poniedziałek, 18 listopada 2013

"Jedenaście godzin" Paullina Simons


Są autorki, których książki biorę w ciemno. Paullina Simons właśnie do nich należy. Wszystko co dotąd wyszło spod jej ręki i miałam okazję to przeczytać, było niezapomnianą przygodą z książką, która wciąga, fascynuje i nie pozostawia czytelnika obojętnym. Tak też było i tym razem.
Paullina Simons mnie nie zawiodła, choć fajerwerki wzbudziła troszkę słabsze niż zazwyczaj. Jednak były, a tego po książkach tej autorki zawsze się spodziewam.
Tym razem Simons poruszyła zupełnie inny temat niż zazwyczaj. "Jedenaście godzin" to jakby thriller, trzymający czytelnika w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Pełen strachu i silnych emocji. Wstrząsający, a zarazem tak jakoś dziwnie bliski czytelnikowi, że można wręcz uwierzyć, że to historia prawdziwa, w której sami bierzemy udział. Przez tytułowe jedenaście godzin "żyjemy" w napięciu, przeżywamy minuta po minucie opisane wydarzenia. I z minuty na minutę jest nam coraz trudniej. I ciężko, żeby tak nie było, gdy na naszych oczach rozgrywa się dramat.
Młoda kobieta - Didi Wood - będąca w zaawansowanej ciąży robi zakupy w centrum handlowym. Za chwilę ma spotkać się ze swoim mężem, potem wrócić do ciepłego domu, gdzie z nianią czekają na nią dwie córeczki. Wszystko ma być tak jak co dzień, Didi ma wieść dobre, poukładane życie. Jej plany może jedynie zmienić oczekiwany poród - ale przecież to pozytywna zmiana, zwłaszcza w dziewiątym miesiącu ciąży.
Czy aby na pewno tak będzie? Nie, tak na pewno nie będzie. Życie naszej bohaterki zostaje zakłócone przez zdesperowanego młodego człowieka, który porywa ją i zamierza wywieźć w jemu tylko znane miejsce, w jemu tylko znanym celu. W trakcie tych tytułowych jedenastu godzin uczestniczymy w dwóch akcjach. Razem z Didi i zdesperowanym porywaczem pędzimy przez kolejne stany USA, poznając motywy porywacza i wspomnienia Didi na temat jej życia. Niemal równocześnie uczestniczymy w pościgu zorganizowanym przez FBI i męża Didi. Wszystko to daje niesamowity obraz, ze strony na stronę coraz bardziej przeżywamy tę historię. Przeraża nas ona, ale i daję nadzieję na pozytywne zakończenie, którego pragniemy niemal tak szaleńczo jak Didi i jej mąż. I nie napiszę Wam czy je dostaniecie. Zresztą czym jest pozytywne zakończenie? Przecież innego możecie oczekiwać Wy, a innego może oczekiwałam ja? Sami się przekonajcie.
Ja przekonałam się, że autorka zdecydowanie zasługuje na miano mojej ulubionej autorki, mimo iż kilka scen mnie zirytowało, to wiem jedno: Paullina Simons nie tylko książki o miłości pisze takie, że zapierają dech w piersiach. Thrillery psychologiczne (bo taka nazwa mi się tu sama nasuwa) pisze może nie jak Jeffery Deaver, ale pisze tak, że ja je kupuję niemal w stu procentach. Trzyma w napięciu, budzi grozę, nie raz zaskakuje swojego czytelnika, ale dodatkowo ukazuje tak ludzką duszę, jej najciemniejsze zakątki, że moi drodzy czuję, że na pewno i w tym wydaniu nie pozostaniecie jej obojętni. Bo mam wrażenie, że jak się zacznie czytać jej książki, to niezależnie od poruszanej tematyki, nie można się od nich oderwać i ciągle chce się ich więcej.
Od "Jedenastu godzin" nie mogłam się oderwać dopóki nie przeczytałam do końca, a zegar wybijał późno nocne godziny i wybijał..., na szczęście rano nie musiałam się zrywać o świcie, tylko mogłam leżeć w łóżku i dalej o przeczytanej historii myśleć. Bo myśleć o niej długo nie przestałam. Niby akcja jak z amerykańskiego filmu, jednak tak jakoś dziwnie realna, że długo, długo...w moich myślach buszowała.
Wszystko to więc zasługuje na *****5*****. Byłoby i pewnie trochę wyżej, gdyby nie pewne momenty zbytnio irytujące, zbyt amerykańskie, ale ciężko się pewnie tego wyzbyć, będąc autorką z USA. Niemniej polecam gorąco, zarówno tym, którzy już z autorką się spotkali, jak i tym, którzy jeszcze tego nie zrobili. "Jedenaście godzin" to książka, której szybko nie zapomnicie i będziecie z pewnością polecać ją innym!

P. Simons, "Jedenaście godzin", Wyd. Świat Książki, Warszawa 2013, s. 302

22 komentarze:

  1. Pamiętam jak rozmawiałyśmy o tej autorce i jak obiecywałam sobie, iż sięgnę po jej powieści (które notabene mam na czytniku). Kindelek zdążył mi się dwa razy zepsuć, zdążyłam kupić nowego, poznać innych rozmaitych autorów, pozachwycać się nad różnymi książkami, lecz wciąż nie sięgnęłam po Paullinę Simons. I jak cieszę się, że w tak wspaniały sposób mi o niej przypomniałaś, bo recenzja tej, lekko sensacyjnej, powieści zachęciła mnie do niej bardziej niźli romantyczne, wyciskające łzy przygody Aleksandra i Tatiany (o ile dobrze pamiętam).

    Teraz solennie obiecuję Kochana, że wreszcie odnajdę powieści Simons wśród gąszczu mych ebooków, przeczytam i będę czynić nad nimi same "achy, ochy" :)

    Całuję!

    P.S. Dobrze, że mąż nie skarży się na takie późne godziny czytania :) Przyznam, że mnie też zdarza się zarwać noc nad książką ;)
    P.S.2. Wróciłam, tym razem naprawdę. Obiecuję! (nie bij!)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie spróbuj z tą, czekam na wieści czy przeczytałaś w końcu! Cieszę się, że wróciłaś i kibicuję utrzymaniu formy :)
      Noce z książką chciałabym nawet częściej zarywać, ale...zmęczenie powoduje, że nocą najczęściej nad książką zasypiam, tylko w dłuższe weekendy, wyspana mogę czytać prawie do rana :)

      Usuń
  2. Wiesz co sama nie wiem. Z jednej strony ufam Ci bezgranicznie z drugiej Simons albo bezgranicznie mnie zachwyca, albo wkurza i nudzi. Ale intuicja od początku podpowiada mi i szepcze usilnie "czytaj to!!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu! Za zaufanie dziękuję ogromnie, strasznie miłe te słowa :) a tym razem jeszcze mocniej mówię : czytaj to, czytaj to ! ;)

      Usuń
  3. Chętnie przeczytam. Jestem akurat w takim momencie życie, że ta książka może być idealna dla mnie. I ma piękną okładkę ; - )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odradzałabym tylko czytanie jej kobietom w ciąży....;) okładka - jak zawsze według mnie Świat Książki pięknie wydał kolejną książkę Simons.

      Usuń
  4. Koniecznie muszę przeczytać! Bardzo mnie zainteresowałaś tą książką, świetny pomysł na fabułę. Jeszcze nie czytałam nic tej autorki, a już wiele razy obijała mi się o uszy. Sprawdziłam kindla i wow! Mam jej e-booka "Pieśń o poranku". Chyba od tego zacznę,a za tą książką, którą zrecenzowałaś się rozejrzę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo o "Pieśni o poranku" też coś na blogu pisałam, zerknij :) obie polecam :)

      Usuń
  5. Tematyka "Jedenastu godzin" wydaje się czymś, co może przypaść mi do gustu, zatem na pewno sięgnę po tę lekturę, tym bardziej, że posiadam ją na czytniku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz jak się dobrze składa:) pozdrawiam i miłej lektury życzę :)

      Usuń
  6. Jakoś sie zaplątałam w tej Twoje recenzji :D Nie czytałam Simmons, ale chętnie spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaplątałaś???? Hm...
      A Simons niezmiennie polecam:)

      Usuń
  7. uwielbiam tą autorkę! Jak na razie mam przed sobą trzecią część serii " Tatiana i Aleksander ". Pozostałych książek Simons nie miałam jeszcze okazji czytać, ale z pewnością to nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Opis książki bardzo mnie zachęcił. Żadnej książki autorki jeszcze nie czytałam, ale Jeździec miedziany czeka i czeka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo lubię tą autorkę, chętnie przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  10. Wydaje się, że jest to bardzo ciekawa propozycja :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem zainteresowana, jak tylko będę mieć okazję, to na pewno ją przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba mamie kupię pod choinkę, bo po tej ostatniej książce Paulliny, tej w różowej okładce (zapomniałam tytułu :/) przeżywała przez dwa tygodnie, że Larissa taka biedna... :P

    OdpowiedzUsuń
  13. moja przygoda z ksiazkami Paulliny Simons zaczela sie lata temu od 'Jezdzca miedzianego' +2 kolejne czesci-bylam nimi zachwycona. potem przyszedl czas na 'Tully' i 'Droge do raju'-zadna z tych pozycji nie zawiodla! tydzien temu skonczylam czytac 'Dziewczyne na Times Square' i nie moge sie po niej otrzasnac, ciagle wracam do jej fragmentow... na pocieszenie dostalam ebook 'Czerwone Liscie' bo stacjonarnie nigdzie nie moge jej znalesc. zamowilam juz sobie pod choinke '11 godzin' i 'Piesn o poranku' :) Twoje recenzje sa doskonale i widze, ze podzielasz moj zachwyt nad tworczoscia Paulliny. Mieszkam w Edinburghu i tu jest dostepna jej kolejna ksiazka 'Children of libery' ale w Polsce chyba jeszcze jej nie ma. w przyszlym roku ma ukazac sie tez jej ksiazka 'Bellagrand' (zdaje sie, ze jest to historia rodzicow Aleksandra i sam Aleksander tez sie tam pojawi :)) i '6 dni w Leningradzie'. mam nadzieje, ze w przyszlym roku te ksiazki pojawia sie w Polsce i uszczesliwia Ciebie jak i inne czytelniczki uwielbiajace Paulline :) pozdrowienia ze Szkocji/ Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu dziękuję za wizytę na moim blogu i miłe słowa, a co do tych najnowszych książek P.Simons to z ogromną niecierpliwością będę wyczekiwała ich przekładów na język polskich, chóc czytanie ich po angielsku też byłoby ekstra. :)

      Usuń
    2. Kasiu, czy udalo ci sie znalesc 'czerwone liscie'? jako ze trafilam tu z przypadku i tak sie zauroczylam tym blogiem, ze czytam posty niezbyt chronologicznie ale pamietam, ze byla tutaj wzmianka o 'czerwonych lisciach'. ja ostatnio otrzymalam ebooka (w pdf) wiec jesli masz ochote to moge podeslac :) zaczelam go czytac wczoraj tym chetniej, ze zupelnie przypadkiem gdzies wyczytalam, ze spencer tez tam wystepuje :) zdalam sobie sprawe, ze 'czerwone liscie' ukazaly sie przed 'dziewczyna...'. spencera uwielbiam :) /Ania

      Usuń
    3. Aniu "Czerwonych liści" nie czytałam niestety, zatem chętnie ebooka przygarnę - landrusk@gmail.com. Ciekawi mnie ta książka ogromnie i daj znać jak Tobie się spodobała! :) pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń