poniedziałek, 21 stycznia 2013

"Uroczysko" Colin Meloy


Są takie książki obok których nie jestem w stanie przejść obojętnie. Tak było i tym razem. Chwilę przed Świętami kupowałam prezenty pod choinkę. Wpadłam do księgarni po książkę kucharską dla siostry i ... przepadłam. Moje oczy przykuła książka idealna. Twarda oprawa, ciekawa okładka, gruba!, w środku przejrzysta graficznie, z interesującymi ilustracjami..., idealna książka dla dzieci. Książka, która przywołała od razu skojarzenia z moja ukochaną autorką Astrid Lindgren, z taką klasyką literatury dziecięcej z jaką miałam okazję się stykać i się w niej zakochać.
Wyszłam i z prezentem dla siostry, i z książka dla dzieci - dla siebie. A co!
Od samego początku wiedziałam, że "Uroczysko" to książka idealna, idealna dla mnie! Po przeczytaniu mogę śmiało stwierdzić, że idealna dla każdego. Dla małego, dla dużego, dla dziewczynek, dla chłopców. Dla rządnych przygód i dla tych którzy szukają wzruszeń, czasem śmiechu i emocji, które powodują, że i dziecko będzie zachwycone i rodzic, który dziecku mam nadzieję czytał tę książkę będzie.
"Uroczysko" to książka dająca tak wiele czytelnikowi, że nie sposób jej nie pokochać! Jak i jej bohaterów: dwunastoletniej Prudencji, która wyrusza na misję ratunkową, po tym jak kruki porwały jej maleńkiego brata, Kurta, który do tej misji trochę na początku niechcący się przyłącza, mieszkańców Nieprzebytego Lasu, gdzie właśnie nasza wyżej wspomniana dwójka się wybrała. Nie sposób nie wciągnąć się w ich przygodę, w magię, która płynie z każdej strony (a stron jest wiele), nie sposób nie zachwycić się opisami miejsc i zdarzeń, wyobraźnią autora, która przeszła moje najśmielsze oczekiwania.
Nie można też się nie wzruszyć, nie dopingować głównej bohaterki w jej "misji", nie można też się parę razy powstrzymać od śmiechu (nawet tego na głos).
Wszystko to napisane takim językiem, że miałam ochotę tę książkę czytać na głos, by słyszeć to co czytam z odpowiednią intonacją, by jakby móc ożywić to co czytałam, by snuć tę opowieść, tak jak dawniej snuli opowieści dzieciom bliscy, przed snem, w wolnym czasie...
Ja snułam sobie tę opowieść pod kocem, z kubkiem herbaty w ręce, w moim czasie "wolnym od dzieci", mam ferie, ale już wiem czego po feriach "moje dzieci" będą słuchały..., zabiorę je do "Uroczyska" by i one się nim tak jak ja zauroczyły..., by i one uwierzyły w magię, by i ich sercom książka ta była bliska...


Zauroczenie takie jak "Uroczysko" zasługuje na notę najwyższą. Za treść, za sposób wydania, dopracowanie każdego najmniejszego szczegółu, za to, że mogę powiedzieć, że to książka idealna!  ******6****** stawiam, pisząc do Was spod koca, który udało mi się w końcu, po dwóch latach robienia go na drutach, skończyć i razem z mamą miedzy jednym rozdziałem "Uroczyska" a drugim go zszywałyśmy cały weekend. Wyszedł śliczny..., sprzyjający czytaniu kolejnych książek w jego cieple.

C. Meloy, "Uroczysko", Wyd. Wilga, Warszawa 2012, s. 545

poniedziałek, 14 stycznia 2013

"Trafny wybór" J. K. Rowling


Sięgniecie po tę książkę to był mój zdecydowanie TRAFNY WYBÓR. Choć nie ukrywam miałam co do niej ogromne wątpliwości i szczerze powiedziawszy wręcz bałam się  jej czytać. Świadczyć może o tym fakt, że kupiłam ją jeszcze przedpremierowo, a skończyłam czytać dopiero dziś. Teraz już wiem, że nie było się czego bać. Autorka szalenie sławnego Harrego Pottera (którego chyba przedstawiać nie trzeba), nie zawodzi w swej pierwszej powieści dla dorosłych.
Jestem naprawdę zadowolona z tej lektury. Czytanie o życiu mieszkańców niewielkiego miasteczka Pagford było dla mnie ogromną przyjemnością, bo właśnie takie książki lubię czytać. Ukazujące normalnych ludzi, ich życie od wewnątrz, to co ich cieszy i smuci, czym mogą się pochwalić, a co chcieliby ukryć. Do tego mamy tu ogromny przekrój społecznościowy, mamy i tych bogatych, i tych biednych, tych starszych, i tych zupełnie młodych. Żaden z bohaterów nie jest tylko czarno-biały. Za to każdego z nich można spróbować zrozumieć, można postawić się na jego miejscu.
Bohaterowie J.K. Rowling to ludzie, którzy muszą podejmować decyzję i żyć z ich konsekwencjami. Po śmierci jednego z nich zaczynają bowiem wychodzić na jaw tajemnice, z których mieszkańcy niekoniecznie są dumni. Muszą sobie z tym poradzić, żyć dalej...
A życie jak to życie przynosi kolejne radości i dramaty.
Opowieść autorki snuje się spokojnie, by od czasu do czasu zaskoczyć nas zrywem, który namiesza nam trochę w głowach. Przez to rzuca nam trochę inne światło na swoich bohaterów, powoduje, że są bardziej realni, stają się dla nas wiarygodniejsi i dzięki temu zostajemy wciągnięci w ich losy.
Bo opowieść autorki wciąga, porusza i zmusza do refleksji. Pagford mogłoby być każdym małym miasteczkiem jakie znamy, wśród cech jego mieszkańców możemy też znaleźć wiele cech, które sami mamy, albo obserwujemy u innych. Do tego autorka porusza wiele trudnych, ale bardzo aktualnych tematów.
Wszystko opisane tak, że momentami zazdrościłam autorce umiejętności tworzenia takiego świata, miałam momenty zachwytu nad tym, że są ludzie, którzy potrafią oczarować tym co się w ich głowach urodzi i zachęcić do ruszania nie tylko gałką oczną, ale i własną głową.
Myślę, że "Trafny wybór" doskonale nadawałby się na jakiś dobry serial. Powolne poznawanie bohaterów, ich losów, przyzwyczajanie się do pewnego tempa akcji, by następnie zostać "zszokowanym" kolejną tajemnicą, kolejnym wydarzeniem. Naprawdę chętnie bym taki serial obejrzała.
Trochę mnie zastanawiają jednak ataki w stronę autorki, twierdzenie, że w "trafnym wyborze" jest pełno wulgaryzmów, seksu i przemocy, że to powieść "naprawdę dla dorosłych". Ja ani za dużo wulgaryzmów, ani seksu nie zauważyłam, pewne sytuacje i poruszane tematy nie należały do najdelikatniejszych, ale o to chodziło.
Niepotrzebnie w ten sposób etykietuje się tę książkę, czy my nie możemy się po prostu cieszyć, że autorka tak znana ze swego debiutu, potrafiła pociągnąć swój sukces dalej, dając czytelnikowi coś nowego, coś innego, coś równie dobrego, ale nieporównywalnego w pewnym sensie? 
Ja cieszę się, że autorka mnie absolutnie oczarowała swoją książką, że nie żałuję, że ją przeczytałam, że mogę z czystym sumieniem polecać ją innym, że już po nią kolejka u mnie stoi...
Mam nadzieję, że to nie będzie jedyna książka dla dorosłych autorki, że znowu dam się porwać jej opowieści, bo niewątpliwie opowiadać to ona potrafi...

Polecam, oceniam na ******6****** i wracam do blasku lampek i kanapy by wybrać się w kolejną książkową podróż.

J.K.Rowling, "Trafny wybór", Wyd. ZNAK, Kraków 2012, s. 506

poniedziałek, 7 stycznia 2013

informacja nt. komentowania

Chciałam Was poinformować, że chwilowo zostaje u mnie na blogu wyłączona możliwość komentowania moich postów jako osoba anonimowa. Niestety blog zostaje ostatnio zasypywany spamowymi komentarzami, których po prostu nie mam ani siły, ani czasu ciągle usuwać.
Mam nadzieję, że "anonimom" znudzi się spamowanie i wszystko wróci do normy.
Przepraszam zatem wszystkie normalne anonimowe osoby, które pisały normalne komentarze, ale po prostu muszę spróbować tej metody na zwalczenie problemu.
Obiecuję, że wkrótce wszystko wróci do normy.

czwartek, 3 stycznia 2013

"Żona_22" Melanie Gideon

Wracam. Z książką, którą przeczytałam w trakcie Świąt. Zatem jeszcze w 2012 roku.
Jaka jest ta książka? Chyba taka jak cały mój 2012 rok. Bez większych rewelacji, ale i bez większych dramatów.
Z czytaniem książek jest czasem tak jak z rozpoczynaniem kolejnego roku. W styczniu absolutnie nie wiemy co nas spotka na przykład w czerwcu, owszem możemy się czegoś domyślać, coś tam sobie zaplanować, a los i tak ułoży się tak jak będzie chciał.
Tak i jest z książkami czasem. Oglądamy okładkę, otwieramy pierwszą stronę, wchodzimy w historię przedstawioną przez autora, niczym w nowe dni roku i strona po stronie (niczym dzień po dniu) poznajemy dalszy ciąg historii.
I albo jak w życiu podoba nam się on, albo kompletnie nam nie leży. Czasem zdarza się też tak, że jakby dryfujemy na stronach książki. Czytamy, czytamy, czytamy, bez większych zachwytów, by na koniec albo chcieć książkę odłożyć z rozczarowaną miną, albo się nią zachwycić.
"Żoną_22" zachwycić się nie mogłam, ale też nie mogłam się rozczarować. Owszem spodziewałam się większych fajerwerków, smaczniejszego szampana, ale ten który mi zaserwowano też był całkiem ok.
Tytułowa Żona_22 to Alice Buckle, która wiedzie normalne życie u boku swojego męża, ma dwójkę dzieci, dom, pracę, spory staż małżeński i ... chyba zaczyna się jej to wszystko może nie nudzić, ale powszednieć. Gdy dostaje więc zaproszenie do badania nt. małżeństwa przystępuje do niego i ...
I zaczyna się cała historia, Alice zaczyna rozpatrywać swoje życie z różnych stron, zastanawia się nad swoim małżeństwem, nad tym co kocha lub kochała. Nawiązuje dialog z Asystentem_101. I daje się porwać internetowemu badaniu...
Taka sobie można by powiedzieć ta historia. Taki sobie sposób jej opisania, momentami lekko mnie drażniły pewne momenty książki, ale właśnie nie ze względu na swoją treść, lecz ze względu na sposób jej przedstawienia. Owszem jest coś w tej książce wciągającego, owszem czyta się ją bardzo szybko, jednak nie aż tak by zachwyciła. Fakt, że podobało mi się jej zakończenie skłania mnie do postawienia jej trochę wyższej noty niż początkowo zamierzałam.
Niby autorka porusza tematy, które są bardzo realne, bo faktycznie opisuje małżeństwo, w którym nie zawsze jest kolorowo, a szalone uczucie zakochania trochę stygnie i zamienia się we wspólną codzienność, która zaś może doprowadzić do całkowitego zabicia uczucia, ale... 
Trochę dla mnie za "hollywoodzka" ta książka, trochę za bardzo ponaciągana. Za dużo też dla mnie było w niej pozaczynanych wątków, które w sumie w niewielkim stopniu później zostały rozwinięte. Pewne wątki były zbędne, pewne dla mnie niezrozumiałe i dziwne.
Wszystko to zbyt grubą nitką szyte.
Stawiam więc ***3***.
I wracam do książki, która bardziej mnie porwała..., więcej o niej już wkrótce.


M. Gideon, "Żona_22", Wyd. Otwarte, Kraków 2012, s. 450