sobota, 2 lutego 2013

"Miłość oraz inne dysonanse" Janusz Leon Wiśniewski, Irada Wownenko


Tym razem do czytania kolejnej książki pana Wiśniewskiego podeszłam z ogromnym dystansem, jeśli nawet nie rezerwą. Nie oczekiwałam szalonych przeżyć, nie nastawiałam się na rewelacyjne dzieło, na książkę na miarę "Bikini" (która podobała mi się szalenie o czym pewnie dłużej czytający mojego bloga już wiedzą) lub "Samotności w sieci" (choć już na okładce do tej książki "Miłość oraz inne dysonanse" zostaje porównana).
Nie, po prostu chciałam się przekonać czy autor tym razem spełni moje oczekiwania czy będzie tak jak było ostatnio w "Na fejsie z moim synem" - nie zachwyci.
Niestety "Miłość oraz inne dysonanse" podzieliły losy "Na fejsie...". Owszem rozczarowana nie jestem, ale nie jestem też zachwycona. Fakt odnalazłam w tej książce więcej tych cech pisarstwa autora, które lubię, jednak nie było ich na tyle dużo bym mnie to uwiodło, pozwoliło wejść w tę książkę w całości. Czytałam bez emocji, bez zżywania się z jej bohaterami, bez tej magii, którą w czytaniu uwielbiam - tego stuprocentowego zainteresowania opisywaną przez autora historią.
Kilka razy faktycznie się wciągnęłam, ale potem coś mnie odrzucało, coś rozpraszało moją uwagę, odsuwało od tego czego w książce szukałam. Dlaczego? Sama nie wiem, może za dużo w niej tragizmu było, smutku? Może miłość opisywana przez autorów (bo to nie tylko książka Wiśniewskiego, ale i Irady Wownenko) nie do końca przemawiała do mnie, za dużo było w niej niespełnienia, samotności i dramatu. Choć wcale nie oczekiwałam, że autorzy opiszą tu miłość spełnioną, z "motylkami", z lukrem, że aż mdli. Nie, nie! Miałam chyba nadzieję, na to, że będzie ona miała inny finał, że główny bohater niejaki Struna odnajdzie się w swoim życiu, że wszystko złoży się w całość, choć też nie oczekiwałam, że tę całość dostanę od razu złożoną.
Rozpraszał mnie też właśnie sam główny bohater, mnogość wydarzeń wokół niego, ludzi, którzy stają na jego drodze. A główna bohaterka- Anna? Mam wrażenie, że za późno tą główną bohaterką dla mnie się stała, za długo czekałam, aż jej osoba będzie miała jakiś wpływ na Strunę. Za długo czekałam na ten ważny wątek i za krótko on dla mnie trwał. Przez to za bardzo wyrobiłam sobie zdanie o głównym bohaterze, które rzutowało na mój odbiór Struny w relacji z Anną.
Wszystko to wywołała we mnie zbyt duży dysonans właśnie, rozjeżdżała mi się tak opowieść, nie zbierała w zgrabną całość i momentami przez to męczyła.
Na koniec napiszę może co mi się jednak podobało. Podobało mi się przedstawienie Rosji z dwóch perspektyw - Anny, kobiety w tym kraju żyjącej i Struny - mężczyzny przyjeżdżającego do Moskwy. 
Porwało mnie też kilka wątków pobocznych - np. wątek Svena czy współpracownicy Anny. Świetnie też opisana jest muzyka, aż ma się ochotę włączyć do czytania opisywane utwory i wsłuchać się w nie myśląc o bohaterach. Tego autorom ująć nie można - to nie są ludzie, którzy nie potrafią pisać książek, bo potrafią ubrać w słowa i emocje, i opisy tak jakby się te emocje odczuwało, a miejsca, w których przebywają bohaterowie widziało na własne oczy.
Cóż  tym razem się jednak nie zachwyciłam, więc może to dobrze, że nie oczekiwałam czegoś spektakularnego.
Spotkanie z książką oceniam na ***3***,  tak czułam, że może się ona właśnie tak skończyć.
Zastanawiam się tylko czy książki autora już zawsze takie będą czy mnie może w końcu znowu czymś zaskoczy, a może nawet uwiedzie?

Jakiś czas temu natknęłam się na ciekawy reportaż z autorami książki w roli głównej właśnie.
Tutaj link możecie sami go przeczytać. Dowiecie się między innymi kim jest współautorka książki i jak to się stało, że owa książka powstała.

Za możliwość przeczytania książki w formie e-booka dziękuję WOBLINKowi.








J. L. Wiśniewski, I. Wownenko, "Miłość oraz inne dysonanse", Wyd. Znak, Kraków 2012, s. 480

12 komentarzy:

  1. Ta książka to mój "targowy" zakup. Oczywiście czytelniczo ukierunkowany na daleką przyszłość, ale jednak obawiam się trochę tego zetknięcia ze słabszym Wiśniewskim, bo jeszcze ono w mym przypadku nie nastąpiło.

    "Fejsa" omijam szerokim łukiem (a mam e-booka i audiobooka), a zasadzam się teraz na "Bikini" oraz powtórkę "S@motności".

    Ale kiedyś będzie trzeba... Oby jak najpóźniej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bikini" przeczytaj! mnie szalenie się podobała i każdemu ją polecam! "Fejjsa..." mówiąc chyba najdosadniej: nie zrozumiałam najwyraźniej...i tak bywa...:)

      Usuń
  2. Będę musiała się za nią rozejrzeć i to nie z powodu Wiśniewskiego, ale tej Moskwy, Rosji i Anny z przyległościami. Całkiem zapomniałam, że wyszła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ano Rosja, Anna - to plusy tej książki, ciekawe jak Ty je odbierzesz, będę czekała na Twoją opinię:) pozdrawiam!

      Usuń
  3. Trochę zmartwiła mnie Twoja ocena, bo mam sporo sympatii wobec JLW, a po tym tytule spodziewa(ła)m się wiele. Bardzo ciekawią mnie te wątki rosyjskie, choćby dla nich jestem pewna, że sięgnę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja sympatii wobec JLW mam ogromnie dużo po jego rozmowach z Domagalik, jakoś nie potrafię o nim źle myśleć. Jednak w tej książce mnie nie zachwycił i już

      Usuń
  4. Ja przeczytałem "Samotność..." Każda kolejna książka Wiśniewskiego była słabsza od poprzedniej. Juz dawno dałem sobie spokój z tym autorem. W lutym ma być spotkanie autorskie w Bydgoszczy, ale raczej się nie wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj ja bym się wybrała! A czytałeś "Bikini"?

      Usuń
  5. Ja jakoś nie umiem przekonać się do twórczości JLW. Samotność mnie rozczarowała, opowiadania były takie sobie, stwierdziłam, że jednak książki p. Wiśniewskiego do mnie nie trafiają, nie rozumiem ich :)))Próbować już raczej nie mam zamiaru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i tak bywa, ja się tak droczę trochę z autorem, bo niby go lubię, a jego książki ostatnio mi nie podchodzą...

      Usuń
    2. To może te ostatnie są jakieś "do kitu" ? :)

      Usuń
  6. Cieszy mnie motyw muzyczny, opisany w tej książce oraz dwojakie spojrzenie na Rosję, o którym piszesz - cała reszta wypada średnio. Nie mam zaufania do Wiśniewskiego, nie do końca odnajduję się w jego klimatach...

    OdpowiedzUsuń