środa, 30 października 2013

"Kaktus na parapecie" Magdalena Zarębska


Urodziłam się w latach osiemdziesiątych (dokładnie w którym roku pozwólcie, że zachowam dla siebie) ;), więc czasem mam wrażenie, że jestem z kompletnie innego świata niż współczesne dzieci. Jednak dane mi jest współczesne dzieciaki spotykać niemal codziennie i z ich postrzeganiem świata muszę też się liczyć. A jest ono kompletnie inne niż moje, zarówno wtedy jak byłam w ich wieku, jak i teraz, gdy jestem hohohoho starsza od nich. Przekonałam się o tym jeszcze mocniej podczas czytania moim "świetliczakom" książki Magdaleny Zarębskiej pt. "Kaktus na parapecie".
Dla współczesnych dzieci wszystko to o czym mogą przeczytać w tej książeczce jest obce, dziwne
i niewiarygodne. No bo jak to nie ma telefonów, dwustu kanałów w kolorowej telewizji, tabletów
i innych bardzo do życia potrzebnych urządzeń ? Jak to można się samemu bawić na podwórku, jak to tak można wpadać do kolegi, gdy się tylko ma ochotę, bez zapowiedzi? Jak to tak można jechać na wykopki zamiast brać udział w zajęciach w szkole i wszystkich zajęciach pozalekcyjnych? Przecież to wszystko jest nierealne!
Och moi mili musiałam ja moim dzieciakom kilka razy tłumaczyć, że to realne, bardzo realne, ba większość rzeczy o których pisze pani Magdalena przeżyłam na własnej skórze. Bo "Kaktus na parapecie" to książka, która przenosi młodego czytelnika w inny świat, jakieś trzydzieści lat wstecz, świat dla owego czytelnika zupełnie obcy. Świat w którym żyli jego rodzice.
I to przeniesienie w czasie w przypadku moich dzieciaków zadziałało. Bałam się, że gdy zacznę im czytać kompletnie się tematem nie zainteresują, bo to przecież nudy, nic ciekawego, zero sensacji. Jakież było więc moje zdziwienie, gdy na sali miałam kompletną ciszę i sporo wlepionych we mnie par oczu i nastawione na słuchanie uszy moich wychowanków. Genialnie! Podłapali temat, ba stał się on tematem do rozmowy, nie tylko podczas czytania. Pytali o rzeczy o których przeczytaliśmy swoich rodziców, po czym przychodzili do szkoły
i opowiadali o tym wszystkim kolegom i mnie.
Żyli przygodami Mikołaja, który pewnego dnia przeniósł się w czasie i musiał spędzić jakiś czas w latach, w których żył jego tata. Musiał się dopasować i odnaleźć w zupełnie nie zrozumiałym dla siebie świecie. I czy sobie poradził, czy coś z tego ciekawego wyszło razem dowiadywaliśmy się strona po stronie. Aż do końca moi mali słuchacze byli "Kaktusem na parapecie" zaciekawieni. A ja dzięki "Kaktusowi.." sama mogłam powspominać czasy, w których przyszło mi dorastać i zastanowić się czy dzisiejszy świat jest lepszy czy gorszy..., czy tak bardzo przeszłość różni się od teraźniejszości, czy aby nadal nie chodzi nam o to samo...by nasze dzieci były szczęśliwe, bez względu na to jakie rzeczy je otaczają i z czego mogą korzystać.
Zatem gdybyście chcieli przybliżyć swoim dzieciakom czasy, w których Wy byliście dziećmi, bądź gdybyście się sami chcieli przeczytać jak to było ( tu zwracam się do młodszych czytelników mojego bloga) śmiało sięgnijcie po "Kaktus na parapecie", nie ukłuje, ba będzie zapewniał same pozytywne wrażenia. Wrażenia na *****5*****, jak ja i moi słuchacze oceniliśmy.

M. Zarębska, "Kaktus na parapecie", Wyd. Skrzat, Kraków 2011, s. 240

8 komentarzy:

  1. Ja niedawno opowiadałam moim świetliczakom o moim dzieciństwie. W szczególności o zabawach, które przeżywałam podczas wakacji na wsi z okolicznymi dziećmi (bez względu na płeć i wiek). Kilka dni później jedna z uczennic klasy III zapytała mnie czy opowiem im znowu tę ... bajkę o dzieciach na wsi!
    Biedne dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, biedne biedne:( czasem mam wrażenie, że żyję w zupełnie innym świecie niż one. Ale czasem gdy im opowiadam o pewnych rzeczach to mam wrażenie, że mi zazdroszczą - momentami podczas czytania o tych dawnych dla nich czasach z "Kaktusa..." zdecydowanie zazdrościli bohaterom książki.

      Usuń
  2. No chyba się skuszę :) Może jakieś wspólne elementy i z moim dzieciństwem w późnych latach 90. znajdę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie tak, przeczytaj:) a poza tym witam u mnie na blogu, bo...chyba Cię tu widzę pierwszy raz. :)

      Usuń
  3. Znam tę książkę. Miałam podobne odczucia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się ogromnie:) pozdrawiam!

      Usuń
  4. chcę przeczytać.. ja też z lat 80 :)

    OdpowiedzUsuń
  5. oja córka swoją recenzję umieściła na swoim blogu. Ma 10 lat i podczas lektury "Kaktus..." co chwilę przychodziła i pytała czy tak było na prawdę. Najbardziej podobał jej się pomysł kartek, bo myślała, że nie trzeba było wydawać pieniędzy na zakupy. ;)

    OdpowiedzUsuń