czwartek, 25 kwietnia 2013

"Dwie kobiety" Doris Lessing


"Dwie kobiety" to zbiór opowiadań, które miałam nadzieję zachęcą mnie do zmierzenia się z prozą Doris Lessing. Czy zachęciły?
Sama nie wiem, na pewno nie zraziły - czego trochę się bałam. Jednak po przeczytaniu opowiadań stosunek do autorki mam raczej chłodny. Nie wzbudza mego entuzjazmu to co pisze, może nie do końca więc jestem w stanie zrozumieć co chce przez swe słowa przekazać?
Cztery opowiadania, zebrane w tomie "Dwie kobiety" wydają mi się być pozbawione tego czegoś, tego zapału, takiej iskierki, która w opowiadaniach mnie na tyle przyciąga, że mimo iż opowiadań nie lubię, to nadal je czytam. Tym razem przeczytałam  - owszem, ale po skończeniu prawie każdego czułam jakiś taki niedosyt.
Każde z opowiadań porusza inny temat, lecz mają też one temat przewodni łączący je wszystkie. Fatalne zauroczenie, zbieg okoliczności, który wpływa na losy bohaterów, miłość, która prowadzi bohaterów dosyć krętymi ścieżkami, samotność i zagubienie.
W pierwszym opowiadaniu, tytułowym "Dwie kobiety", mamy dwie przyjaciółki związane są ze swoimi synami. Jedna ma romans z synem drugiej i na odwrót. Makabra? Nie, Lessing jakoś tak zupełnie spokojnie prowadzi narrację, bez zgorszenia i obrzydzenia. Otóż chłopcy wychowywali się razem, żyli jakby w jednej wielkiej rodzinie i naturalną koleją rzeczy jest, że związali się z przyjaciółką matki. Związki toksyczne, które wpływają na ich dalsze życie. Tak to przedstawia według mnie noblistka. Fatalne zauroczenie, które wpływa na dalsze losy bohaterów. Jak dla mnie trochę bez emocji, trochę "za sucho". Na podstawie opowiadania powstał/powstaje ponoć film - szczerze powiedziawszy zaintrygował mnie chyba bardziej niż opowiadanie.


Drugie opowiadanie podobało mi się bardziej. Mogę nawet powiedzieć, że podobało mi się najbardziej i ono samo przekonało mnie, że może jednak warto nie zrażać się do autorki i spróbować kiedyś jej prozy. "Wiktoria i Stanveneyowie" od samego początku zaciekawiło mnie bardzo mocno. Tutaj miałam wrażenie, że bohaterowie istnieją naprawdę, że kartki tętnią życiem, przelewa się przez nie wiele emocji i autorka porusza naprawdę trudne tematy. Wiktorię poznajemy jako małą czarnoskórą dziewczynkę, która poznaje białą rodzinę Staveneyów (nie mam pojęcia czy dobrze odmieniłam, raczej źle), zupełnie innych od niej ludzi, którzy zapadają jej głęboko w sercu. Po latach ich drogi znowu się stykają, a z tego spotkania rodzi się dziecko, które połączy Wiktorię z tą rodziną na zawsze. Doris Lessing porusza tu wiele trudnych tematów : dyskryminację rasową, samotność, poświęcenie. Owszme znowu krótka forma mam wrażenie nie wyczerpała tematu tak jakbym tego oczekiwała, ale jest lepiej, nawet bardzo, bardzo dobrze.
Z kolei opowiadanie "Przyczyna" podobało mi się najmniej. Męczył mnie jego moralizatorski wydźwięk oraz osadzenie akcji w fikcyjnym świecie(bądź bliżej nie określonym w czasie i miejscu). Z wcześniejszych opowiadań  (owszem innych od siebie, lecz łączących się jakby realnością wydarzeń) nagle musimy zupełnie zmienić swój sposób myślenia, przenieść się jakby do innego świata i w zupełnie inny sposób czytać. "Przyczyna" to opowiadanie o losach Rady Dwunastu, która stała na straży Miasta Rodytów. Teraz, gdy żyje już tylko ostatni jej członek, a sytuacja Miasta znacznie się przez lata zmieniła, zastanawia się on jak do tego mogło dojść. Analizuje losy Dwanaściorga i zastanawia się jaki mieli oni wpływ na świat, w którym żyli.
Ostatnie zaś opowiadanie - "Dziecko miłości" - z jedne strony mnie zainteresowało, z drugiej lekko nużyło. Jest to opowieść o spotkaniu dwóch zagubionych dusz- Daphne, angielki, która wyjechała za swoim mężem aż do Indii i tam ciągle oczekuje na jego powrót z Wojny oraz Jamesa, żołnierza, który uczestniczy w walkach podczas II Wolny Światowej i w pewnym momencie swego życia trafia do Kapsztadu, gdzie poznaje właśnie Daphne. To spotkanie będzie miało swoje konsekwencje, które autorka opisuje w dalszej części opowiadania.


Tak pokrótce można opisać treść opowiadań. Ogółem zaś co mogę powiedzieć? Może to, że mam wrażenie, że niektóre z tych opowiadań (np. "Dziecko miłości") mogłyby zostać rozszerzone wręcz na powieść. I stąd może mój taki chłodny odbiór, bo miałam wrażenie, że autorka jakby streszcza powieść, momentami zbyt szybko i zbyt wiele się działo, a momentami co paradoksalne działo się za mało - bądź za mało treści było. Momentami chciałam się jakby dowiedzieć więcej! Może łatwiej byłoby mi zrozumieć dokonywane przez bohaterów wybory, zrozumieć ich konsekwencje i gdzieś tam odnaleźć to czego chciałam.
Niestety nie udało się do końca. Choć tak jak pisałam na początku - może ja jeszcze nie dorosłam do dzieł noblistki? A może powinnam spróbować jej prozy, bo przecież rzadko, które opowiadanie przypada mi do gustu? Może Wy mi coś polecicie?
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Doris Lessing oceniam dosyć chłodno, choć czuję, że drzemie we mnie ochota na odkrycie jej potencjału, w końcu musi tam być coś co zachwyca, nie za darmo ma tyle czytelników, prawda?
Stawiam ****4**** i czekam na Wasze podpowiedzi, po którą książkę Doris Lessing sięgnąć następnym razem!

Książka została przeczytana w ramach Kwietniowego Wyzwania - "Trójka e-Pik"

D. Lessing, "Dwie kobiety", Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2013, s. 368

9 komentarzy:

  1. Szczerze mówiąc, mnie z twórczością Doris Lessing też jakoś nie po drodze. Czytałam tylko "Piąte dziecko" i takie to było dziwaczne, takie niesmaczne, że... nie. Po prostu nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego właśnie trochę obawiam się prozy w jej wydaniu, bo coraz częściej natykam się na takie opinie
      no nic muszę się sama przekonać...

      Usuń
  2. Słyszałam o tej książce wiele, ale też mam mieszane uczucia i waham się, żeby ją przeczytać, zawsze się znajdzie coś lepszego po drodze :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to na pewno, mnie ciągle się coś po drodze :) znajduje:)

      Usuń
  3. Miałam w ręku Lato przed zmierzchem i Szczelinę. Żadnej nie dałam rady przeczytać do końca... Dziwna proza i dla mnie nużąca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Lato przed zmierzchem" czeka u mnie na półce, oj dosyć długo już czeka..., a teraz to się jeszcze bardziej boję za nią brać jak mówisz, że nużąca...

      Usuń
  4. Słucham w radio rozmowy o tej książce. Niestety nie jestem fanką opowiadań, dziwnych związków i przede wszystkim Doris Lessing. Przygodę z nią zaczęłam od Piątego dziecka i też uważam, ze brak tam emocji, autentyczności. No a moim zdaniem Nobel zobowiązuje :)

    OdpowiedzUsuń