sobota, 16 marca 2013

"Życie na później" Marta Rivera De La Cruz


Przyjaźń od zawsze była bardzo ważna w moim życiu. Gdzieś tam zawsze towarzyszyło mi jej poszukiwanie, czasem niestety gnanie za nią, a czasami niespieszne jej zdobywanie. Przez lata zmieniał się mój stosunek do niej, moje podejście ewaluowało, bym teraz mogła powiedzieć, że wiem czym chciałabym żeby dla mnie przyjaźń była. I chyba coraz częściej czuję, że ją mam, tam gdzie powinnam, i tak jak powinnam. Mam nadzieję, że to co zbudowałam z osobami, które mogę nazwać przyjaciółmi będzie się tylko umacniało.
Co moja małe zwierzenie ma do książki "Życie na później"? Książka ta moi drodzy to przede wszystkim książka o przyjaźni właśnie. O jej blaskach i cieniach, o budowaniu tej relacji z innymi i podtrzymywaniu jej, o tym jak przyjaźń ewaluuje, jak się zmienia i jak wygląda między różnymi ludźmi. Na dzień dobry poznajemy Victorie Solano, która udaje się na pogrzeb. Pogrzeb swojego przyjaciela. Człowieka, którego zna od bardzo dawna, który towarzyszył jej w jej najważniejszych momentach życia, ale i też tych zwykłych. Człowieka, który chyba był jej człowiekiem najbliższym. O dziwo nie łączyła ją z Janem - bo o nim mowa, żadna seksualna zażyłość, w co aż trudno uwierzyć, nie tylko czytającemu, ale nawet wymienianym w książce osobom. Jednak Victoria nigdy nie była zainteresowana Janem w ten sposób, a i Jan nie był skory do amorów z Victorią. Vitorię łączyła z Janem prawdziwa przyjaźń, taka o której chyba każdy z nas po cichu marzy.
Wiadomość o śmierci Jana szokuje Victorię, ale chyba jeszcze bardziej szokuje ją prośba, którą Jan pozostawił dla niej. Otóż przyjaciel prosi by zaopiekowała się ona jego pogrążoną w żałobie żoną i córką (za którymi szczerze powiedziawszy Victoria średnio przepada). Prośba ta jest o tyle dziwna, że Victorie od Madrytu (gdzie mieszkał Jan z rodziną) dzielą setki kilometrów, bo na co dzień Victoria żyje w Nowym Jorku, u boku swojego męża, zdaje się mieć świetne poukładane życie, które godząc się na spełnienie prośby Jana, musiałaby na jakiś czas porzucić.
Co zrobi Victoria, jakie decyzje podejmie i dlaczego, a nawet jakie będą ich konsekwencje dowiadujemy się czytając. Odkrywamy też po kolei inne odcienie przyjaźni, inne miejsca, w których się zagościła. Widzimy też jak przyjaźń się rodzi, jak wygląda między zupełnie różnymi od siebie kobietami, jak los może zbliżyć sobie obce osoby, które czasem nieszczęście łączy. Bo w prośbie Jana do Victorii kryje się więcej niż na początku spostrzegamy. Nie chodzi w niej tylko o to czego domyślamy się już na początku, z czasem odkrywamy jej drugie dno.... Pożegnalny list przyjaciela do Victorii zmusza ją do zrozumienia relacji Jana z jego bliskimi, ale także do rozwikłania zagadki tajemniczej taśmy z nieznanym dotąd nagraniem Grety Garbo. Nagraniem, które może nie tylko pomóc finansowo rodzinie Jana, ale może też pomóc Victorii w zmienieniu swojego życia.
Dodatkowo poznajemy kawałek  historii życia sławnej Grety Garbo, cofamy się do przeszłości, by odnaleźć w niej ułamek przyszłości.
Jest coś takiego w tej książce, że czyta się ją niesamowicie przyjemnie, że nie można się od niej oderwać, że prawie wszystko do siebie pasuje. Fabuła zaciekawia, bohaterzy są na tyle wyraziści, że się nimi można wręcz fascynować, ze strony na stronę bardziej się w czytanie wciągamy. I choć jest też parę w tej książce niedorzecznych momentów, to jakoś spokojnie przychodzi nam pogodzenie się z nimi, jakoś łatwiej niż w innych książkach przyszło mi przymrużenie oka na pewne niedociągnięcia i absurdy. Po prostu tak mi się dobrze czytało, że nawet lekko niestrawny koniec książki, nie zburzył mi ogólnego pozytywnego jej odbioru. Na wątek romansowy przymknęłam oko i jakby go sobie ominęłam w głowie.
Ogólnie było zaskakująco dobrze, ze sporą dawką naprawdę dobrego humoru, dobrych momentów wzruszeń i takiej magi języka, że czytało się niewiarygodnie szybko.
Wszystko to daje odbiór na *****5*****, sięgnijcie po tę książkę - z czystym sumieniem mogę powiedzieć Wam, że nie będziecie się nudzić, uwierzycie w przyjaźń i może docenicie tę, która jest blisko Was. Lubię książki z tak wyrysowanymi bohaterami, z odrobiną przeszłości w tle..., z jakąś taką aurą pozytywną, mimo poruszanych nie zawsze pozytywnych i łatwych tematów.


Zdjęcie dziś takie mało ciekawe, ale.... Moi Drodzy, w końcu doczekałam się stołu u mnie w mieszkaniu, dlatego nie mogłam odmówić sobie czytania przy stole, stąd i Kindelek na nim sfotografowany. Jutro uroczysty obiad! Od dziś mamy też krzesła:), jest idealnie!

M. Rivera De La Cruz, "Życie na później",  Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2013, s. 480


9 komentarzy:

  1. Kocham takie książki. Zaintrygowałaś mnie niesamowicie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) cieszę się bardzo, myślę, że powinieneś po nią sięgnąć:)

      Usuń
  2. Raczej nie przeczytam. Mimo że lubię taką tematykę to jakoś nawet moje ukochana Greta Garbo do mnie nie przemawia. Bo wydaje się jakaś taka nie na miejscu. Poza tym gwoździem do trumny jest niestrawny koniec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wątek Grety Garbo jest tu naprawdę dobrze wpleciony i jak najbardziej na miejscu, a koniec jak pisałam jest lekko niestrawny- tzn. jeśli ktoś lubi takie zakończenia jak w książce, ja niekoniecznie lubię wątki romansowe jako zakończenie książki, jeszcze tak dla mnie zbędne jak w tej książce właśnie. Niemniej nie żałuję przeczytania tej książki nawet z takim zakończeniem, bo warto było przeczytać tyle dobrej treści! dlatego mimo Twoich obiekcji dalej polecam!

      Usuń
  3. Fascynująca recenzja, będę pamiętać o tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Skoro tak bardzo polecasz tę książkę, będę mieć ją na uwadze;) Przyjaźń to bardzo dobry temat na powieść. Szkoda, że zakończenie jest nieco...rozczarowujące?

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo chętnie bym ją przeczytała, muszę wybrać się do księgarni :) strefa pasji

    OdpowiedzUsuń