wtorek, 30 kwietnia 2013

"Martwe Jezioro" Olga Rudnicka



Co jakiś czas na blogach przewija się imię i nazwisko Olga Rudnicka, i to raczej przewija się wśród pochlebnych opinii. Stąd i ja oczywiście postanowiłam się Olgą Rudnicką zainteresować. Dokładniej książkami przez nią napisanymi. Zaczęłam od jej debiutu. Swe poznawanie twórczości młodej (jejuś młodszej nawet ode mnie!) autorki zaczęłam od "Martwego jeziora". Miało to być połączenie kryminału (który chciałam przeczytać w Kwietniowym Wyzwaniu Trójka E-Pik organizowanym u Sardegny) i romansu, do tego z ogromną dawką dobrego poczucia humoru, ciętych ripost i zabawnych sytuacji. Książka miała według opisów na okładce wciągać tak, że nie można się od niej oderwać. Jak było w rzeczywistości?
Odczucia mam mieszane. Trzydziestoletnia singielka (heh, jak ja "lubię" to słowo) zaczyna podejrzewać, że jej rodzice nie są jej rodzicami biologicznymi. Zawsze czuła do nich dystans, nie potrafiła się zżyć z nimi tak jak tego chciała, aby zdobyć ich miłość musiała udawać kogoś kim nie była i walczyć o ich uwagę. Do czasu. Bo szala się przebrała i dorosła Beata kontakt z rodzicami i siostrą utrzymuje znikomy. Zaskoczeniem jest więc dla niej nagłe zaproszenie na ślub siostry. Początkowo nie ma ochoty na niego jechać, jednak decyduje się na to by odkryć tajemnicę, na którą natknął się wynajęty przez nią detektyw. Tajemnicę jej pochodzenia. Wątek kryminalny zostaje więc tu dosyć fajnie osadzony, rozwija się powoli, by na koniec lekko nas zaskoczyć - pewnie tak jak to powinno być. Choć dla mnie trochę za mało go było. Za łatwo wszystko zostało rozwiązane i za proste to rozwiązanie się okazało. Niemniej potencjał w nim widać, co daje mi ogromne nadzieje na kolejne książki autorki - które słyszałam, że są lepsze. 
Wątkowi kryminalnemu towarzyszy wątek romansowy - który niestety na mnie wywarł złe wrażenie.
Nasza bohaterka wydaje się cóż... być boginią dla której głowę traci brat jej przyjaciółki. Oczywiście macza w tym palce rzeczona przyjaciółka i para wyjeżdża razem na ślub do rodziny Beaty.
Beata niby nic nie czuje (i czuć nie chce) do Jacka, ale powoli rodzi się między nimi uczucie. Plus tu stawiam ogromny dla autorki za nie ładowanie tych dwojga od razu do łóżka, lecz takie spokojne budowanie relacji. Niepotrzebny wydał mi się tu jednak wątek prywatnego detektywa, który nagle ni z gruszki, ni z pietruszki też wykazuje wielkie zainteresowanie bohaterką. Pewnie miało to dodać pikanterii, niby dialogi między dwoma panami miały okazać się zabawne i ironiczne, ale dla mnie po prostu były niepotrzebne.
Czy zatem książka była fascynująca? Chyba aż fascynująca to nie, ale interesująca umiarkowanie tak. Czy nie mogłam się od niej oderwać? Mogłam, jednak niekoniecznie chciałam, bo czytało się bardzo przyjemnie, pióro autorki jest naprawdę dobre, a jeszcze jak na debiut to rzekłabym nawet bardzo dobre.  
Podsumowując zatem szczerze powiedziawszy zachwycona nie jestem, ale mam ogromne nadzieję, że przy kolejnych książkach autorki się zachwycę. Stawiam więc ***3***, ale czuję, że będzie przy kolejnych pozycjach tylko lepiej.Okładki już są lepsze, bo ta z "Martwego jeziora" wręcz mnie odrzuca niestety.

Zresztą widzicie na zdjęciu, że mam jeszcze dwie książki autorki i pewnie zdobędę i inne jeśli w kolejnych mi się spodoba. Zresztą na pewno sięgnę po kontynuację "Martwego Jeziora" czyli "Czy ten rudy kot to pies?" - bo z opisu zapowiada się świetnie.

O. Rudnicka, "Martwe Jezioro", Wyd. Prószyński - S-ka, Warszawa 2008, s. 232

18 komentarzy:

  1. Widzę, że szału nie ma:) W każdym razie ważniejsze pozycje czekają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szału nie było faktycznie i faktycznie kilka lepszych pozycji i u mnie na półce oczekuje :)

      Usuń
  2. Natalie obie części bardzo mi się podobały i jeszcze mam w planie Zacisze, ale pozostałe książki Rudnickiej to jednak szału nie robią, z tego co widzę po recenzjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalie przede mną, ale czuję, że będzie się je super czytało! :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. zobaczę za jakiś czas czy i mi do gustu przypadnie, stoi na półce i czeka:) na swoją kolej...

      Usuń
  4. Ja czytałam prawie wszystkie książki Rudnickiej (poza "Lilith" i "Zacisze 13. Powrót) i zdecydowanie najlepsze są "Natalii 5" i "Cichy wielbiciel".

    Pani Olga pisze różne książki, chyba cały czas szuka "swojego" gatunku. I mam nadzieję, że jeszcze nie raz nas, czytelników, zaskoczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że to wysoce możliwe, bo już po tej książce mam wrażenie, że zmysł do pisania ma wielki, co tylko wróży kolejne ciekawe książki, przede mną jeszcze kilka więc się cieszę ogromnie:)

      Usuń
  5. Mam w planach "Cichego Wielbiciela" tej autorki. Mam nadzieję, że bardziej mi przypadnie do gustu niż Tobie opisywana wyżej książka;)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że i mnie uda się kiedyś "Cichego wielbiciela" dorwać, bo z opisu czuję, że mogłoby się mi spodobać:)

      Usuń
  6. Planuję zapoznać się z twórczością tej autorki, ale raczej zacznę od innego tytułu, zostawiając sobie "Martwe Jezioro" na później.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja chciałam zacząć po kolei, od debiutu - mogę wtedy zauważyć jak autorka się zmieniała, rozwijała itp.

      Usuń
  7. Rzeczywiście okładka nieciekawa... Oby dalej było tylko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że tak będzie, bo mam wrażenie, że co książka to okładka lepsza, to i z treścią może tak będzie:)

      Usuń
  8. Mi książka się podobała, choć nie zachwyciła. Kolejne tytuły podbijały me czytelnicze serce. Proponuję Ci teraz "Natalii 5" - nie natknęłam się na żadną negatywną recenzję tego tytułu. Przeczytaj, nie pożałujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeczytam przeczytam, bo choć "Martwe jezioro" nie zachwyciło jakoś mnie wyjątkowo, to i tak nie uważam, że jest jakoś bardzo źle...
      czuję potencjał autorki i sama się przekonam o nim:)

      Usuń
  9. Ja również w najbliższym czasie, mam w planach poznać twórczość Pani Rudnickiej, ale widzę, że "Martwe jezioro" nie będzie tą pierwszą powieścią, po którą sięgnę. Najbardziej kuszą mnie "Natalie" i "Cichy wielbiciel" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwszy raz słyszę o tej książce, ale widzę, że fenomenalna nie jest ;) Raczej sobie odpuszczę.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń