cudzego, tak, że równie dobrze można by stać, przyciskając twarz do okna mieszkania tego człowieka - człowiek musi się na nowo zastanowić nad tym, kim jest. Albo jak widzą go inni." 

"Są zwyczajne godziny i są godziny ułomne, kiedy czas zatrzymuje się i potyka, kiedy życie - prawdziwe życie- wydaje się toczyć gdzieś dalej." 

J. Moyes, "Zanim się pojawiłeś", Wyd. Świat Książki, Warszawa 2013, s. 382

czwartek, 10 października 2013

"Zatoka o północy" Diane Chamberlain


O Diane Chamberlain słyszałam wręcz same dobre opinie, to znaczy o tym co wychodzi spod jej pióra. Zatem długo się nie mogłam opierać i sama postanowiłam skonfrontować zasłyszane opinie z swoim odbiorem jej książek.
Zaczęłam od "Zatoki o północy" - najnowszej książki autorki. I chyba dobrze zaczęłam, bo "Zatoką o Północy" przekonała mnie do siebie niemal w stu procentach.
Fabuła tej książki opiera się na wydarzeniach z przeszłości, które ciągle rzutują na życie bohaterek w teraźniejszości. Niby poznajemy te trzy kobiety (matkę i dwie córki) właśnie w teraźniejszości, ale wraz z nimi wracamy do wydarzeń sprzed wielu lat. Wydarzeń tragicznych, bo niosących ze sobą ogromną stratę. W trakcie beztroskich wakacji zostaje zamordowana córka i siostra naszych bohaterek- nastoletnia Izzy.  I niby sprawa wydaje się być już wyjaśniona, sprawca całego zdarzenia został ukarany, rodzina podniosła się po tak ogromnej stracie jaką jest śmierć dziecka, ale cień tej sprawy zdaje się nadal padać na naszych bohaterów.
Przeszłość wraca, daje o sobie znać i to w sposób, który burzy wszystko to co nasze bohaterki dotychczas myślały, a nawet co czuły. Dawne tajemnice wychodzą na jaw, sekrety, które nigdy nie miały ujrzeć dziennego światła, nagle stają się faktami nie do odparcia, a sprawa śmierci Izzy nabiera nowego wymiaru. Jaka jest więc prawda, co tak na prawdę zdarzyło się nad zatoką o północy? Czy dotychczasowe wyjaśnienia tej sprawy były prawdziwe?
Cała ta książka jest jakby tego wyjaśnieniem. Od słowa do słowa zbliżamy się do zaskakującego nas finału. Prawda wychodzi na jaw, tak jak należy, by nasze bohaterki mogły w końcu uporać się z przeszłością i ją w jakimś sensie zrozumieć.
Niezmiernie podobały mi się opisy odnoszące się do przeszłości właśnie, to budowanie fabuły, budowanie napięcia, stwarzanie tła wydarzeń i sam tych wydarzeń wybuch. Fascynowały mnie wręcz losy matki naszych bohaterek, z jej przeszłości bowiem brało się sporo przyczyn wydarzeń tej strasznej sierpniowej nocy - choć tego dowiadujemy się stopniowo, wręcz na końcu.
Postacie zagubionych w tym wszystkim młodszych sióstr- Lucy i Julie - też ciekawiły. Z różnych względów, o których nie wiele tu Wam mogę napisać, by nie zdradzić zbyt wiele. Myślę, że by zaspokoić swoją ciekawość i przy tym skusić się na rewelacyjną lekturę, musicie sięgnąć po tę książkę.
Jak widzicie ja jestem Diane Chamberlain oczarowana, wciągnęła mnie w swój sposób pisania, budowanie fabuły, napięcia, opisywanie każdego detalu z niemęczącym urokiem, tak, że mogę przymknąć oko na pewne rzeczy, które mnie w "Zatoce o północy" denerwowały. A kilka ich było. Jak dla mnie kompletnie niepotrzebny był wątek romansowy Lucy, raczej mnie męczył niż zachęcał do czytania. Nie do końca grały mi też współczesne losy bohaterek ( Lucy- pisarka, Matka- pracująca w McDonaldzie...trochę za wiele jak dla mnie dziwnych tworów, ale...)
Niemniej "Zatoka o północy" to rewelacyjna książka o relacjach w rodzinie, o tajemnicach, które potrafią wyjść znienacka i zburzyć to co budowaliśmy niemal przez całe życie. To też książka o tym jak czasem zupełnie różnie odbieramy to co się wokół nas dzieje.
Zatem jest to książka, którą się świetnie czyta, ufa się jej autorce i nie na sam koniec to zaufanie nie zostaje zawiedzione. Wciąga, porusza i zastanawia. Nic przecież nie jest po prostu białe lub czarne.
A za błędy przeszłości i tak, prędzej, czy później zapłacić będziemy musieli. 

Swoje pierwsze spotkanie z autorką "Zatoki o północy" oceniam na *****5*****, jestem przekonana, że to nie ostatnie moje z nią spotkanie. Może Wy mi coś polecicie autorki?

PS. Przypominam o naszym Po-Targowym Spotkaniu Blogerów Książkowych (po więcej informacji zapraszam do klikania w banerek na górze strony) , czy tylko ja się go nie mogę doczekać??? 

D. Chamberlain, "Zatoka o północy", Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2013, s. 520

piątek, 4 października 2013

Po-Targowe Spotkanie Blogerów Książkowych



Co tu dużo mówić/pisać, niebawem Targi Książki w Krakowie, już siedemnaste. Wydarzenie ważne, przynajmniej dla książkoholików, jakimi niewątpliwie wszyscy jesteśmy.
A ja (i nie tylko, bo mam pomocników cudnych) planuję tradycyjnie Po-Targowe Spotkanie Blogerów Książkowych.
Tym razem w zupełnie innym niż dotychczas miejscu, i mam wrażenie, że to miejsce do tego typu spotkań idealne. "Smakołyki", ul. Straszewskiego 28, wręcz samo centrum. Miejscówka idealna, klimatyczna.
Mamy zarezerwowaną sporą salę tym razem, więc liczę, że i chętnych do zapełnienia jej będzie sporo! Będzie co zjeść (dziś razem z Claudette testowałyśmy) i wypić (Latte - miodzio).
Przede wszystkim jednak Smakołyki to miejsce, w którym spokojnie będzie można poznać się, porozmawiać i spędzić miło czas.
Zatem serdecznie zapraszam! 
26.10.2013 godz. od 16.30. 
Liczę na Was!
Na Facebooku utworzyłam stronę (KLIK), na której można deklarować chęć przybycia, ale zgłaszajcie się tez oczywiście tu, w komentarzach, pozwoli mi to na ewentualne poszerzenie (lub zmniejszenie) rezerwacji. Do tego w lokalu można coś zjeść i jak powiadomię ich wcześniej jak duża grupa, głodnych ludzi przyjdzie - to nie będziemy długo czekali na obiad, się przygotują.

Tutaj zaś (KLIK) możecie zobaczyć jak "Smakołyki" wyglądają.
No i na koniec oczywiście proszę Was o udostępnianie informacji o spotkaniu (np. zdjęcia z info) innym- mam świadomość, że nie wszyscy czytają mojego bloga, a zależy mi na tym by przyszło dużo osób więc...:)
Zatem jeszcze raz zapraszam i czekam na info kto będzie!
Pozdrawiam/y 
Kaś ( i pomocnicy)