wtorek, 7 maja 2013

"Utracona córka" Lucy Ferriss


Każdy z nas ma coś do ukrycia, mniejszego, większego... coś czego się wstydzi, o czym niejednokrotnie sam chciałby zapomnieć. Choć nie każdy już pewnie ma do ukrycia coś tak strasznego jak główna bohaterka stworzona przez Lucy Ferriss.
Coś co wszelkie tajemnice kładzie na łopatki. I jak już sam tytuł wskazuje, chodzi tu o "Utraconą córkę". Brook O'Connor skrywa swą tajemnicę od piętnastu lat. W tym czasie założyła normalną rodzinę, ułożyła sobie życie jak niemal każda kobieta w jej wieku, jest żoną, matką, solidną pracownicą. Jej życie wydaje się być szczęśliwe, a sama Brook spełniona. Jednak to tylko pozory, bo życie Brook naznaczone jest cieniem tego co razem ze swoim ówczesnym chłopakiem zrobiła owych piętnaście lat temu. Coś co nie pozwala jej na spokojne życie, na kompletne oddanie się temu o czym marzy. Do czasu jednak, bo tajemnice mają to do siebie, że lubią wychodzić na światło dzienne. I ich wyjściu towarzyszą często ludzkie dramaty. Tak też było i tym razem. Pojawienie się w życiu Alex'a - dawnego chłopaka, nie wróży nic dobrego, rozdrapuje stare rany i budzi dawne demony.
Nie będę Wam opisywała nic więcej na temat fabuły, chcę bowiem, żebyście sami mogli dowiedzieć się o co chodzi, dlaczego i jak się to stało. Skupię się raczej na emocjach, jakie książka we mnie wywołała. Bo emocji wywołuje dużo. Poruszony jest tu bowiem bardzo trudny temat, który wywołuje spore dyskusje w naszym społeczeństwie, bulwersuje i chyba nie jesteśmy w stanie tak do końca go zrozumieć. Nie jesteśmy też skłonni do nieoceniania ludzi, oceniamy swoją miarą i stąd pewne rzeczy/sprawy mieszczą się w naszym pojmowaniu świata, a inne nie. 
To co zrobili Brook i Alex w moim pojmowaniu świat się niestety nie mieści. Lecz na szczęście to tylko książka, do tego zakończona tak mądrze, że byłam w stanie przeczytać ją do końca, starając się zbytnio nie unosić i nie oceniać właśnie. Przecież to tylko literaccy bohaterowie, ich literackie wybory i ich konsekwencje. Tylko, że z tyłu głowy rodziła mi się taka myśl, że przecież takie historie jak w "Utraconej córce" dzieją się naprawdę, nie raz słyszymy o czymś takim  w telewizji, czytamy w gazecie czy dowiadujemy się o czymś podobnym od znajomych. Tragedia, która rodzi kolejne tragedie. Niedojrzałość, która nie napotykając na kogoś mądrego, działa pod wpływem emocji i braku przemyślenia konsekwencji. 
Czytanie tej książki nie należało więc do przyjemnych momentów, choć nie ukrywam czyta się ją niezwykle łatwo i szybko. Autorka zgrabnie przechodzi z teraźniejszości w przeszłość, opowiada nam o swoich bohaterach, o całym wydarzeniu, nakreśla nam historie i pozwala nam na jej ocenienie. Owszem tłumaczy swoich bohaterów, ale o to chodzi, by gdzieś tam zrozumieć jakie mieli intencje, jak pojmowali wszystko to co się wydarzyło i jak patrzą na to w teraźniejszości. I choć przyznam Wam, że bałam się jakiegoś ckliwego, lukrowanego zakończenia, nie było czego się bać. Zakończenie owszem iście amerykańskie, ale jakoś tak wyważone dobrze. 
"Utracona córka" to książka jak się pewnie domyślacie niełatwa, kontrowersyjna trochę, uderzająca. To książka o popełnianiu błędów, o złu jakie może wyrządzić nieodpowiedzialny człowiek, czasem nawet tego nie chcąc, ale to też książka o ogromnej sile miłości, sile przebaczenia, nadziei i pokucie. 
Trochę przestroga, trochę sprowadzenie na ziemię...
Książka, którą polecam młodym ludziom, by zasiała w nich to czego zabrakło jej bohaterom. Starszym czytelnikom też polecam, może dzięki takiej książce rodzice zaczną obserwować swoje dzieci, rozmawiać z nimi na pewne tematy i okazywać im wsparcie, które uczy, że zawsze, ze wszystkim mogą do dorosłych przyjść. 
Polecam zatem wszystkim, stawiając *****5*****
Książka (a właściwie e-book) towarzyszyła mi podczas majówkowego czytania na balkonie. Sezon balkonowy uważam więc za rozpoczęty, a przyznam się Wam, że chyba na balkonie właśnie czytać lubię najbardziej. Na Facebooku pisałam Wam też o czymś co się przydarzyło mojemu Kindelkowi ostatnio- otóż właśnie podczas czytania "Utraconej córki" mój Kindelek poszybował z pierwszego piętra na ziemię. I dacie wiarę, że jest cały i zdrowy, ma tylko maleńkie zadraśnięcie. Miałam fuksa - to fakt, spadł na miękkie podłoże(keramzyt) , ale wierzcie mi niewiele brakowało, a uderzyłby w płotek sąsiadów z dołu, tego by już pewnie nie przetrwał.
Więcej takich lotów mu już nie zafunduję!

Książkę zaliczam do majowego wyzwania E-Pik u Sardegny, jako książkę o skomplikowanych relacjach rodzinnych - wpisuje się w tę kategorię jak najbardziej!

L. Ferriss, "Utracona córka", Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2013, s. 520

9 komentarzy:

  1. Po twojej recenzji zapragnęłam ją przeczytać:) Biedny Kindelek, ale miał farta !:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka na pewno nie jest łatwa, ale skoro wzbudza takie emocje, że Kindelek szybuje, to chcę ją przeczytać ;) Mam nadzieję, że wpadnie w moje ręce w niedługim czasie.

    OdpowiedzUsuń

  3. Ach, balkon to było także moje ulubione miejsce do czytania książek. Było, bo 2 miesiące temu przeprowadziłam się, a w miejscu, które teraz zamieszkuje jest ot tyci tyci balkoniczek, w dodatku strach na niego wyjść, bo może się zarwać. Książka zapowiada się na fascynującą lekturę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zachęcająca recenzja i bardzo przyjemny balkon:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż boje się zacząćczytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka BARDZO mnie intryguje. Dobrze, że czytnik nie ucierpiał za bardzo, bo jeszcze na pewno długo Ci posłuży. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj - pięknie i bardzo ciekawie tu u Ciebie.Jeśli pozwolisz to rozgoszczę się na dłużej.W wolnym czasie zapraszam w odwiedzinki do Dobrych Czasów.Pozdrawiam i życzę chwili wolnego na relaks z książką.J.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja książkę mam już za sobą,niestety jej fabuła mnie nie urzekła.

    http://swiatksiazkii.blogspot.com/2013/07/utracona-corka-lucy-ferriss.html

    OdpowiedzUsuń