czwartek, 28 lutego 2013

"Żegnaj pulpecie. Kasia Bosacka cudnie chudnie" Katarzyna Bosacka


Co jak co, ale nie cierpię diet. W sumie nie mogę powiedzieć nawet, żebym kiedykolwiek jakąś stosowała - owszem jakieś tam przymiarki były, ale...
Fakt też jest taki, że w sumie nigdy wcześniej "dietowania" się nie potrzebowałam.
Jednak... coraz częściej zauważam, że moja przemiana materii się zdecydowanie zmienia, gdzieniegdzie przez to zmienia się moje ciało. I choć w ogólnym rozrachunku nie jest źle, to mimo to postanowiłam się za siebie zabrać. Jakkolwiek to brzmi.
Plany poczynione, motywacja rośnie (wraz z rosnącym tłuszczykiem), co  nie co się już dzieje (tak i ja ćwiczę z Chodakowską), ale nie o tym ten wpis miał być.
Wpis jest o książce, którą sobie ostatnio zafundowałam (jak miło, że istnieją programy punktowe w różnych sieciach tel.).
Panią Kasię Bosacką chyba niewielu osobom muszę przedstawić. To znana dziennikarka TVNu, prowadzącą program "Wiem co jem i wiem, co kupuję" oraz pojawiająca się w porannym programie DzieńDobryTVN by właśnie o żywności mówić. Właśnie w DDTVN zwróciłam na nią uwagę. Stamtąd dowiedziałam się, że pani Kasia postanowiła schudnąć. I chudła na oczach widzów - w krótkich reportażach, a nie w BigBrotherze. Po prostu opowiadała o tym jak jej idzie w programie DDTVN.
To co mówiła o dziwo do mnie dotarło (a uwierzcie mi nie często dociera do mnie to co mówią w TV, nie przekonuje mnie też często katowanie się dietami, szalone odchudzanie magicznymi lub drogimi sposobami).
Pani Kasia swoje odchudzanie oparła na zdrowej diecie (niekoniecznie drogiej) i ćwiczeniach. Proste, prawda? Niby nic nadzwyczajnego, a jednak gdy o tym mówiła zostawałam przed TV na dłużej.
Tak jak o tym mówiła tak też napisała.
Właśnie niedawno wyszła jej książka "Kasia Bosacka cudnie chudnie. Żegnaj pulpecie".
Moja pierwsza książka poradnikowa, dotycząca zdrowego odżywiania się.
I pewnie jedyna.
Mimo mojej sceptyczności książkę odebrałam nad wyraz dobrze. Sposób pisania autorki powoduje, że nie męczymy się czytając, jakbyśmy czytali naukowe rozprawy nad zdrowym stylem życia. Nie ma tu też zbędnego nadęcia, filozofowania i wychwalania wszystkiego co eko i light.
Jest po prostu normalnie, autorka opowiada nam o jej perypetiach tak jakby usiadła z nami w kawiarni i mówiła to bezpośrednio do nas. Do tego ogromne poczucie humoru wypływające z każdego zdania, powoduje, że książki nie sposób nie polubić. Uwierzcie mi nie spodziewałam się, że między jedną mądrą informacją, a drugą informacją motywującą mnie do ruszenia się, znajdę tak duże pokłady dobrego humoru, ba będę się zaśmiewała w głos.
Książeczka podzielona jest na rozdziały, z każdego dowiemy się czegoś nowego o diecie, o tym jak ważny jest ruch w chudnięciu, jak wszystko to racjonalnie sobie dawkować, jak uniknąć efektu jo-jo, dowiemy się też których diet unikać i z jakich przyczyn, co kryje za sobą żywność typu light, kto/co przeszkadza nam w chudnięciu.
Jednym słowem możemy się dosyć dobrze zmotywować. Na mnie wszystko to co czytałam działało motywująco! Bo moi drodzy to przede wszystkim jakby taka pogadanka o tym jak zacząć dbać o siebie, to nie surowe nakazy i zakazy, to nie sztywna lista składników naszego posiłku, to nie rozpisane ćwiczenia i fikołki niemożliwe. To przede wszystkim zbiór motywujących, pożytecznych informacji o tym jak podejść do odchudzania i jak w nim wytrwać. Czasem przecież nie tylko o zbędne kilogramy chodzi, ale też o zmianę naszego sposobu życia, o to by w końcu skupić się na sobie, by od czasu do czasu mieć moment tylko dla siebie.
Czy to będzie moment na siłowni, czy nad talerzem smacznego dania tylko dla nas, to już nie ważne. Ważne jakie przyniesie nam to rezultaty.
Jedyne czego mi w tej książce brakowało to większej ilości inspirujących przepisów. Nie bez powodu piszę inspirujących - na końcu książki mamy bowiem parę podpowiedzi, co można sobie zrobić do jedzenia na śniadanie, obiad i kolację - i uwierzcie mi nie są to dziwaczne, kosmiczne przepisy. To normalne potrawy, z ogólnodostępnych produktów i wcale nie drogich. Ba, to jedzonko, którym możemy nakarmić całą rodzinę, więc nie musimy oddzielnie gotować dla każdego.

Ja czuję się zmotywowana ogromnie, na tyle, że mogę wystawić *****5***** temu poradnikowi.
Jak wygląda moja motywacja: od 1 marca fitness.... i zwracanie uwagi na to co jem.
:) i powiem Wam, że nie mogę się tego doczekać.

Pani Kasi zaś bardzo dziękuję za wszystkie motywujące słowa wypływające z tej książki i ...gratuluję dzidziusia, który rośnie w jej brzuszku. 

K. Bosacka, "Kasia Bosacka cudnie chudnie. Żegnaj, pulpecie", Wyd. Publicat, Poznań 2013, s. 128

11 komentarzy:

  1. Przymierzałam się od jakiegoś czasu do tej ksiązki, bo ja co jakiś czas podejmuję walkę z wagę i za każdym razem nic z tego pozytywnego nie wynika.Potrzebuję motywacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie przede wszystkim zmotywował humor z książki płynący i ten brak przymusu:)
      przeglądnij ją wcześniej w księgarni, zobacz czy Ci będzie odpowiadała i kupuj:)

      Usuń
  2. Kaś a z czego ty się chcesz odchudzać przepraszam? A o książce słyszałam, ze bardzo fajna. Zresztą oglądam czasem program Wiem co jem Kasi Bosackiej, najmądrzejszy program o jedzeniu jaki widziałam w tv. Konkretnie powiedziane co zawierają różne produkty, co nam szkodzi a co nie i jak można zastąpić niektóre produkty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehhe:) to mnie trochę nie widziałaś:)
      a tak serio to nawet nie o odchudzanie mi chodzi, jak bardziej o dbanie o siebie, ujędrnienie ciała i dbanie o zdrowie:)
      Co do programu pani Kasi to podpisuję się pod Twoimi słowami - naprawdę to do mnie przemawia!

      Usuń
    2. No ile można przytyć przez hmm 4 miesiące? poza tym nie wyobrażam sobie Ciebie w większym rozmiarze, to po prostu niemożliwe:) Ale zgadzam się to dbanie o siebie, zdrowe odżywianie to powinna być norma, a niestety zaczynamy żyć coraz bardziej po amerykańsku!

      Usuń
    3. to nawet nie o przytycie chodzi, tylko o takie ogólne sfalczenie:) a uwierz mi ja siebie też sobie nie mogłam kiedyś wyobrazić w większym rozmiarze:)
      niestety zima robi swoje (ach ta niedobra zima! :P) i Ameryka w sumie też do mnie trochę zawitała - ale koniec z tym! :)
      a jak zorganizuję spotkanie to się może w końcu zobaczymy????

      Usuń
    4. to może jak trochę cieplej będzie:)bo mnie jakoś więcej się wtedy chce, a na blogowe łatwiej mi dotrzeć niż na biblionetkowe, gdzie jeszcze ani razu mi się nie udało, nie wiem czemu, fatum jakieś:)

      Usuń
    5. Oj Magda, wierz mi, można przytyć naprawdę sporo w 4 miesiące szczególnie jesienno-zimowe :(
      Zajrzę do tej ksiązki, może mnie trochę zmotywuje.

      Usuń
  3. Kiedyś czytałam felieton Bosackiej w "Wysokich Obcasach" na temat Jej odchudzania i był napisany tak zabawnie, że nie wątpię w to, że poradnik czyta się świetnie :) Ma babka poczucie humoru :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię Bosacką, ma dystans do siebie i ogromne poczucie humoru. Przeczytałabym wszystko, co wyszłoby spod jej rąk, nawet traktat o produkcji sera :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest dla mnie wielka dziennikarka z powolania.Nigdy nie pajalem miloscia do nich,ale tylko Ona skruszyla moe serce. Potrafi sie smiac sama z siebie ,a to wielka sztuka. POZDRAWIAM Maciek

    OdpowiedzUsuń