środa, 31 lipca 2013

"Szamanka na szpilkach" Anna Hunt


"Szamanka na szpilkach" rozczarowała mnie całkowicie. Dawno już tak nie miałam, żeby nie znaleźć choć paru dobrych słów na temat przeczytanej książki. Tym razem nie dość, że dobrych słów nie mam, to na usta cisną mi się raczej same złe.
Zaczęłam ją czytać w trakcie podróży do Pragi (skończyłam w hotelu, zmuszając się do tego okropnie), nie cierpię jeździć busami więc musiałam zająć czymś swoją głowę. Stwierdziłam, że ta książka będzie na podróż idealna, w końcu sama jest o podróży, o odnajdywaniu siebie w podróży właśnie i zmianach jakie ta podróż w życiu głównej bohaterki przynosi.
I tu się zaczynają schody moi mili, bo właśnie głównej bohaterki znieść  nie mogłam! Jeszcze na samym początku wydawało mi się, że jest całkiem ok. Młoda, odnosząca sukcesy dziennikarka,
z odnoszącym jeszcze większe sukcesy chłopakiem, mieszkająca w Londynie, raczej nie biedna, zaczyna czuć potrzebę zmiany. Jeszcze nie wie jakiej zmiany, lecz czuje ją ewidentnie.
Postanawia udać się w podróż. Nie taką all inclusive, z leżakami na plaży i drinkami z palemką.
Nie, Anna - bo takie imię nosi główna bohaterka, wymęczona luksusem, postanawia wybrać się do Peru, z daleka od cywilizacji, ba, postanawia wziąć udział w szamańskich warsztatach.
I niby nic dziwnego, przecież każdy ma prawo zapragnąć zmian, wybrać się w totalną głuszę, by odnaleźć to co nas uszczęśliwi. Co mnie w tym więc dziwi, tudzież drażni? Podejście Anny. Bo jak na początku pisałam, że istniała szansa, że ją polubię, to ze strony na stronę Anna przyprawiała mnie o mdłości. Dlaczego?
Po prostu czytając o Annie, miałam wrażenie, jakby była przeźroczysta. Jakby jej w niej nie było. Wyprana z charakteru, enigmatyczna i nudna do granic możliwości. Przez większość książki sama nie wie czego chce, niby coś robi, ale właściwie nie wiem dlaczego to robi. Do tego szaleńczo wpatrzona w swojego mistrza szamanizmu - zachowuje się wręcz jak nastoletnia (nie obrażając nastolatek, takie ich w tym wieku prawo) dziewczyna, szalejąca na punkcie starszego od niej o cztery lata kolegi. Wszystko to było tak dziwne, że nie potrafiłam wczuć się w nastrój opowiadanej historii i poczuć jej klimat - bo niewątpliwie tego oczekiwałam.
Klimatu. Pełną parą. Bo przecież to książka o Peru, o egzotyce, o tajemniczych szamańskich obrzędach. Wydawało mi się, że będzie to też książka o emocjach, o których czytanie będzie wywoływało emocje w czytelniku. Nie, emocji we mnie, jak i w bohaterce nie było żadnych.
A nawet jeśli się pojawiły to były jakieś takie nieadekwatne. Dziwna ta książka. Poruszająca taki ciekawy temat, lecz nie wyczerpująca go chociażby w trzydziestu procentach.
Denerwowało mnie zatem podejście bohaterki, denerwowała mnie nie raz absurdalność sytuacji, denerwowało mnie więc samo czytanie. A tego nie lubię! Nie lubię jak czytając same złe słowa mi się na usta cisną..., jak mam ochotę książkę/czytnik porzucić. Jak mam ochotę czytając krzyczeć z angielska "NOOOO!".
A jak czegoś nie lubię to oceniam to na *1* i nie polecam. Rozczarowałam się bardzo, wcale nie dlatego, że oczekiwałam po tej książce czegoś świetnego. Oczekiwałam po prostu lektury, która mnie wciągnie, która zainteresuje mnie krajem w którym toczy się akcja lub chociażby opisywanymi szamańskimi rytuałami. Nie zainteresowała mnie niczym, no może oprócz tego, że czytając ją na czytniku najbardziej byłam zainteresowana tym kiedy osiągnę 100%, czyli kiedy ją skończę.
 A koniec...też rozczarował, bo taki przewidywalny był.

A. Hunt, "Szamanka na szpilkach", Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2013, s. 488

7 komentarzy:

  1. Nie słyszałam o książce, nie mam więc na nią ochoty. I jeszcze ta okropna okładka! Gr...

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda zachodu... Dobrze, że przeczytałam recenzję, teraz wiem, żeby nawet nie szukać. A byłam jej ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Bogu książka jest taka okropna... Okładka jest przerażająca. Dłużej na nią nie będę patrzeć. Gdybym miała ją w pokoju bałabym się zasnąć ;)
    Całe szczęście, że recenzja potwierdza 'straszność' tej książki. Będę ją omijać szerokim łukiem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za recenzję, nie sięgnę po nią:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zgadzam się z Tobą. Co prawda Anna jest płytka, ale książka sama w sobie mnie zachwyciła. A może po prostu trafiła w odpowiednie punkty w odpowiednim czasie... Bohaterka wkurzająca, okładka okropna, ale książka nie jest zła. Ale ilu czytelników, tyle opinii. I choć Twoją rozumiem, to nie spodziewałam się, że może aż tak okropną ocenę dostać :D.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że napisałaś o tej książce. Teraz wiem, żeby jej nie czytać :p A szkoda bo zapowiadał się ciekawie, no może oprócz okładki ;P
    Pozdrawiam
    http://wojna-elfow.blogspot.com
    http://magia-przepowiedni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Kilka razy przymierzałam się do niej w księgarni i chyba dobrze, że jednak jej nie kupiłam.

    OdpowiedzUsuń