niedziela, 11 sierpnia 2013

"Whitney, którą znałem" Bebe Winans


Standardowo pierwsze co mi się nasuwa, gdy myślę o Whitney Houston to, to że chyba nie ma osoby, która by o niej choć raz nie słyszała. O tak kultowych piosenkarkach nie sposób nie słyszeć. Ich muzyka rozbrzmiewa w każdym radio, ich twarze zdobią okładki najpoczytniejszych czasopism, a ich fani liczeni są w setkach tysięcy. Whitney Houston zna więc chyba każdy.
Choć zna to takie dziwne słowo. Czy tak naprawdę znaliśmy Whitney Houston? Nie. Zdecydowanie nie.
Znaliśmy owszem utwory, które śpiewała, znaliśmy plotki na jej temat, znaliśmy jakieś fragmenty z jej życia, dostępne publicznie.
Jednak jaka naprawdę była owa słynna piosenkarka wiedzą tylko jej najbliżsi. Między innymi zalicza się do nich Bebe Winans, długoletni przyjaciel piosenkarki. I to nam w swojej książce stara się udowodnić. Stara się przekonać nas, że to co wiedzieliśmy o Whitney to tylko ułamek tego kim tak naprawdę była Whitney i jaka była.
Przekonuje nas do tego opisując Whitney swoimi oczami, przytaczając nieznane dotąd fakty na jej temat, wyjaśnia niektóre jej zachowania, jakby momentami nam ją tłumaczy. Lecz przede wszystkim pisze o tym jaka relacja łączyła go z piosenkarką. I tego było jak dla mnie za dużo. Za dużo Bebe, w książce o Whitney. Za mało Whitney w książce niby o niej.
Niemniej Winans opowiada o Houston z takim ciepłem, z taką miłością, że najwyraźniej jego relacja z piosenkarką była dla niego tak ważna, że nie może zrobić tego inaczej. Bo pisze o wszystkim co łączyło go z nią, o wszystkich uczuciach jakie w nim wywoływała, o tym jak ją odbierał i kim dla niego była. Przede wszystkim przyjaciółką. Kimś kogo kochał jak swoją rodzinę. Kimś po stracie kogo bardzo ciężko jest się podnieść. Ta książka miała (jak wysłuchałam w jakimś wywiadzie z autorem) być jakby terapią dla niego, po śmierci Whitney. Chciał tą książką jakby oddać hołd swojej przyjaciółce i według mnie nadać jej bardziej człowieczego, a nie gwiazdorskiego statutu. Bo przecież Whitney nie była tylko gwiazdą estrady, przede wszystkim była człowiekiem. Z zaletami  i wadami. Człowiekiem takim jak my wszyscy, jednak prześwietlanym i opisywanym trylion razy bardziej niż my. Tak jak my popełniała błędy, tak jak my miała gorsze momenty w życiu, humory, lęki. Bebe Winans opisuje to wszystko i stara się nam przybliżyć Whitney jako człowieka.
I choć jak pisałam wyżej za dużo w tej książce wzmianek o jej autorze, to i tak odebrałam ją dosyć dobrze. Traktuję ją jako faktyczną terapię dla jej autora, wierzę lub chcę wierzyć, że napisał ją z myślą o dobru sławnej piosenkarki, a nie zarabianiu na jej nazwisku pieniędzy.
Bo wiarę w drugiego człowieka warto mieć, nie warto jej zaprzepaszczać.
Nie wiem tylko czy nazwałabym tę książkę biografią, są to raczej wspomnienia autora o jego przyjaciółce, którą wydawało się nam wszystkim, że znamy. A jak pisałam wyżej - znamy - to za dużo powiedziane, raczej mogliśmy cieszyć się darem jaki dostała od Boga i tym jak go wykorzystywała. A wszelkie skandale i tajemnice wokół niej i tak są już nie ważne, więc nie ma ich co roztrząsać. Wydaje mi się, że lepiej pamiętać o blaskach, a o cieniach, które gdzieś tam były lepiej zapomnieć.

Ciężko ocenia się czyjeś wspomnienia, czyjeś myśli na temat  bliskiej mu osoby, jednak ocenę wystawię książce, nie wspomnieniom w niej opisanym. "Whitney, którą znałem" do mnie przemówiła na ****4****, bo owszem czytałam chętnie, lecz to chyba nie do końca było to czego się spodziewałam i czego oczekiwałam po tej publikacji. Było dobrze, lecz bez rewelacji.


B. Winans, "Whitney, którą znałem", Wyd. Anakonda, Warszawa 2012, s. 232

10 komentarzy:

  1. Książka wydaje się ciekawa, jednak, hmmm, nie w moim stylu, nie przepadam za książkami, które stworzone są na podstawie wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdecydowanie książka- wspomnienie, ale sporo w niej też faktów o Whitney

      Usuń
  2. Matko, ja w ogóle zapomniałam, że ona umarła, powinnam więcej czasu spędzać przed telewizorem najwyraźniej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee nie, nie tylko w tv o tym można było usyszeć

      Usuń
  3. lubię biografie, poznajemy niby znaną, popularną osobę z zupełnie innej strony ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj poznajemy piosenkarkę od takiej bardziej ludzkiej strony, choć dla mnie i tak było tego za mało

      Usuń
  4. Tak, faktycznie trudno ocenia się czyjeś wspomnienia... Chyba nie da się ich tak naprawdę ocenić. Przeczytałabym tę książkę tylko i wyłącznie ze względu na szacunek do piosenkarki, ale do końca nie jestem przekonana czy warto. Z drugiej strony lepiej jak sama się o tym przekonam, niż jeśli w ogóle po książkę nie sięgnę. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja myślę, że warto po tę książkę sięgnąć choćby po to, aby dowiedzieć się kilku rzeczy o Whitney, gdyż jest to kobieta warta uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak, a poza tym witam wśród obserwatorów bloga, pozdrawiam ciepło

      Usuń