piątek, 6 września 2013

"Zdobywam zamek" Dodie Smith


Zamek. Z czym się Wam kojarzy?
Mnie z księżniczkami, rycerzami, przepychem i bogactwem.
Tego moi drodzy w książce "Zdobywam zamek" nie ma.
Owszem jest zamek.Owszem są niby-księżniczki -Cassandra i jej siostra Rose, jest macocha - wcale nie wredna - Topaz, nowa żona ojca owych niby-księżniczek, jest i król- choć tutaj nie taki władczy, ojciec owych dziewczyn, który po tym jak napisał jedną bestsellerową książkę, pisać przestał i jakby to napisać...dziwaczeje? Mamy też dzielnych rycerzy. Tych upragnionych i tych, którzy jak zawsze muszą się pojawić by być odrzuconymi.
Na tym kończą się skojarzenia. W zamku, w którym mieszka autorka pamiętnika, którym jest "Zdobywam zamek" ostatnim o czym można pomyśleć to bogactwo i przepych. Rodzina Mortmainów klepie biedę, zamieszkując owszem w zamku, a raczej w jego ruinie, nie mogąc go odremontować (bo niby za co?) i nie mając żadnych widoków na jakiekolwiek zmiany w przyszłości.
Do czasu, aż w zamku pojawiają się dwaj mężczyźni. Amerykanie. Właściciele owego zamku. Którzy okazują się być nad wyraz mili, bogaci i zainteresowani rodziną Mortmainów, a nawet skorzy do pomocy. Przed oczami Cassandry i Rose zaczynają się rozpościerać wspaniałe widoki na przyszłość. Tylko jak to wszystko zdobyć? Jak zdobyć zamek? I tutaj zaczynają się schody. Bo owszem Rose przecież może według naszej uroczej Cassandry rozkochać w sobie jednego z Amerykanów. Tylko czy plany się powiodą? Bo jak mawiają - serce nie sługa, a los może splatać różne figle. Bo "Zdobywam zamek" to nie bajka, choć pisana w bajeczny sposób. Obok tych wszystkich ozdobień, obok tonu pamiętnika nastolatki, jakim niewątpliwie miał być "Zdobywam zamek", poruszone są bardzo trudne kwestie. Owszem widziane oczami nastolatki, ale przez to bardzo ciekawie ukazane.
Jednak to co najbardziej mi się podobało w tej książce to jej klimat. Miałam wrażenie, jakby przeniosła się do innego wieku, jakbym poznała nastoletnią Cassandrę i jej problemy, marzenia i aspiracje. Bo Cassandra moi drodzy aspiracje ma - chce pisać, co wyraża w swoim pamiętniku, który ma być jakby do pisania przygotowaniem. I naprawdę trafne jest tu skojarzenie z blogiem nastolatki z ery przedkomputerowej ( reklamujące ową książkę). Cassandra jak to przystało na pamiętnik zapisuje w nim wydarzenia ze swojej codzienności, skrupulatnie notując wszystko to co wydaje się jej ważne, ale też pozwala sobie na wyrażenie swoich opinii i nadziei. Pełno w nim przemyśleń, spostrzeżeń i wniosków wyciąganych z tego co nasza bohaterka przeżywa.
Stąd bierze się też pewnie ten niesamowity klimat, który czujemy już od pierwszych stron książki. Od pierwszych stron się uśmiechamy (bo czyż zdanie "Piszę, siedząc na kuchennym zlewie" nie zapowiada czegoś intrygująco wesołego?), odkrywając ogromne poczucie humoru narratorki, świetne spostrzeżenia i to przeobrażanie się z "rozmyślnie naiwnej" nastolatki w całkiem rozsądną młodą kobietę.
Pewnie jak wiele osób, które przeczytało tę książkę jestem pod jej sporym wrażeniem. Z nostalgią myślę o tych książkach do których nawiązuje (czy to przez sposób pisania czy przez wydarzenia w niej przedstawiane) i odkryłam, że tęsknie za taką literaturą, za takim językiem, za tym klimatem rodem z innej epoki.
"Zdobywam zamek" to klasyka literatury angielskiej, mam nadzieję, że w Polsce wzbudzi też spore zainteresowanie, nie tylko tych osób, które takie klimaty lubią, ale też choćby nawet nastolatek, które mogłyby się oderwać od komputera i rozsmakować w czymś zupełnie innym, niż to co im się serwuje na co dzień. Przeciekawie się  tę książkę czytało podczas podróży w autobusie, gdzie otoczona byłam właśnie młodzieżą, takie zderzenie nastoletniej Cassandry z nastoletnimi dziewczynami wiszącymi na komórkach i tabletach, uwierzcie mi, dało mi dużo do myślenia. 
"Zdobywam zamek" w mojej prywatnej ocenie zasłużył na *****5*****. Spróbuję zachęcić pewną nastolatkę do przeczytania go, bo jestem tak bardzo ciekawa jej opinii o nim, że aż mnie trzęsie.

D. Smith, "Zdobywam zamek", Wyd. Świat Książki, Warszawa 2013, s. 351


8 komentarzy:

  1. Bardzo mnie zainteresowałaś. Książka wydaje się być super, ale dodatkowo recenzja bardzo na plus :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafiam na same pozytywne recenzje tej powieści, co potęguje moją ciekawość. Zazdroszczę tej nastolatce, której chcesz podrzucić "Zdobywam zamek"... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nastolatki, a na pewno nastolatków ciężko przekonać do większości rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli będę miała okazję to przeczytam. Ale nie będę szukać tej książki na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe, nie powiem że nie. A jednak coś sprawia, że nie mam ochoty na tą książkę. Ciekawi mnie jedynie ten klimat, który tak Cię oczarował.

    OdpowiedzUsuń
  6. "jest macocha - wcale nie wredna" - To dobrze, bardzo nie lubię - jakże krzywdzącego! - stereotypu złej macochy. Powieść zapowiada się nieźle, pierwsze zdanie brzmi prawie jak jedno z tych, które sama zapisywałam kiedyś w pamiętnikach (a i teraz się zdarza). Ale ja siedziałam na ulubionym drzewie w ogrodzie albo na pralce. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka może być ciekawa, zainteresowałaś mnie tą powieścią. Będę ją miała na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Co potwierdza moją teorię, że miłośnikom powieści typu "Duma i Uprzedzenie", "Zdobywam zamek" spodobałoby się dużo bardziej niż mnie ;). Ale i tak dobrze się przy tej książce bawiłam :).

    Z tyłu okładki była taka ciekawa opinia przyrównująca tę powieść do rzeźby - "im dłużej się patrzy, tym więcej się dostrzega". W tym przypadku zgadzam się z nią całkowicie ;).

    // "dziwaczeje" to delikatnie powiedziane ;)

    http://zakamarek2013.blogspot.com/2013/12/zdobywam-zamek-i-corka-tatarskiego-chana.html

    OdpowiedzUsuń