niedziela, 22 września 2013

"Trzy dziewczyny, trzy randki, trzy łóżka" Ewa Rajter


Doczytałam, bo jak może niektórzy ( Ci, którzy mojego FB nie lubią jeszcze lub tak w ogóle) nie wiedzą wahałam się mocno czy książkę doczytać do końca, po tym jak zostało mi jeszcze sto z trzystu stron czegoś co najwyraźniej kompletnie nie dla mnie jednak jest. Jednak doczytałam i przekonałam się, że tego typu książki nie dla mnie.
Jakiego typu? Typu erotycznego. Od razu zaznaczę, że ten typ sama sobie tak nazwałam.
Cóż...nie dla mnie Grey'e, Crossy i inne takie twory. To w sumie już wiedziałam. Dlaczego więc postanowiłam przeczytać książkę, która reklamowana jest jako prowokacyjna, erotyczna i niegrzeczna komedia? Właśnie przez słowo - komedia. Jakoś tak liczyłam na to, że te erotyczne wątki będą traktowane z humorem, te prowokacyjne momenty będą mnie zaskakiwały i może nawet momentami oburzały, ale coś wniosą do mego żywota. A niestety mimo iż było iście erotycznie, niby prowokacyjnie i niegrzecznie, to niestety nie wiem o czym tak naprawdę ta książka jest.
Mamy trzy dziewczyny- przyjaciółki, z Warszawy, singielki (ach, cóż za "cudna" nazwa), wyzwolone, spełniające się we współczesnych realiach wielkiego miasta. Są i tytułowe trzy randki - zasada, którą sobie owe przyjaciółki wymyślają. Otóż mogą do swojego łóżka (choć nie tylko łóżka, dziewczyny nie ograniczają się, a co!) jednego mężczyznę wpuścić tylko trzy razy. Potem, by się nie zakochać, nie wystawić na zranienie, nie dać uwiązać sidłom miłości czy czegokolwiek tam, muszą łóżkowego delikwenta spławić. Tudzież...podesłać przyjaciółce. Bo wymiana partnerami też w sumie wchodzi w grę. Tylko czy zawsze? Czy reguły wymyślone przez te wyzwolone panie zawsze się sprawdzają, czy są od nich wyjątki? Czy nasze bohaterki same mogą o wszystkim decydować?
Ewa Rajter chyba książką tą chciała udowodnić, że nie zawsze. Choć w sumie nie ukrywam, że średnio wiem co autorka przez tę książkę chciała przekazać. Niestety mam wrażenie, że "Trzy dziewczyny, trzy randki, trzy łóżka" to książka, która powstała na fali popularności książek erotycznych, a szkoda, bo ja osobiście mam powoli dosyć tego, że co druga książka właśnie seksem opływa. Owszem, takie książki istniały zawsze - harlequiny moi drodzy to nic innego niż to czym jesteśmy ostatnio masowo zasypywani. Tylko do czytania harlequinów niewiele osób jawnie się przyznaje (tak, ja czytałam, jako nastolatkę fascynowały mnie bardzo), a czytanie wspomnianych wyżej Greyów itp. jest powoli jakimś trendem.
Stąd pewnie i ta książka, co prawda pewnie z założenia mająca być czymś trochę ciekawszym, jednak uwierzcie mi niczego ciekawego do mojego życia nie wniosła. Bo ani się dobrze nie bawiłam czytając o tym jak tytułowe trzy dziewczyny traktują mężczyzn, jak traktują seks w ogóle, jak żyją i jak to biorą sprawy w swoje ręce, zamiast wzdychać i narażać się na rozczarowania. Może przez to, że niestety kompletnie nie identyfikuję się z wyznawanymi przez bohaterki zasadami, a może przez to, że wszystko to grubymi nićmi było według mnie szyte, a jakby tak człowiek mocniej szarpnął, to nici te puściłyby od razu. Jednak nie chciałabym, żeby współczesne kobiety były takie jak bohaterki tej książki. Owszem nie mam nic przeciwko wyzwoleniu, życiu na własną rękę, wyznawaniu swoich zasad, czy to dotyczących seksu, czy innych tematów często kontrowersyjnych, ale...
Ale bohaterki pani Rajter nie robią nic z czym chciałabym być kojarzona jako współczesna młoda kobieta, nota bene żyjąca w "wielkim mieście".
Nie skleiło mi się więc to wszystko w przynajmniej dobrą całość. Książkę odebrałam raczej smutno, a nastawiałam się na komedię. A między dialogami, które niby miały być fascynujące/szokujące, raczej widziałam samotność i smutek.
No i niestety wcale nie było tak jak z okładki zapowiadała to pani Anna Wendzikowska, że nie będę w stanie oderwać się od lektury. Oj, oderwać się od niej chciałam bardzo, więc czytałam przed snem, w łóżku, zasypiając po kilku stronach. I niestety nie miałam po niej nawet dobrych snów..., ani tych erotycznych....
Z ogromną przykrością stawiam **2**, bo książkę tę wydało jedno z moich ulubionych Wydawnictw. Cóż, muszę jednak ostrożniej wybierać to co biorę do czytania. Komedia w opisie nie zawsze komedią jest. A przynajmniej nie zawsze jest taką komedią jaką sobie wyobrażałam.

E. Rajter, "Trzy dziewczyny, trzy randki, trzy łóżka", Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2013, s. 302

10 komentarzy:

  1. Raczej podziękuję za tę lekturę

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja miałam podobne odczucia po "W pogoni za Harrym Winstonem" - nie wiadomo, co to, po co to, o czym to, i jeszcze jakieś takie to wszystko drewniane i sztuczne. No, ale na czytelnicze doświadczenia składają się również słabe książki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ufff, długo zastanawiałam się nad wyborem tej książki... Ciężko było znaleźć opinie i ostatecznie zrezygnowałam. Chyba dobrze zrobiłam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najpierw muszę przeczytać Greya, a wszystkie klony później.

    OdpowiedzUsuń
  5. po Grey mam uraz po tej tandetnej książce, więc kolejne propozycje o podobnej tematyce póki, co sobie odpuszczę :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Po tej recenzji nie wiem czy sięgnę po tę pozycję...

    OdpowiedzUsuń
  7. :/ Najgorzej tak się zawieść... Po książkę nie sięgnę...

    OdpowiedzUsuń
  8. A szkoda, zamierzałam zakupić :/
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja na dniach wrzucę swoją recenzję Trzech dziewczyn (...) i będziemy mogły skonfrontować opinie ;D

    OdpowiedzUsuń