środa, 27 listopada 2013

"Kuchnia filmowa" Paulina Wnuk


Bardzo ale to bardzo lubię, gdy komuś się udaje, gdy realizuje swoje marzenia i robi to co lubi. Gdy dzięki swojej pasji osiąga sukces, większy lub mniejszy, ale sukces. Wydaje mi się, że tak stało się lub powoli się staje w przypadku Pauliny Wnuk, autorki przede wszystkim rewelacyjnego bloga FROM MOVIE TO THE KITCHEN  oraz książki, która, chyba mogę tak powiedzieć, na podstawie bloga powstała.
"Kuchnia filmowa" to zbiór przepisów, kulinarnych. Niby nic niezwykłego, przecież książek z przepisami vel. książek kucharskich powstało mnóstwo i ciągle mnóstwo powstaje. Śledzę wieści o kulinarnych nowościach mniej więcej na bieżąco bowiem mam siostrę, którą spokojnie mogę nazwać najlepszą kucharką i cukierniczką w moim otoczeniu. I w ramach wdzięczności za dopieszczanie mojego podniebienia staram się raz na jakiś czas nową książkę kucharską jej sprezentować. Tak też było z "Kuchnią filmową". Od razu jak się dowiedziałam, że powstanie wiedziałam do kogo ona trafi. Jednak najpierw sama dokładnie się jej przyjrzałam, by móc Wam ją opisać. Jak więc ją odebrałam? O tym dalej.
"Kuchnia filmowa" to nie taka zwykła książka kucharska. Paulina Wnuk bowiem łączy w niej swoje dwie pasje - kuchnie i film. Każdy przepis, który znajdziecie w tej pozycji  pochodzi z jakiegoś filmu. Są tu dramaty, komedie, romanse, są thrillery, ale są też bajki animowane, ba nawet filmy fantasy tu znajdziecie. I oczywiście co najważniejsze są potrawy, które w tych filmach zwróciły uwagę autorki i które ugotowała/upiekła, podając nam przepis, dzięki  któremu sami możemy teraz je odtworzyć. I może faktycznie nie są to jakieś wymyślne potrawy (bo przecież drink z Seksu w Wielkim Mieście trochę ciężko nazwa potrawą), jednak sama idea "Kuchni filmowej" podoba mi się szalenie. I sama choć piec nie potrafię prawie wcale, to już przygotowaniu kilku potraw z tej książki się nie oprę, ciasta pewnie pominę, ale obiadek zainspirowany "Kuchnią fimową" na pewno w moim domu się pojawi. Można przecież zapraszając znajomych na wieczór kinowy, ugotować dla nich na przykład zupę porową w kolorze niebieskim- pochodzącą z filmu o "Brigitte Jones" lub najprostszy makaron z serem z "Kevina samego w domu" (wkrótce święta, więc na bank go w TV zobaczymy, a taki makaron może nam umilić setne filmu oglądanie). Uwierzcie mi na pewno sprawi Wam to niezwykłą frajdę.
Dodać jeszcze chcę, że oprócz samej treści książki podoba mi się też tej treści ukazanie. Rewelacyjna okładka, pomysłowa, przykuwająca mój wzrok, piękne zdjęcia potraw, czytelne przepisy, a do tego opisy autorki na temat przedstawionych filmów i kadry z nich.
Dla mnie "Kuchnia filmowa" była nie tylko inspiracją kulinarną - dzięki niej postanowiłam nadrobić moje zaległości filmowe, wypisałam sobie chyba z dziesięć tytułów filmów, które opisane były przez autorkę, a ja ich jeszcze (o zgrozo!) nie widziałam.
No i kochani moi przyznam się Wam jeszcze do czegoś - dzięki temu, że w "Kuchni filmowej" są potrawy z "Władcy pierścieni" - filmu, do obejrzenia którego mój mąż usiłuje mnie zmusić od niemal 10 lat, postanowiłam po pierwsze zrobić pudding z Shire inspirowany filmem, jak i zmusić się w końcu do wejścia w świat Elfów i obejrzeć film.  Na razie pierwszą część, a jak nie zasnę po 9 minutach (dokładnie tyle czasu mi to zawsze zajmowało) to może i na kolejne się skuszę. Ba... może podróżny chleb Elfów czyli Lembas w mojej kuchni powstanie...
Na koniec mini quiz dla Was. Na zdjęciu w prawym dolnym rogu jest potrawa "Sałatka z sercem wieprzowym" - jak myślicie z jakiego filmu pochodzi, czym jest inspirowana? 
Podsumowując "Kuchnię filmową" polecam fanom i gotowania, i kina. Sama oceniam ją na *****5*****, dodam Wam jeszcze, że obdarowanej siostrze też się bardzo spodobała.Może i Wy pomyślicie zatem o niej jako o prezencie mikołajkowym dla najbliższych.
Cieszę się bardzo, że Paulinie Wnuk udało się wydać tak dobrą książkę i wiecie co? Czekam na kolejne, nieustannie obserwując jej bloga.

P. Wnuk, "Kuchnia filmowa", Wyd. Otwarte, Kraków 2013, s. 224

18 komentarzy:

  1. Kochana, trochę się spóźniłaś, 'Kevina' puścili już w tamtym tygodniu! :D Ale może na święta odgrzeją 'Kevin sam w NY' :)

    Na przedstawioną przez Ciebie książkę mam chrapkę od dawna. Może nie śledzę wiernie bloga autorki, ale sam pomysł na tę publikację i mnie okrutnie przypadł do gustu. I nawet jeśli nie ma tu żadnych wymyślnych wspaniałości, to i tak najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że możemy niemal dzielić stół z ulubionymi bohaterami filmowymi :)

    Co do zagadki - obawiam się, że będzie to coś brutalnego - jakiś Kuba Rozpruwacz albo coś w ten deseń. W końcu mamy tam serducho! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojoj, przegapilam, jak mogłam???!!!!
      Ta idea dzielenia stołu z bohaterami naszych ulubionych filmów/seriali bardzo do mnie przemawia, ba liczę na to, że mi siostra upiecze Sernik Nowojorski z Przyjeaciół - bo i na niego przepis w "Kuchni filmowej" jest :)

      Usuń
  2. Pewnie chodzi o Milczenie owiec z tym sercem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dokładnie chodzi o kontynuację Milczenia Owiec :)

      Usuń
  3. Czytałabym i gotowałabym! Książka jest przepięknie wydana i chyba niebawem (z racji grudniowych świąt) w końcu zagości na mojej półce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem tego ci na te grudniowe święta życzę serdecznie, czytania i gotowania z "Kuchnią filmową"

      Usuń
  4. Koniecznie musze ja obejrzec I byc moze zakupic:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci przypadnie do gustu :) ja polecam

      Usuń
  5. Jestem bardzo ciekawa tej lektury

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem Tobie życzę zaspokojenia ciekawości :)

      Usuń
  6. Jestem cały czas pod wrażeniem pomysłu na książkę, a wcześniej na bloga. I myślę, że prędzej czy później ta pozycja zasili moją kuchenną półkę książkową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł genialny, uważam, że to jeden z lepszych pomysłów blogosfery,

      Usuń
  7. Sałatka z sercem, o matko. "Władca much"? ;)

    OdpowiedzUsuń