środa, 20 lutego 2013

"Kto wiatr sieje" Virginia C. Andrews


"Kto wiatr sieje" rozczarowało mnie totalnie!
Fakt nie spodziewałam się, że książka będzie rewelacyjna, że będzie tak zaskakująca jak jej poprzedniczki, ale że tak mocno mnie rozczaruje nie spodziewałam się w ogóle.
Głwni bohaterowie Cathy i Chris wracają do znienawidzonego przez siebie domu - domu swego dziadka, w którym byli jako dzieci więzieni. Wracają ponieważ dom został odbudowany przez syna Cathy - Barta. Bart odziedziczył go bowiem i zamierza w nim urządzić przyjęcie z okazji swoich 25 urodzin. Z tej okazji zbiera się cała rodzina i nie tylko. Pojawia się też kilka nowych postaci, które mają wnieść coś nowego do książki (nie wnoszą) i rozkręcić akcję (nie rozkręcają). Powracają też oczywiście koszmary przeszłości z którymi rodzina Dollangangerów się boryka od dawna.
Prawda, że zapowiadało się ciekawie? Dlatego nie odpuściłam sobie przeczytania choć już część trzecia mocno mnie irytowała.
Czwarta część sagi o rodzinie Dollangangerów niestety jak dla mnie jest częścią najsłabszą, najmniej ciekawą i ociekającą tak nieprzyswajalnym absurdem, że aż boli. Czytanie jej nie dawało mi radości i zaintrygowania, takiego jakie miałam przy wcześniejszych tytułach (choć i one z tytułu na tytuł stawały się gorsze), wręcz tym razem męczyłam się okrutnie, irytowałam i parskałam śmiechem. Śmiechem wywoływanym niestety nie tym czym powinien wywoływany być. Momentami miałam wrażenie, że nie wiem o co chodzi w tej części, że autorka kluczy, miota się, walczy z tekstem, a nie płynie w swojej opowieści prowadząc czytelnika przez nią.
Wszystko wydawało mi się okropnie groteskowe (choć to by można było uznać za plus, jeśli wziąć to za zamierzenie serii), przejaskrawione i niestety kompletnie nielogiczne. Ze zdania na zdanie logika gubiła się, wypowiedzi bohaterów wzajemnie się wykluczały, powodowały moje nieustanne pytanie "Ale o co w ogóle chodzi?". Do tego jakiś taki ogromny patetyzm wypływał ze strony na stronę, co powodowało tylko, że jeszcze bardziej się irytowałam czytając. To zbędne nadęcie, nielogiczność wypowiedzi i podejmowanych działań przez bohaterów książki, przeskakiwanie z tematu na temat  nie pozwalało mi dostrzec pozytywnych jej stron. Tego klimatu, który nawet można by rzec lubiłam we wcześniejszych częściach. Bo faktycznie cała seria była odrealniona, szokująca i dramatyczna, ale  można było to uznać za jej cechę charakterystyczną, nawet można by to przekłuć w sukces autorki, tak po prostu miało być!
Tym razem jednak nie wiem co sprawiło, że absolutnie wszystko to raziło tak mocno, że było dla mnie nie do zaakceptowania. Czy sprawił to język, którym autorka się posługiwała, niekonsekwencja, czy może przesycenie absurdalnością zdarzeń, czy może nuda, która mimo tej absurdalności wyzierała??? Bo jeśli miałabym brać pod uwagę częstotliwość bycia zaskakiwaną przez autorkę (co było sukcesem według mnie jej wcześniejszych książek), to byłam zaskoczona tylko raz - na końcu książki. Jednak jakim cudem do tego końca dotrwałam - nie wiem.
Do czytania bardziej napędzała mnie ciekawość czy autorka jeszcze bardziej może tę książkę "rozłożyć na łopatki", a nie chęć dobrnięcia do zaskakującego finału. Zresztą finał jakiś tak bardzo zaskakujący też nie był. Niemniej na całościowym tle książki to on mnie poruszył. Po czym odłożyłam książkę zastanawiając się dlaczego pozwoliłam sobie zmarnować tyle czasu na przeczytanie jej, nie dostawszy choćby pięciu procent tego czego oczekiwałam.
Cóż totalne rozczarowanie, irytacja i złość. Do tego zniechęciłam się do czekania na kolejną (ostatnią!) część owej sagi. Nie wykluczam, że po nią sięgnę, ale dopuszczam już, że mogę jej nie skończyć. Co w moim przypadku zdarza się baaaardzo rzadko, prawie nigdy.

Czwartą część Sagi Dollangangerów oceniam na **2**, niestety nie polecam, szkoda mi jednak bardzo, że książki, którym tak bardzo kiedyś kibicowałam nie utrzymały poziomu z pierwszej części i jako cała seria coraz rzadziej będą przeze mnie polecane. Bo po co polecać komuś coś co z tytułu na tytuł nas bardziej odstrasza?


Żeby już nie kończyć tak okropnie smutno napiszę Wam o czymś szalenie radosnym dla mnie i myślę, że i dla wielu czytelników.
Wydawnictwo Świat Książki jednak nie przepadnie. Zostało wykupione przez Wydawnictwo Bukowy Las, które deklaruje zachowanie odrębnego profilu Świata Książki i podjęcie dalszych planów wydawniczych zaplanowanych na 2013 rok.
Ja cieszę się szalenie! Kibicowałam temu od samego początku, ba... jeszcze mocniej modliłam się od wygraną w LOTTO, by móc wykupić Świat Książki - tak to był główny cel mej wygranej....mnie się jednak nie udało, ale ŚWIAT KSIĄŻKI przetrwał!!!!!  Już nie mogę się doczekać nowości jakie zostaną wydane!
 HURRRRAAAA!!!!!


V.C. Andrews, "Kto wiatr sieje", Wyd. Świat Książki, Warszawa 2013, s. 462

20 komentarzy:

  1. Tej części nie czytałam i jakoś nie mam ochoty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tym razem nie zachęcam, żeby przez nią przebrnąć trzeba mieć sporą determinację chyba

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. spróbuj, może Ci akurat podpasuje:)

      Usuń
  3. Czytałam drugą część z tej serii i pamiętam że wstrząsnęła mną, ale również jakoś zniesmaczyła. Chciałabym kiedyś przeczytać całą serię, ale nie wiem teraz w sumie czy warto, bo po Twojej recenzji jakoś nie bardzo, a inne jak czytałam są bardziej pozytywne. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no mnie się najwyraźniej nie podobało, tym razem oczywiście, bo wcześniejsze części bły ok, pierwsza była najlepsza. Druga najmniej utkwiła mi w pamięci jakoś tak, a trzecia już niestety staczała się ku dołowi, jednak było jeszcze jako tako, czwarta natomiast jak widzisz nie wzbudziła we mnie pozytywnych uczuć

      Usuń
  4. Tak to jest z książkami mającymi po kilka tomów kontynuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hm... nie zawsze, choć przyznam, że nie często zdarza mi się czytać serię książek, jakoś mnie nie ciągnie do tego, tym razem było inaczej, na każdą część oczekiwałam dosyć niecierpliwie, ale niestety na ostatnią część oczekiwanie moje będzie o wiele spokojniejsze.

      Usuń
  5. Mnie już bardzo zawiodła trzecia część sagi dlatego ciężko mi się zabrać za "Kto wiatr sieje".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to chyba lepiej się nie męcz, bo w czwartej części według mnie wszystko było dużo gorsze

      Usuń
  6. W najbliższym czasie zamierzam zacząć czytać Sagę Dollangangerów od początku, ale w takim razie przed zakupem czwartej części, poważnie się zastanowię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czytaj czytaj, każdy może przecież inaczej odebrać każdą książkę

      Usuń
  7. Czytam tę część teraz i przyznam szczerze, że zdziwiła mnie Twoja opinia, gdyż mimo wszystko mi się ona podoba :) Poprzedni tom odstraszał mnie od siebie, denerwował, irytował i jednocześnie przerażał, będąc przy tym bardzo rozczarowującym. Natomiast "Kto wiatr sieje" zaczyna się sztucznym bardzo wątkiem zaginionego wujka, a potem już tylko cały czas zaskakuje. Jeżeli przez ostatnie 60 stron, bo tyle zostało mi do końca, nie wydarzy się nic totalnie głupiego to myślę, że wystawię tej książce dobry, a może nawet dobry z plusem.

    Nie wiem, czy przyzwyczaiłam się już do absurdalności książek Virginii Andrews, czy może po prostu mam teraz taki dobry czas na tę powieść, ale całkiem możliwe, iż w innych okolicznościach wydałaby mi się ona straszna. Już tak było nie raz i pewnie nie raz będzie :)

    Z przetrwania Świata Książki cieszę się bardzo, bardzo. I z niecierpliwością czekam na ich dalszą działalność wydawniczą, w szczególności na "Ogród cieni" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie czekałam na twoją opinię...
      i widzę, że zupełnie inaczej odebrałyśmy tę książkę, ale to dobrze, że są inne opinie od mojej:)
      mnie już na samym początku ten właśnie sztuczny wątek zdenerwował, który przez całą książkę ciągnął się nie wiadomo po co, zaskoczeń żadnych nie uraczyłam, nużyło mnie i męczyło czytanie o dylematach Cathy, miotaniu się bezsensownym między miłością do swojego syna, a lękiem przed nim, męczył mnie też język powieści, drażniły powtórzenia itp. no masę mam uchybień tym razem stąd tak negatywna ocena.

      Na "Ogród cieni" czekać będę już zdecydowanie spokojniej, zwłaszcza, że mogę podejrzewać co w nim będzie (dowiesz się na końcu tej części)

      pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  8. Ja ledwie przetrwałam część pierwszą... irytujące toto i egzaltowane. Poza tym, nie przepadam za wątkami kazirodczymi.
    Ale za to Świat Książki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te wątki też drażniły mnie okrutnie, ale w pierwszej części mogłam sobie je jakoś wytłumaczyć, w czwartej już nawet nie zwracałam na nie uwagi, drażniło mnie milion innych rzeczy:)

      Usuń
  9. A czytaliście "Ogród cieni"? To jeszcze nie wydany przez Świat Książki piaty tom cyklu, ale włąsciwie to "zerowy". I prawdę powiedziawszy, jak dla mnie, dużo lepszy niż 3 i 4.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jeszcze nie czytałam, ale po zakończeniu czwartej części domyślałam się, że to taki "zerowy tom", a Twój wpis daje mi nadzieje, że może jednak warto na niego czekać???

      Usuń
    2. Jest zaskakujący. A "zerowy", bo mówi o babci Oliwii i dziadku Malcolmie :)

      Usuń
    3. hm...to faktycznie może być interesujące, zaintrygowałaś mnie! a to niedobrze ;) bo już obiecywałam sobie odpuścić tę sagę.

      Usuń