poniedziałek, 21 października 2013

niestety poległam, na trzech frontach!

Dziś będzie o tym, że jednak poległam. I to trzy razy.
Poległam, choć bardzo się starałam do tego nie dopuścić.
Ci, którzy mnie już dłużej czytają wiedzą, że bardzo, ale to bardzo rzadko nie kończę zaczętych książek. Męczę nawet największe gnioty. Tym razem jednak mimo iż te trzy książki na których poległam jakimiś strasznymi gniotami nie są, to niestety do ich końca nie dobrnęłam.
Z trzech różnych powodów, o których chcę Wam napisać. Się usprawiedliwić, jak najbardziej, przed Wami, ale i przed samą sobą.
Jakich to pozycji lekturę porzuciłam?

Po pierwsze "Morski trakt" Ursuli K. Le Guin. Tak wiem, wstyd! Przecież to książka nominowana do nagrody Pulizera, a ja najwyraźniej nie odkryłam w niej niczego czego przeczytanie byłoby dla mnie jakąś nagrodą. Umocniłam się tylko w przekonaniu, że po pierwsze opowiadania - bo książka ta to dwanaście opowiadań, z kobietą w roli głównej - nadal nie należą do moje ulubionej formy przekazu, ba po prostu ich nadal  nie znoszę. Po drugie przekonałam się, że opis z okładki nie zawsze mówi nam o czym tak naprawdę książka jest. Zupełnie inaczej sobie ją w głowie wyobraziłam. A po trzecie przekonałam się, że nawet najpiękniejsza okładka (bo ta według mnie jest cudna!) nie zawsze powinna mnie kusić, na tyle bym książkę przeczytać chciała.
Cóż.... rozczarowanie. Nie dokończyłam bo czytanie zamiast sprawiać mi przyjemność, przypominało katusze. Kompletnie nie mogłam się odnaleźć wśród bohaterów opowiadań, wszystko mi się mieszało i dosyć często traciłam wątek. Najwyraźniej Ursula K. Le Giun nie dla mnie.A na pewno nie w tym wydaniu. 



 Druga porzucona książka to "Szczęśliwy pech" Iwony Banach. Ta książka porzucona z premedytacją, bo czytanie jej było istnym koszmarem! Niby miało być bardzo śmiesznie, lekko
i romansowo- więc nie powinnam była oczekiwać czegoś wyjątkowego. I nie oczekiwałam, bo już sama okładka mnie jakoś odrzucała (ach, te okładki!), ale gdzieś tam w sercu głęboko liczyłam na odprężenie przy lekkiej lekturze, na rozluźniające żarty, oczywiście na poziomie oraz może na ciekawy wątek romansowy - wcale nie jakiś taki zwyczajny, bo jak opis z okładki głosił mogło być ciekawie. Nie było. Było (przynajmniej do tego miejsce do którego doczytałam tj. gdzieś ponad połowy książki) niesmacznie i głupawo. Rozchodziło się to wszystko w szwach, a nie miałam sił by to w swojej głowie zszywać i tłumaczyć sobie, że taki poziom jest akceptowalny, bo to przecież czytadło jest. Nie moi mili - czytadła też muszą mieć jakiś poziom bym po nie z radością sięgała! Tym razem było raczej strasznie niż zabawnie, raczej smutno niż wesoło i raczej niezachęcająco do doczytania do końca. Cóż zgodnie z opisem na okładce "...trzeba omijać z daleka Reginaldę Kozłowską" - ominęłam! 

 Trzecia porzucona książka to jeszcze inna historia. "Spróbujmy jeszcze raz" Abbi Glines wybrałam do czytania z ogromnymi nadziejami! Opis na okładce - zachęcający, bardzo! Owszem kolejna miłosna sprawa, ale tak zachęcająco nakreślona, że wiedziałam, że chcę ją poznać! Wszytko by było świetnie, gdyby na tejże okładce było jeszcze gdziekolwiek dopisane, że to po pierwsze kolejna część cyklu. Ba, że to kontynuacja książki "O krok za daleko", której oczywiście nie czytałam wcześniej. Dobrze by było wspomnieć też na rzeczonej okładce do kogo tak mniej więcej ta książka jest adresowana - bo mając świadomość, że to książka raczej dla nastolatek raczej bym się na nią nie skusiła. Choć owszem próbowałam przeczytać. Ba, że to kontynuacja dowiedziałam się gdzieś tak w połowie, więc zła na siebie (bo przecież mogłam o niej wcześniej coś poczytać) porzuciłam i już! Bo może gdyby choć trochę mnie wciągnęło wzdychanie nastoletniej Blair do Rusha, to spróbowałabym poznać tę historię. Jednak jakoś nie wciągnęłam się w nią i po prostu odłożyłam książkę na półkę. I w sumie pierwszej części też raczej nie mam ochoty jednak poznać, cóż nie dla mnie już takie historie najwyraźniej, albo teraz nie czas na nie.

I tak, jak widzicie poległam na trzech frontach. Cóż, zdarza się ponoć nawet najlepszym, ale w momencie, gdy tyle innych książek ciekawszych do mnie z półek woła chyba po prostu szkoda mi na te opisane czasu. Nie twierdzę, że są to bardzo złe książki, po prostu mnie z nimi nie było po drodze.
Mam jednak nadzieję, że ktoś z Was będzie potrafił się nimi zachwycić.
No i co rozgrzeszycie mnie?
A jak Wy macie, zawsze kończycie rozpoczęte lektury? Jeśli nie to czy tak jak mnie gryzie Was potem sumienie?

24 komentarze:

  1. Gdybyś wiedziała iloma ja książkami rzucałam w kąt. I to czasami dosłownie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie, ja nie rzucam, szkoda mi nawet tych złych, bo może ktoś inny by je chciał, więc się potem dziele lub wymieniam :)

      Usuń
  2. Właściwie żadna z tych książek mnie jakoś specjalnie nie kręci, no, może ewentualnie ten drugi tytuł w ramach lekkiej rozrywki, ale skoro nie warto... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ann ciężko mi oceniać czy to będzie zła książka dla Ciebie bo ja jej po prostu nie byłam w stanie doczytać, może akurat Ci się spodoba, różnie bywa

      Usuń
  3. Tak to już jest, że im więcej się czyta, tym lepszej jakości się oczekuje i na byle jaką książkę szkoda już czasu, bo nic ona nowego nie wniesie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja często nie kończę książek, czasem dlatego, że są kiepskie, a czasem dla tego, że akurat nie miałam na daną lekturę ochoty i nie chcę się męczyć, a potem jej nisko ocenić. W pewnej chwili stało się to dla mnie sporym problemem, takie porzucanie, staram się jednak dyscyplinować, ale bardziej przez uważne dopieranie lektury, chociaż wtedy traci się ten element totalnego zaskoczenia.

    Ale zgadzam się z tobą, że nawet czytadła powinny reprezentować jakiś poziom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie bywa tak, że gdy trafię na książkę w nieodpowiednim momencie to oceniam ją zdecydowanie niżej, ba moźe faktycznie tych nie byłam w stanie dokończyć ( zwłaszcza "morski trakt") ze względu na moment w którym je czytałam, choć ze "Szczęśliwym pechem" obawiam się, że nigdy bym się nie polubiła, cóż bywa, rzadko, nawet bardzo, ale i mnie się to zdarza.

      Usuń
  5. No nieładnie! Ale na pewno każdy z nas miał taką sytuację, więc nie masz co się przejmować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) nie zmienia to faktu, że nie znoszę takich sytuacji

      Usuń
  6. Ja mam tak jak Ty, mało kiedy porzucam książki, nawet nie wiadomo jak nudne by były. Jednak gdy mam mało czasu na czytanie i trafia mi się taka 'perełka' to porzucam ją bez zastanowienia. Kiedy ledwo znajduje czas na czytanie oczekuje w tym czasie relaksu, a nie męczarni ;)
    Co do książek mam je w planach, no drugą i trzecią, bo o pierwszej nie słyszałam ;) Ciekawe jak mi podejdą ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Może spróbuj odwiedzić Ziemiomorze? Bardzo lubię Le Guin, zawsze ją chwalę i uważam, że warto sięgnąć po jej powieści. Tej, co prawda, nie czytałam, ale takie, na przykład, "Grobowce Atuanu" są świetne, serio. :)
    Mnie też zdarza się porzucać książki, dlatego zawsze sto razy się zastanowię, zanim jakąś kupię. Czasami stoję w księgarni i czytam sześć rozdziałów tylko po to, by po chwili stracić zainteresowanie i odłożyć daną powieść na półkę. Nie ma co, wybredne z nas czytelniczki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jeszcze kiedyś spróbuję przeczytać coś tej autorki, choć nie ukrywam nie ciągnie mnie do niej. Ja lubię spontaniczne zakupy, wybory książkowe - czasem dzięki temu trafiam na genialne książki, czasem na gnioty - bywa, ale naprawdę rzadko ksiAżki odrzucam. Tym razem poległym i już ! :)

      Usuń
  8. Ja mam nawet gorzej, bo nie dość, że nie jestem w stanie porzucić już zaczętej książki, to dodatkowo zwyczajnie nie potrafię czytać kilku jednocześnie. Zaczynam jedną i zanim jej nie skończę, nie sięgam po następną. Nawet, jeśli jest przepotężnie słaba. Już kilka razy zablokowałem się przez to z czytaniem na dobre kilka tygodni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj znam to, bardzo dobrze niestety. Tym razem jednak potrzebowałam czytania jak tlenu, więc chęć czytania była silniejsza i nie dałam się zablokować ani jednej z tych książek, pech chciał, że zdarzyło się to mniej więcej w jednym czasie. No cóż, moźe kiedyś do nich wrócę, a może one są po prostu nie dla mnie.

      Usuń
    2. Mirosławie, pod Twoją wypowiedzią podpisuje się dwoma rękami. Wrodzone/wyuczone poczucie doprowadzenia zaczętych spraw do końca nie pozwala przerywać lektury. No, i ta nadzieja - może za ileś stron książka będzie ciekawsza :) ?

      Usuń
  9. Ostatnio stwierdziłam, że nie będę kończyć gniotów i powieści, które mi nie pasują, bo życia szkoda, świat jest pełen książek, które, wiem to na pewno, zachwycą mnie po stokroć.
    Dobrze, że się nie męczyłaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie,że coraz mi bliżej do tego, żeby przestać mieć tą swoją obsesję obowiązkowego skończenia czytania każdej książki - moźe to i dobrze, w końcu tak jak piszesz, na świecie jest tyleeeee ciekawszych książek, źe szkoda czasu na to mordowanie się nad złą dla mnie książką

      Usuń
  10. Każdemu może się zdarzyć taka sytuacja. Także nie ma się czym stresować, czy mieć powodów do wyrzutów sumienia. Nie ma sensu tracić cenny czas na coś, co nas męczy podczas lektury.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie też często kuszą cudne okładki :D Nie mniej jednak przełamałam się i coraz częściej porzucam mniej interesujące książki. Opowiadań nigdy nie lubiłam, więc praktycznie nigdy się za nie nie zabieram, a co do książek dla młodzieży, to szczerze nie rozumiem dlaczego nastolatka coraz częściej traktuje się jak jakieś bezmózgie Yeti i dedykuje się mu coś, co koło prawdziwej książki nawet nie leżało, eh....

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja także nie lubię nie dokańczać książek, mimo iż czytam z pewną torturą. Widocznie lubię się gnębić :P Czy zdarzyło mi się coś porzucić? Nie przypominam sobie teraz, ale może coś mi zaświta jeszzce. Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja dość często porzucam... szkoda czasu na coś słabego skoro tyle dobrych książek czeka na przeczytanie

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja zawsze muszę doczytać, nawet największe gnioty :) to samo mam z filmami :)

    OdpowiedzUsuń