niedziela, 31 marca 2013

"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quick


Sama się dziwię, że mogło się tak stać. Moi drodzy spodobała mi się i wersja książkowa, i wersja filmowa "Poradnika pozytywnego myślenia".
Co w tym dziwnego? Otóż mam wrażenie, że to może nie zupełnie dwie różne historie, ale na pewno w sporym stopniu inne! Zazwyczaj bywa tak, że jeśli przeczytam książkę i nie jest ona zekranizowana tak jak być powinna- czyli dobrze odzwierciedlona, niepozmieniana itp.- to jestem wściekła, że ekranizację obejrzałam. Tym razem jest zupełnie inaczej. Może jednak od początku.
O "Poradniku pozytywnego myślenia" dowiedziałam się oczywiście za sprawą filmu. Jednak po początkowej euforii i zamiarach natychmiastowego biegu do kina - zrezygnowałam. Pomyślałam, że najpierw przeczytam książkę na podstawie, które został on nakręcony. Tak też zrobiłam! Choć przyznam Wam, że mam wrażenie, że ani film nie miałaby wpływu na odbiór książki, ani o dziwo książka nie miała wpływu na mój odbiór filmu.
Cóż tu mówić o tej książce, gdy wszyscy pewnie już o niej wszystko wiedzą. Pat- główny bohater i narrator opowieści, a właściwie swojego pamiętnika, znajduje się w bardzo trudnym momencie  życia. Wychodzi właśnie ze Szpitala Psychiatrycznego. Dlaczego się tam znalazł w książce dowiadujemy się wręcz na samym końcu, w filmie zaś jest zupełnie inaczej. Wraca do domu swoich rodziców i musi jakby na nowo rozpocząć życie, niosąc oczywiście bagaż wcześniejszych doświadczeń. Nie jest to proste. Nic nie jest bowiem już takie jak było, a to co nowe w jego życiu zdaje się być dla niego niezrozumiałe, ba nawet niepotrzebne. Mimo to Pat ma pewną teorię na temat swojego życia - zdaje się mu, być ono filmem, który musi się zakończyć happy endem.
Film filmem, życie życiem, a mimo to Pat nie traci wiary w pozytywne myślenie. Mimo iż nic nie układa się tak jak sobie to wyobrażał. Bo czy zawsze musi być tak jak sobie to wykreujemy, jak sobie ułożymy w naszej głowie i "zatwierdzimy" do wykonania. Nie musi. Czasem warto otworzyć się na nowe, na to co nieprzewidywalne i nie zawsze od początku wydające się odpowiednie. Czy mimo takich przeszkód można osiągnąć swój cel? I czy czasem cel to, to co założyliśmy sobie na początku swojej drogi?
"Poradnik pozytywnego myślenia" to nie tylko książka o Patcie, ale też o całej jego rodzinie i jego bliskich. Mamy tu bardzo skomplikowane relacje, mamy tu poruszonych kilka społecznych problemów, sporo tu też mowy o akceptacji i zrozumieniu, które nie zawsze łatwo przychodzi. I choć czasem drażnił mnie Pat ( nie wiem dlaczego, ale czasem miałam wrażenie jakbym czytała zdania pisane przez małego chłopca) po przeczytaniu książki w całości wiem, że tak miało być. I dobrze, że tak było. Bo Pat to nie zwykły sztampowy człowiek, to człowiek z ogromną wyobraźnią, ogromną siłą uczuć, ale i ogromnymi problemami wynikającymi z jego choroby.
Tak przynajmniej odebrałam go w książce.


Tyle o książce. Co zaś myślę o filmie? Gdy zaczęłam oglądać zjeżyłam się jak jeż. Bo po pierwsze wszystko to co w książce powiedziane na końcu tu zaserwowane jest nam już w pierwszych zdaniach. Wydawało mi się, że to całe napięcie, które wydawało mi się być budowane w książce padło! Tak było, ale...Ale nie przestałam oglądać. I dobrze, bo owszem bohaterów mamy tu tych samych co w książkowej wersji, główne wątki też te same, ale nacisk położony jest zupełnie w innych miejscach, zupełnie inaczej jest rozłożona akcja i choć owszem koniec mamy tu podobny to trochę innymi ścieżkami reżyser do niego doprowadził. Tak wiem, że wyszło z tego trochę romansidło, ale o dziwo nie przeszkodziło mi to w pozytywnym odebraniu filmu. Właściwie nie wiem dlaczego tak się stało, bo naprawdę jak zazwyczaj w takich przypadkach bywam wściekła, ale z ręką na sercu mogę napisać, że chyba po raz pierwszy podobała mi się ekranizacji książki, która od książki różniła się bardzo, można powiedzieć, że główna oś książki została pominięta, akcenty zostały poprzesuwane, ale mimo to oglądało mi się bardzo przyjemnie. Do tego rewelacyjna Jennifer Lawrence. A i na Bradleya Coopera przyjemnie się patrzyło ;).

Oceniając książkę stawiam solidną *****5*****, polecam przeczytajcie, a jeśli nie macie problemów z niedosłownymi ekranizacjami książek - obejrzyjcie też film "Poradnik pozytywnego myślenia". Osobom, które czegoś takiego nie trawią odradzam, choć w sumie może tak jak i mnie - zaskoczy Was to, że po raz pierwszy nie zareagowaliście wręcz agresją na coś takiego.

M. Quick, "Poradnik pozytywnego myślenia", Wyd. Otwarte, Kraków 2013, s. 380

24 komentarze:

  1. Zamierzałam wprawdzie obejrzeć tylko film, ale skoro twoim zdaniem książka jest o wiele lepsza, to chyba jednak skuszę się na papierową wersje ,,Poradnika...''.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pisałam, że książka jest lepsza, o dziwo i książka, i film podobały mi się mniej więcej w równym stopniu.
      Obie wersje o dziwo też polecam :) sięgnij po książkę, obejrzyj film i sama ocenisz:) a jestem ciekawa oceny:)

      Usuń
  2. O! Ja tez dziś pisałam o tej książce. Zgadzam się z Tobą, że obie wersje - filmowa i książkowa - podobają mi się, każda na swój sposób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. idę poczytać co tam napisałaś:) fajnie, że nie jestem osamotniona w tym odczuciu polubienia i filmu, i książki :)

      Usuń
  3. Widziałam tylko film i podobał mi się, szczególnie rola Jennifer i... konkurs tańca. :) Nie lubię czytać książek po obejrzeniu filmu, dlatego wątpię, żebym nadrobiła braki. Film mi w zupełności wystarczył. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie ciekawi mnie jak ludzie reagują na książkę po obejrzeniu wcześniejszym tego filmu. A rola Jennifer też podobała mi się bardzo! Ma coś w sobie ta dziewczyna!

      Usuń
  4. A ja obejrzałem film, choć z zasady omijam te, które powstały na podstawie jakiejś książki. Rola Lawrence bez zarzutu, ale Oscar? Niekoniecznie. Wszyscy w filmie zagrali na wysokim poziomie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też zazwyczaj omijam ekranizacje książek, ale tym razem mnie kusiło by obejrzeć i w sumie jak widać nie żałuję, choć książka i film to trochę inna bajka. Zgodzę się z Tobą, że wszyscy zagrali w tym filmie naprawdę dobrze, a Jennifer- hm...podobała mi się bardzo, ale faktycznie byłam zdziwiona, że dostała za tę rolę Oskara.

      Usuń
  5. Obejrzałam film z ogromną przyjemnością - nie był to niesamowity obraz, ale na pewno wart uwagi. W przyszłości na pewno sięgnę po książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to czekam na relację po czytaniu:)

      Usuń
  6. Może kiedyś się skuszę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam:) i witam u mnie na blogu:)

      Usuń
  7. Może kiedyś się skuszę..

    OdpowiedzUsuń
  8. Intryguje mnie zarówno książka jak i film (choć wpierw wolałabym przeczytać książkę), lubię takie pozytywne odskocznie od rzeczywistości, które dają motywującego kopa:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takim razie obejrzyj film - mam wrażenie, że jego wydźwięk był bardziej pozytywny niż książki, książka jakoś taka bardziej zmusza do myślenia i zastanowienia się nad poruszanymi w niej problemami.

      Usuń
    2. a i także witam u mnie na blogu, bo chyba widzę Cię po raz pierwszy tu:)

      Usuń
  9. Witam :)
    Zakochałam się w Pani blogu niemal tak mocno jak zakochałam się w czytaniu książek :)
    Kiedy jakiś następny konkurs :) ?
    Pozdrawiam i wracam do czytania....recenzji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, a konkurs...hm...szczerze powiedziawszy nie specjalizuję się w nich i średnio wiem kiedy wpadnę na pomysł kolejnego:)

      Usuń
  10. Miałam ostatnio obejrzeć film, ale może poczekam z tym, aż książkę przeczytam? Aaaa sama jeszcze nie wiem xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeczytaj książkę najpierw :) ale potem weź poprawkę na film:)

      Usuń
  11. Ja obejrzałam już film, ale książki jeszcze nie dorwałam. Postaram się to zrobić w jak najszybszym czasie :) + świetny blog i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  12. Właśnie jestem w trakcie i muszę powiedzieć, że książka jest rewelacyjna ! :D
    ksiazki-na-podlodze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja chciałam pójść do kina, ale przygotowano tylko jeden jedyny seans tego filmu :<
    Książkę mam na półce i niedługo się za nią zabieram :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dużo słyszałam o filmie, nie miałam okazji go jeszcze zobaczyć, ale może zacznę od książki, bo widzę też niezła :)

    OdpowiedzUsuń