środa, 3 lipca 2013

"Zagubione szczęście" Tom Winter

Czy pamiętacie jak to było pisać list? Ten papierowy, nie elektroniczny. A może nadal się Wam to zdarza? Ja przyznam się, że niestety już bardzo dawno mi się to nie zdarzyło, a szkoda!
Uczucie pisania listu uwielbiałam, przelewanie myśli na papier, wkładanie ich do koperty, zaklejanie i posyłanie części siebie w świat, często do rąk kogoś nam bliskiego - jednym słowem: magia.
Tak samo było z otwieraniem otrzymanego listu, z tą niecierpliwością - cóż tam znajdę, cóż napisał/napisała...
Zdarzało mi się pisać ogromnie dużo listów, do koleżanek, do przyszłego męża (do dziś je mam), a nawet do nieznajomych - bo do dziś pamiętam, jak czytywałam rubrykę w jakiejś tam gazecie dla nastolatków: "Napisz do mnie" i wybierałam osobę, która wydawało mi się najmilsza.
Tylko, że na moich kopertach zawsze widniały dane adresata. Na listach pisanych przez Carol - bohaterkę książki, adresata brak.
Jednak jej listy trafiają do kogoś. Tym kimś jest Albert.
"Zagubione szczęście" to moi drodzy nie jest historia miłosna, jak przed rozpoczęciem czytania myślałam, ułożyłam sobie bowiem w głowie takie wyobrażenie tej książki - nieszczęśliwa Carol pisze listy, które trafiają do Alberta, ten się w niej zakochuje, odszukuje ją, ona zakochuje się w nim
i żyją długo i szczęśliwie.
Wgłębiając się w "Zagubione szczęście" musiała kompletnie wykasować sobie moje wyobrażenia  Bo owszem Carol jest nieszczęśliwa - ale ma do tego jak najbardziej prawo, nie jest to cierpienie zblazowanej kury domowej, której znudziło się dotychczasowe życie. Carol to kobieta, która nie czuje się szczęśliwa w swoim małżeństwie, nie czuje się też zbyt dobrze w swoim macierzyństwie, jej przyjaźnie też nie nasuwają mi skojarzeń z tymi, jakie ja sama bym mieć chciała. Poznajemy Carol w momencie, gdy chce opuścić swojego męża. Jednak nie jest to proste, zwłaszcza, że zamiast powiedzieć o tym mężowi, Carol dowiaduje się, że ów ma raka. Jak zatem ma zachować się Carol?
Z kolei Albert to starszy człowiek, który ma za chwilę odejść z pracy na poczcie, na emeryturę. Albert ma w swoim życiu już tylko starą kotkę. Czuje się bardzo samotny i nieszczęśliwy. Boi się nadchodzącej emerytury.
Tych dwoje łączy kawałek papieru, zapisany słowami pełnymi żalu, słowami, które Carol napisała do nikogo. Po prostu. Wysłała list, bez adresata. List, który znalazł się w rękach Alberta, który on przeczytał i który powoli zaczął odmieniać jego życie.
Jak ta historia się dalej potoczy... przeczytajcie. Nie jest to historia banalna, ale nie jest to też historia nad wyraz wymyślna. Tom Winter tak zbudował swoich bohaterów, że wzbudzili oni moją sympatię, współczułam im, starałam się ich zrozumieć. Jestem też w lekkim szoku, że wydaje mi się dosyć młody autor, potrafił tak dobrze oddać uczucia kobiety po czterdziestce i starszego, samotnego mężczyzny. Może przez to miałam wrażenie, że to z jednej strony bardzo realistyczna książka, z drugiej jakby trochę naciągnięta - ale przecież takie są książki, nie zawsze muszą być realne do bólu, przewidywalne i napisane według naszego planu na nie.
"Zagubione szczęście" to książka o odnajdywaniu szczęścia, ale nie takiego z historii miłosnych, z happy endem. Choć owszem happy end i tu mamy - jak dla mnie zdecydowanie za szybko opisany, mógłby być bardziej szczegółowo potraktowany.
Zatem jak widzicie nie ma się co nastawiać na tandetny romans, spodziewajcie się raczej książki, która wzbudza emocje - niekoniecznie tylko te dobre, sporo w niej też melancholii, sporo nieszczęścia, zadumy. To książka, którą trzeba przemyśleć, nie gubiąc wątków pobocznych, które też są tu niezmiernie ważne. Nie oceniając ani Carol, ani Alberta. Towarzysząc im w ich życiu, które może się uda odmienić, a może spróbować się odnaleźć w nim takim jakie jest.

"Zagubione szczęście" to debiut literacki autora, i zgadzam się z opisem na okładce, że to debiut, który podbił serca czytelników. Moje podbił, na ******6******.  Mam nadzieję, że autor postanowi jeszcze nie raz czytelników zaskoczyć dobrą prozą, która wzrusza, denerwuje, zatrzymuje choćby na chwilę nad losem bohaterów. Skłaniając nas do przemyśleń nad naszym własnym, nieliterackim życiem.

Ps. Tak już kompletnie poza opinią, jak Wam się podoba nowy wygląd bloga? Może podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami? Podoba się /nie podoba? Piszcie! Dajcie znać, że czytacie! :)

T. Winter, "Zagubione szczęście", Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2013, s. 287

10 komentarzy:

  1. Bardzo mi się nowy wystrój podoba :) Oj ja mam mnóstwo listów, które pisałam namiętnie jeszcze kiedy byłam nastolatką (tzn mam te , które dostałam w odpowiedzi:) Szkoda, że takich listów się już nie pisze.. Super recenzja, fabuła książki podoba mi się. Wcześniej już o niej słyszałam, więc myślę, że i w mojej biblioteczce się ona pojawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się bardzo:) a książkę polecam, jeśli Cię fabuła interesuje:)

      Usuń
  2. Bardzo zaciekawiłaś mnie tą recenzją :). Sama nie wiem jak znalazłam się na Twoim blogu,ale po przejrzeniu paru wpisów bardzo mnie zaciekawił :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zatem witam serdecznie u mnie i zapraszam do częstego czytania:) pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  3. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale po przeczytaniu Twojej recenzji mam ochotę sięgnąć po nią w najbliższym czasie :) Żałuję, że nie mam zachowanych żadnych listów i że teraz również ich nie piszę... wkradła się nutka melancholii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisanie listów to była dla mnie straszna frajda wręcz nałóg, tez to wspominam z melancholiom... Ale fajnie że powstają książki w których bohaterowie piszą listy

      Usuń
  4. Kusząca recenzja! Nie wiedziałam, że istnieje taka książka. To właśnie mają do siebie debiuty, że o nich nie słyszę.
    Co do listów..jakoś byłam za mała, gdy ludzie je pisali, a teraz już nikt tego nie robi,a szkoda.
    Hmm.. co do wyglądu blogu nie mam z czym go porównywać, ale myślę, że jest ładnie i przejrzyście tak jak lubię najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żebyś wiedziała że szkoda, ja pisanie listów uwielbiałam! Ta książka jak na debiut jest nad wyraz dobra, chętnie przeczytam coś autora, jeśli coś napisze i pojawi się to w Polsce, a tak poza tym to pozdrawiam i witam u mnie!

      Usuń