piątek, 7 czerwca 2013

"Strasznie trudne wierszyki" Izabela Mikrut


Świeżo przetestowane! Test wyszedł świetnie! Zachwyceni jesteśmy wszyscy - moje świetlicowe dzieciaki i ja ich świetlicowa pani:)
Wybawiliśmy się przy ich pomocy jakąś bitą godzinę, a frajdę przy tym mieliśmy ogromną. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się aż tak pozytywnego odbioru.
Zabawa nasza polegała na tym, że sami próbowaliśmy zmierzyć się z tytułowymi strasznie trudnymi wierszykami. Najpierw słuchaliśmy ich czytanych przez pana Macieja Stuhra - bo do książki dołączona jest płyta-audiobook z interpretacją aktora, następnie oczywiście wierszyk musiałam przeczytać ja - i cóż za radość była, gdy pani się pomyliła podczas czytania. Na końcu chętne dzieciaki mogły się z wierszykiem zmierzyć same. Oczywiście dzieciakom wydawało się, że wierszyki wcale trudne nie są, że na pewno im przeczytanie ich pójdzie o wiele lepiej niż pani.
I cóż..., łatwo nie było! Języki się momentami połamać chciały, momentami "nie wyrabiały na zakrętach" - cytując określenia dzieciaków, momentami to aż oddechu brakowało. Choć fakt, niektórym szło całkiem nieźle.
Jednak przede wszystkim mieliśmy ogromny ubaw ich słuchając, bo z każdy wierszyk to spora dawka dobrego humoru, wzbudzająca śmiech niesłychany. W połączeniu z popełnianymi  w czytaniu błędami efekt był jeszcze zabawniejszy. Bo na przykład zdarzało się, że przez pomyłkę przy czytaniu: rybak wziął na przynętę ryby zamiast robaka, a homar "hąsał" zamiast kąsać. Do tego na końcu każdego wierszyka zaskakiwała puenta, która też wzbudzała ogromną radość. A dzieciaki słuchały uważnie i miałam wrażenie, że każdy z siedemnastu wierszyków interesował je równie mocno.
Myślę, że "Strasznie trudne wierszyki" to świetna książeczka - dla logopedów, dla nauczycieli, a także dla rodziców, których pociechy mają jakieś problemy z mową. Czasem dla dzieci z trudnościami w mówieniu ćwiczenia logopedyczne trochę się nudzą, trochę je męczą, więc jak najbardziej książeczka ta może być ciekawą alternatywą zajęć.
Choć wiem już, że dzieciaki, które problemów z poprawnym mówieniem nie mają, też będą bardzo nimi zainteresowane. Jak pisałam wyżej - sama jestem zaskoczona, że moje świetlicowe dzieciaki, aż tak pozytywnie przyjęły czytanie wierszyków, bo na co dzień raczej wolą książki przygodowe.
Dowodem dla mniej na to największym było to, że po wspólnych zajęciach, gdy książeczka ta powędrowała do naszej świetlicowej biblioteczki, długo na półce nie postała. Dzieciaki były tak nią zainteresowane, że wręcz ustawiła się do niej kolejka, każdy chciał sam od nowa przeczytać wszystkie wierszyki. I pooglądać ilustracje, które są równie zabawne jak treść wierszy.
Zatem świeżo przetestowanej książeczce, po zasięgnięciu opinii testerów stawiam *****5*****
i zachęcam do sięgnięcia po nią każdego, kogo zainteresowały moje słowa.
Zresztą sami posłuchajcie jednego z wierszyków, a jestem przekonana, że już będziecie wiedzieli o czym próbowałam Wam opowiedzieć tym razem, co wzbudziło tak dużą aprobatę i moją, i dzieci w tej niepozornej książeczce. 


I. Mikrut, "Strasznie trudne wierszyki", Wyd. Skrzat, Kraków 2012, s. 36


3 komentarze:

  1. Chwytliwy tytuł + Maciej Stuhr = sukces murowany:)) Fajny i ciekawy pomysł na książeczkę, takich powinno być więcej, żeby zachęcały do czytania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj zachęca, czego dowodem były moje czytające dzieciaki, czytające bez przymusu, po tym jak czytaliśmy wszyscy razem, książka poszła w ruch indywidualnie chyba z jeszcze większym zainteresowaniem:)

      Usuń
  2. Bardzo lubię głos pana Macieja :) Nie mam dzieci, ale jak sie doczekam, to na pewno będę pamiętała o tych wierszykach :)
    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń