wtorek, 27 sierpnia 2013

"Ania z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery


Lato. Wakacje. Słońce, zazwyczaj piękna pogoda, czasem deszcz, ale taki jaki niemal każdy lubi - przynoszący orzeźwienie po upałach. Sporo wolnego czasu, relaks, swoboda.
W końcu możemy robić to na co mamy ochotę. Na co ja miałam zazwyczaj (i w sumie nadal mam) ochotę w trakcie wakacji najbardziej? Na swobodne czytanie! Właściwie każde moje dotychczasowe wakacje spędziłam z nosem w ciekawej książce (oczywiście nie tylko czytałam, czas wtedy bowiem mamy na wszystko!).
Jako dziecko wakacje spędzałam czytając. Z łezką w oku wspominam moje wspólne czytanie z moją dawną przyjaciółką - to chyba jedno z moich najmilszych naszych wspomnień, aż mi tęskno do tego -  wspólne wypady do wsiowej biblioteki, w której między regałami zaśmiewałyśmy się (właściwie nawet już nie pamiętam z czego) do bólu brzucha, taszczenie tych wszystkich tomiszczy do domu, planowanie co najpierw czytamy i dzielenie się wrażeniami z lektury. Chwile które na zawsze już we mnie pozostaną. I uwierzcie mi, że gdybym mogła to dziś powtórzyć - klimat wspólnego czytania, dzielenie się tym jakże przyjemnym momentem w życiu - nawet minuty bym się nie zastanawiała.

Zatem lato i wakacje najbardziej kojarzą mi się z czytaniem. Z letnim czytaniem zaś najbardziej kojarzy mi się Lucy Maud Montgomery i oczywiście jej "Ania z Zielonego Wzgórza".
To książka do której jako dziecko i potem nastolatka co jakiś czas wracałam. Zazwyczaj właśnie w wakacje. Oczywiście wracałam też do kolejnych części, ale dziś napisać Wam coś chcę o samej "Ani z Zielonego Wzgórza", a właściwie o jej nowym wydaniu.
Stosunkowo niedawno, bo jakiś rok temu moją uwagę, podczas przechadzania się między stoiskami w trakcie Targów Książki w Krakowie, przykuła przepiękna okładka. Ruda, piegowata buzia. Zielone oczy paczące na mnie tak jak tylko mogłaby patrzeć Ania z Zielonego Wzgórza. Bo to i ona na mnie patrzyła!
"Ania z Zielonego Wzgórza" została wydana na nowo przez Wydawnictwo Skrzat.
Oj moi drodzy - to wydanie musiałam mieć. I mam. I zostawiłam sobie je właśnie na wakacyjne czytanie. Niespieszne, delektujące się każdym zdaniem jak cukierkiem przypominającym smak dzieciństwa.
Bo tak się czułam, jakbym niemalże dotykała swoich własnych wspomnień. Jakbym cofała się w czasie i strona po stronie odnajdywała siebie dwunasto, trzynastoletnią, pełną nadziei, wiary w rzeczy, które miały się dopiero wydarzyć, przeżywającą historię Ani od nowa, przypominając sobie przy tym historię swoją własną. Bo przecież tak jest, że identyfikujemy się z naszym bohaterem, więc i ja jako nastolatka gdzieś tam się z Anią identyfikowałam.
O treści mojej ukochanej książki nie będę Wam nic pisać. Chyba nie ma osoby, która by tej treści nie znała! Czy przekład jest ten sam, którym zaczytywałam się w dzieciństwie? Nie wiem, bo starszego egzemplarza nie posiadam więc porównać nie mogłam niestety. Jednak czytało się tak samo mam wrażenie dobrze, choć patrząc na Anię już z trochę innej perspektywy, to i tak przeżywając jej przygody z równie wielkim zaangażowaniem i z równie wielką radością. Zatem, że treścią oczarowana nadal jestem - to już wiecie.
Napiszę Wam jeszcze tylko o tym, że jestem oczarowana także wydaniem! Twarda oprawa! Spory format, świetny papier. A szata graficzna rewelacyjna  - piękne ilustracje, po prostu urocze, delikatne, ale dobrze oddające ducha książki. Bardzo to wszystko klimatycznie wygląda, jakoś tak zachęca do zatrzymania się nad tą książką, a uwierzcie mi jak się już nad nią zatrzymacie to jesteście straceni - będziecie czuli, że musicie ją mieć. Taką książkę warto mieć.
Warto kupić dla siebie, dla bliskich, dla tych, których chcemy zarazić magią Zielonego Wzgórza.
A że zarażać tym warto to gorąco polecam i oceniam na ******6******.
Dodam jeszcze, że ponoć (tak przynajmniej wyczytałam na stronie Wydawnictwa Skrzat) jesienią ma ukazać się "Ania z Avonlea" - słyszycie jak piszczę z radości????? Ktoś piszczy ze mną????

L.M.Montgomery, "Ania z Zielonego Wzgórza", Wyd. Skrzat, Kraków 2012, s. 368

38 komentarzy:

  1. Twoje wspomnienia pozwoliły mi sięgnąć do moich własnych. Na każdym etapie swojego życia miałam przy boku kogoś, z kim uwielbiałam buszować między półkami w bibliotece i z kim dzieliłam się wrażeniami z przeczytanych lektur. Był taki czas, kiedy w latach gimnazjalnych odstawałam od koleżanek, które zamiast czytać, wolały chodzić na dyskoteki, ale wtedy znalazłam sobie męskiego współtowarzysza bibliotecznych wypraw i do dziś bardzo miło wspominam nasze wspólne zaczytywanie się w "Harry'ego Pottera" na szkolnym korytarzu :) Masz rację, to jest coś, czego się nie zapomina i do czego chciałoby się wrócić...

    A co do Ani - faktycznie ani jej, ani jej przygód nie trzeba przedstawiać. Mam nadzieję, że nowe wydania pozwolą kolejnemu pokoleniu poznawać jej losy. Bo warto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) powiem Ci nawet, że tęsknię za taką przyjaciółką, z którą mogłabym po prostu w jednym pokoju poczytać książkę, w ciszy, słysząc tylko szelest przewracanych kartek.
      Owszem czytam dużo z mężem, ale to tak trochę inaczej - choć też to uwielbiam, nasze wspólne książkowanie:)

      Usuń
  2. Aż wstyd się przyznać, ale nie czytałam "Ani...". Jak tylko natrafi się okazja, od razu nadrobię zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu nadrabiaj, jak najszybciej! :)

      Usuń
  3. O! A ja też właśnie po wspomnieniowej wyprawie do Avonlea, tylko z audiobookiem. :) Bardzo jestem ciekawa tego Skrzatowego wydania Ani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. według mnie jest piękne! a na Avonlea się już doczekać nie moge, choć ja raczej skorzystam z wersji papierowej:) jako z audiobookami mi nie pod drodze

      Usuń
  4. Uwielbiam Anię z Zielonego Wzgórza : )

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam w domu ładne wydanie, choć nie to, ale - wstyd się przyznać - nie czytałam. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to rachu ciachu i nadrabiaj!!!!!

      Usuń
  6. Wstyd przyznać, ale Ani nigdy nie czytałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jednym słowem : przeczytaj, drugim słowem: warto:)

      Usuń
  7. Bardzo miłe wspomnienie dzieciństwa :) Choć ja osobiście bardziej lubiłam "Dzieci z Bullerbyn" niż "Anię z Zielonego wzgórza". A jednak przeczytałam ją dwa razy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obie książki wręcz mogę powiedzieć, że kocham, "Dzieci z Bullerbyn" przeczytałam wcześniej, potem zaczytywałam się z innych książkach Astrid, a potem przyszła Montogomery, Musierowicz i czas dojrzewania....:) jednym słowem lektury rozwijały się razem ze mną:)

      Usuń
  8. Och, ale mi ciepło koło serducha! Tyle miłych wspomnień! Ta nowa wersja Ani "przyfrunęła" do mnie dwa dni temu. Cieszę się, że tak pozytywnie ją oceniasz, bo upewnia mnie to w przekonaniu, że to będzie niezwykle miły powrót do wspomnień z dzieciństwa.
    Ja też z wychowu Dzieci z Bullerbyn/Anie/Musierowicz ;-) Rozumiem więc dzisiejsze achy i ochy. Poza tym książka rzeczywiście prześlicznie wydana. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) oj uwierz mi to naprawdę będzie przemiły powrót do dzieciństwa:) a czuję, że książkowo miałyśmy bardzo dzieciństwo podobne:) co cieszy bardzo!

      Usuń
    2. Wierzę, wierzę ;-) I jeszcze jestem ciekawa nowego tłumaczenia ;-)

      Usuń
    3. no ja właśnie średnio potrafiłam porównać do tłumaczenia z mojej pierwszej "Ani...", więc chętnie poczytam o tym u Ciebie:) czekam więc niecierpliwie!

      Usuń
  9. Przeczytałam całą serię... pochłonęłam... pokochałam. To wydanie muszę mieć, chciałabym je kiedyś dać mojej córce.
    Zazdroszczę Ci tych wspomnień czytelniczych, nie dziwię się, że tak je pielęgnujesz. W moim otoczeniu to tylko mama i babcia lubiły czytać i raczej teraz wymieniamy się wrażeniami i książkami. Jako dziecko byłam raczej osamotniona w swoich czytelniczych zmaganiach. Pomijając wypady z mamą do biblioteki^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli w końcu będę miała córkę to chyba będzie to jedna z pierwszych książek do których będę ją namawiała:)
      z mamą też się świetnie czyta:) myślę, że swoje doświadczenia przekażemy dalej, prawda? nasze córki/synowie bez książek na pewno nie wyrosną:)

      Usuń
  10. Ania ceka na mnie od jakiegoś czasu na półce, niedługo już przeczytam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czytaj, czytaj! to książka-klasyk!

      Usuń
  11. Ania z zielonego wzgórza. Klasyka. :) Moja mama uzbierała całą kolekcję, a ja przeczytałam zaraz po niej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie marzy się właśnie cała kolekcja, by kiedyś przekazać ją swojemu dziecku:)

      Usuń
  12. dawne to czasy, kiedy ja ją czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no u mnie od ostatniego razu z Anią:) minęło też sporo czasu (kilkanaście dobrych lat), jakoś częściej zdarza mi się wracać do Musierowicz, ale...właśnie dzięki Wydawnictwu Skrzat i wznowieniu tej książki - mogłam się poczuć jakbym czytała ją od nowa:)

      Usuń
  13. czytałam ją wiele razy i jeszcze nie raz będę do niej wracać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też, ja też:) to taka książka, że nie sposób o niej zapomnieć! :D

      Usuń
  14. Ania z Zielonego Wzgórza kojarzy mi się z dzieciństwem i ze szkołą i z pierwszymi łzami, jakie wylałam nad książką.. ach <3 :[

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny blog, z przyjemnością się czyta i zostaję z pewnością na dłużej ♥
    Obserwujemy? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Witaj, bloga dodałem do obserwowanych, zapraszam do siebie na imperium lektur :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja uwielbiam ten film:D ksiązek szczerze mówiąc nie czytałam ale film jest w mojej głowie i zawsze chętnie go oglądam:)

    OdpowiedzUsuń
  18. tak dawno nie czytałam...Muszę sobie koniecznie przypomnieć. Ania to była konkretna postać, pamiętam że bardzo mi imponowała :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo lubię serię o Ani, ale akurat pierwsza część zawsze podobała mi się najmniej - te wszystkie okropne monologi oraz kompromitujące wpadki gadatliwej małej dziewczynki :) Książkę, jak dla mnie, ratuje Maryla (bardzo dobry portret psychologiczny). W kolejnych książkach z serii Ania jest dojrzalsza i uczestniczy w "dorosłych" interakcjach oraz dramatach - już w dzieciństwie wydawało mi się to ciekawsze :) Tym niemniej to cudnie, że czytelniczki nadal doceniają twórczość pani Montgomery!

    OdpowiedzUsuń
  20. Nigdy nie udało mi się tej książki przeczytać i pewnie zrobie to dopiero jak już będę baaaardzo stara :D
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie - blog uzupełniam o vlogi :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam anię, mam serię w starym wydaniu. A wydanie wydawnictwa Skrzat powala, ehh żeby wpadła w moje ręce. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń