niedziela, 8 grudnia 2013

"Gra w kłamstwa" Sara Shepard + krótka refleksja na temat literatury młodzieżowej

 
Z literaturą młodzieżową czyli young adults books mam ogromny problem. Po prostu rzadko przypada mi do gustu. Dlaczego? Z wielu powodów. Mam wrażenie, że współczesne książki dla młodzieży są okropne! Wszystkie na jedno kopyto, traktują czytelnika jak jakiegoś przygłupa, który żeby zainteresować się książką musi w niej znaleźć oczywiście kontrowersyjne tematy lub takie, które jego komercyjną uwagę przyciągną. Począwszy od okładek, na sensie płynącym z tekstu kończąc.
Rozglądnijcie się w księgarniach, jak wyglądają półki z książkami dla młodzieży? Kolorowe, przyciągające wzrok pięknymi twarzami lub całymi postaciami, często tak wykreowanymi, że rzadko przypominają istoty ludzkie. Krzyczące - kup mnie, nie ważne co tam mam w środku! Zero subtelności i smaku, naprawdę rzadko moją uwagę przykuje piękna okładka książki dla młodzieży. Choć tak wiem, to kwestia gustu.
Co dalej? Tytuły! O tutaj też mamy całą feerię barwnych tytulików, nic znaczącego nam nie mówiących, bo cóż może nam powiedzieć na przykład tytuł " Błękitnokrwiści". Stop, źle, źle, źle - otóż może nam taki tytuł sporo powiedzieć! Bo mnie już na przykład mówi "nie tykaj, kolejna książka o wampirach czy innych takich". I tak oto przeszłam do treści.
O czym pisze się dziś książki dla młodzieży? Obowiązkowo o tym wszystkim co nienormalne! Zatem wampiry, zombie, wilkołaki, wszelkie istoty z magicznymi mocami i siłami nadprzyrodzonymi rządzą. A gdy jeszcze te istoty toczą walki, zakochują się, ratują świat i absolutnie nie prowadzą normalnego życia to książka ma sukces murowany! Dlaczego? Nie wiem.
Jest też i miejsce dla literatury ocierającej się o normalność. Właśnie niby o normalność ocierającą się książkę przeczytałam i niestety tu też nie znalazłam tego czego oczekiwałabym od książek dla młodzieży. Nie bez powodu napisałam, że książka, którą dziś chcę niestety dosyć negatywnie Wam przedstawić, ociera się o normalność. "Gra w kłamstwa" ma być właśnie czymś takim, książką mówiącą o normalnej młodzieży, z normalnymi dla tego wieku problemami i rozterkami, tudzież przygodami. Dodatkowo wszystko to wzbogacić mają tytułowe kłamstwa i sekrety, w które zamieszani są bohaterzy książki. Brzmi zachęcająco! Tym większe rozczarowanie!
"Gra w kłamstwa" nie zawiera w sobie nic co chciałabym żeby zainteresowało już nawet nie mnie, ale chociażby młodzież, której książki lubię polecać. Nic. Co zaś zawiera? Totalnie odrealnioną rzeczywistość. Tutaj nastolatki jeżdżą do szkoły własnymi samochodami, największym ich problemem jest wybór sukienki na imprezę organizowaną w willi jednej z popularnych koleżanek. Iście amerykańskie realia, ale wiecie co aż wierzyć mi się nie chce, że wszystkie amerykańskie nastolatki tak właśnie żyją. Nie, te wszystkie amerykańskie nastolatki pewnie by tak żyć chciały.
I nasze polskie nastolatki też. I stąd sukces książek Sary Shepard. Znowu niestety nie poczytamy o codziennym życiu, nawet w tych książkach, którymi na szczęście znowu głównymi bohaterami nie są wampiry.O dziwo i tutaj znajdziemy tak dużo tematów odrealnionych, wręcz głupich, że czytanie tego sprawiało mi prawie ból. A gdy jeszcze myślałam o tym, że właśnie takimi książkami zachęca się młodzież do czytania to powiem Wam szczerze wcale się nie dziwię, że nie chcą czytać! Żeby książka interesowała na tyle by rozbudzić w młodym czytelniku miłość do czytania, musi pomóc się nam identyfikować z jakimiś bohaterami? Jak niby mamy się identyfikować z młodymi, bogatymi, nastolatkami z amerykańskich seriali? Ok, możemy im zazdrościć i pewnie nawet mocno zazdrościmy, ale to niestety nic do naszego oprócz frustracji nie wniesie.
Sara Sheprard tym razem też nic nie wniosła swoją książką do mojego życia. To szybko, lekka rozrywka, która porządnej treści ma w sobie niewiele, do tego to książka nastawiona na komercję, w końcu to pierwsza część serii, w której nie odnalazłam istotnego zakończenia więc nasi nastolatkowie mają z niecierpliwością czekać na części kolejne. Tak jak z odcinkami serialu, który na jej podstawie powstał. I wiecie co, skusiłam się na obejrzenie dwóch odcinków. Niestety serial - mimo chyba nawet lepiej rozbudowanej fabuły niż książka - nie zachwyca mnie również. Kolejna miałka rozrywka, niezmuszająca do pobudzania własnej kreatywności, wyobraźni i marzeń. Upss.... nie, przepraszam, nastolatkowie będą marzyli po przeczytaniu książki i obejrzeniu serialu- będą, będą - o wystawnym życiu jakie wiodą postacie pani Shepard. Mamy zatem kolejny komercyjny chwyt, który uwagę młodych ludzi przyciągnie, ogłupiając ich z lekka i nic poza tym im w zamian mądrego nie dając. A szkoda. Tak bardzo chętnie przeczytałabym dobrą książkę dla młodzieży, w stylu tych, które czytywałam sama jako nastolatka- owszem realia mamy już bardzo inne niż te w których ja nastolatką byłam, ale nie mówcie mi, że nie mogłyby podobne książki powstawać. Bardziej prawdziwe, bardziej uczące tego co w życiu ważne, bardziej skupiające się na tym co bohaterowie czują, a nie na tym co mają lub robią. Aaaa, i z akcją, bo przez niemal trzysta stron "Gry w kłamstwa" zastanawiałam się gdzie ta akcja???Może w serialu jest jej więcej, choć pewnie nie skuszę się na obejrzenie kolejnych odcinków "The Lying Game".
Ponarzekałam więc teraz czas na ocenę, niestety niską bardzo, bo **2** tylko. Cóż, ja kompletnie czego innego oczekuję od literatury, nawet dla młodzieży. Szkoda, że traktuje się ją jak komercyjnego odbiorę, a nie pasjonatów czytania. Bo wierzę, że wśród współczesnych nastolatków i takich znajdziemy. Może oni zatem polecą mi coś ciekawego?

S.Shepard, "Gra w kłamstwa", Wyd. Otwarte, Kraków 2013, s. 296

7 komentarzy:

  1. Podpisuję się pod twoimi słowami obiema rękami i nogami - zarówno tematyka jak i okładki książek dla młodzieży sugerują, że nowe pokolenie nie ma (według wydawców) gustu i inteligencji. A przecież na pewno mają, my mieliśmy, nasze starsze rodzeństwo miało, nasi rodzicie tez mieli - czytali Pana Samochodzika, tomy o Tomku, Musierowicz - a tam coś było, jak nie wiedza o świecie to wiedza o ludziach i ich uczuciach. Szkoda mi tych dzisiejszych dzieciaków, bo one pewnie chcieliby być normalni, tylko my im nie dajemy na to szansy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytywałaś serię "Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty"?

    OdpowiedzUsuń
  3. Książki Shepard mimo wszystko lubię, bo są świetnym urozmaiceniem i czasoumilaczem, kiedy muszę długo czekać na kolejny odcinek Pretty Little Liars albo The Lying Game, więc i po tę powieść na pewno sięgnę.
    A co do powieści młodzieżowych, polecam książki Johna Greena: "Szukając Alaski, "Papierowe miasta", "Gwiazd naszych wina" (najlepiej w tej kolejności, coby się przekonać o geniuszu autora), a także "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" Matthew Quicka. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Denerwują mnie takie odrealnione książki.. podobnie jak współczesne seriale, gdzie wszyscy żyją jak w bajce, mają kasę, super pracę, co chwilę nowego męża/ żonę dzięki powodzeniu, a każdy kolejny/a coraz młodszy/a i piękniejszy/a . Do tego limuzyny i kariery oraz przypadki wygranych w totolotka bądź spadki w testamentach ehh.. takie rzeczy to tylko w filmach, dobija to człowieka, który dostaje w spadku długi po wujku, którego na oczy nie widział, a sprawa ciągnie się latami i trzeba jeszcze płacić za sprawy sądowe ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem bardzo ciekawa tej książki, ale Twoja recenzja ostudziła mój zapał

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tego powodu sięgam po książki polskich autorów :) Moja przygoda z amerykańskimi młodzieżówkami rozpoczęła się i zakończyła na Stephenie Meyer :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja przygoda z panią Shepard była krótka - sięgnęłam po pierwszy tom "Pretty Little Liars" (całe szczęście, że kupiłam tylko jeden, a nie całą serię...) i odłożyłam po dwóch rozdziałach. Nie, nie i jeszcze raz nie. Naprawdę lubię literaturę młodzieżową i uważam, że na rynku jest masa książek, które mogą coś zaoferować czytelnikom, ale ten rodzaj na pewno do nich nie należy. Chyba nawet lekką lekturą na wieczór nie można tego nazwać - przynajmniej dla mnie.

    OdpowiedzUsuń