piątek, 31 sierpnia 2012

"Wejście w zbrodnię" Jill Hathaway + losowanie z okazji Dnia Blogera.


Oprócz tego, że uwielbiam książki dla dzieci, lubię też od czasu do czasu poczytać coś dla młodzieży.
Lecz niestety niezbyt często trafiam na coś co ze szczerym sercem mogłabym pożyczyć lub polecić nastolatkom mi bliskim. Nie polecę im przecież książek o wampirach i innych dziwnych stworzeniach - bo sama taki czytywać nie lubię, nie polecę im też takich, które ociekają ckliwością, seksem lub krwią...
I nie polecę im książek, które uważam za po prostu głupie. Uważam bowiem, że to co czytamy za młodu kształtuje nie tylko nasze późniejsze gusta czytelnicze, ale nas w ogóle.
Zatem ciężko mi coś nastolatkom zazwyczaj polecać. Do wczoraj.
Od wczoraj do listy polecanych przeze mnie książek dla młodzieży dołączyła książka "Wejście w zbrodnię" Jill Hathaway.
Bo powiem Wam, że to naprawdę całkiem ciekawa książka. Wciągająca, zaskakująca i trzymająca w napięciu. Myślę, że to jedna z książek, których ekranizację chciałabym zobaczyć. Byłby z tego może całkiem ciekawy film, w iście amerykańskim stylu - a takie filmy lubię mimo wszystko. Bo i książka w iście w amerykańskim stylu.
Od pierwszej strony wyobrażałam sobie scenę za sceną, aktorów odgrywających bohaterów i miejsce akcji. Wszystko układało mi się w zgrabną całość i z niecierpliwością czekałam na finał. Finał, który był całkiem dużym zaskoczeniem. A przyznam się Wam szczerze, że po 95 stronie wykrzyknęłam: No nie! Wiem kto zabił!". I co? Absolutnie się myliłam! Nawet blisko nie byłam, choć i ta osoba swój wątek w książce ciekawy miała.
Najciekawszy wątek - a właściwie główny - należy do głównej bohaterki Sylvii Bell. Nastolatki, która kilka lat temu straciła matkę, teraz mieszka z ojcem i siostrą, i wiedzie z pozoru normalne życie. Tylko z pozoru, bowiem oprócz tęsknoty za matką, różowych włosów i lekkiego zbuntowania, cierpi na dziwną przypadłość, którą wszyscy biorą za narkolepsję. A ona sama mówi o sobie, że "... potrafi wskoczyć w czyjąś głowę i zobaczyć rzeczy, które każdy chciałby ukryć przed innymi". Sylvia ukrywa tę umiejętność przed wszystkimi. Do czasu. Bo czasem taka umiejętność może się przydać. Można "wejść w zbrodnię" i pomóc w odkryciu kto jest jej winien. Oczywiście proste to to nie jest, ale... w momencie, gdy zagraża niebezpieczeństwo naszym bliskim, taka umiejętność może się naprawdę przydać.
Jak poradzi sobie z tym Sylvia dowiecie się czytając. I gwarantuję Wam, że będzie Was to interesowało, a wątki, których wyjaśnienie wydawało się Wam oczywiste, mogą mieć to wyjaśnienie zupełnie inne. To książka, która może Was nieźle zaskoczyć.
Mnie ciekawiła bardziej niż się spodziewałam. Ciekawiła mnie tak jak ciekawi oglądany film- mamy czasem ochotę przewinąć do przodu, by dowiedzieć się co będzie dalej, ale z drugiej strony nie chcemy sobie psuć przyjemności odkrywania rozwiązania scena, po scenie.
Tak mnie zaciekawiła, że znowu złapałam bakcyla na oglądanie filmów i cóż... przygotowałam ich sobie całą listę....tylko skąd wziąć na to czas, jak już koniec urlopu. Mały stosik filmów możecie zobaczyć obok książki, stosik nadrabiania zaległości filmowych, stosik, który czeka na weekend.
I mam nadzieję, że ocenię go tak jak i książkę, na solidną *****5***** . Będę ją polecała każdej nastolatce i nastolatkowi, którego zarażam czytaniem.
Starszym niż nastolatkowie ;) też polecam. Ja jak widzicie jestem zadowolona, że na nią trafiłam. 
Dodam jeszcze, że naprawdę podoba mi się też szata graficzna książki - po pierwsze świetna okładka, po drugie bardzo fajnie oznaczone są strony, nadało to książce taki bardziej młodzieżowy look.


Zresztą Was też chcę nią "zarazić" i pozwolić Wam "wejść w zbrodnię".
Mam dla Was dwa egzemplarze opisywanej książki od Wydawnictwa Bellona. Z okazji Dnia Blogera postanowiłam ten konkurs ogłosić dziś. Z nim też będzie związane pytanie.
Co lubicie w blogach najbardziej? Co pisanie lub czytanie blogów Wam dało?


Każdy kto chce być wzięty pod uwagę w losowaniu (co jest jednoznaczne z wyrażeniem ochoty na przygarnięcie książki) musi odpowiedzieć na te pytania, w komentarzach na dole. Dzięki temu może Was trochę lepiej poznam?
Wyniki losowania ogłoszę w poniedziałek 3 września wieczorem.
Wszystkich zapraszam do zabawy i mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia po tę książkę.

Fundatorem książek jest BELLONA
J. Hathaway, "Wejście w zbrodnię", Wyd. Bellona, Warszawa 2012, s. 294

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

"Dworek pod Lipami" Anna J. Szepielak (e-czytanie z Woblink'iem)

Moja przygoda z e-bookami zaczęła się jakieś pół roku temu. I szczerze powiedziawszy średnio wiedziałam skąd brać e-booki, jak je wrzucać na Kindelka i właściwie czy czytanie na czytniku będzie mi odpowiadało. Jednak wszystko to opanowałam w miarę szybko, a czytanie na czytniku stało się mi nieodłączne. Oczywiście jak wiecie nie przestałam czytać książek papierowych, co to, to nie! Bez nich nie wyobrażam sobie życia. Niemniej bez Kindelka też byłoby mi smutno.
Stąd powstał w mojej głowie pomysł na cykl pt. "e-czytaniez Woblink'iem". Przecież mogę Was też zachęcać do czytania na czytnikach - tak wiem, że nie wszyscy to popierają i część czytelników mnie może opuścić, ale, cóż nie będę ukrywała moich poglądów i udawała, że czytam tylko papier.
Myślę, że recenzowanie przeze mnie czytanych na czytniku książek nie będzie się niczym różniło od czytanych metodą tradycyjną. Zachęcać Was tylko będę do zakupienia e-booka przez stronę WOBLINK.
Dlaczego?
1.Dlatego, że jest to miejsce, które mnie samej pomogło ogarnąć mojego Kindelka i zrozumieć o co w tym kupowaniu e-booków chodzi.
2. Jest tam naprawdę dużo atrakcyjnych promocji na e-booki ( i nowości, i tytuły nieco starsze).
3. Można dzięki tej stronie poznać wiele innych osób, które czytają tak jak my, dzielić się z nimi opiniami o przeczytanych książkach i tworzyć swoją wirtualną biblioteczkę. Między innymi będziecie mogli poczytać tam i moje opinie o książkach, bo...
4. Podjęłam z nimi współpracę - właśnie z tych wyżej wymienionych powodów.
Zatem rozpoczynam cykl e-czytania z Woblinkiem. 
Wszystkie przeczytane przeze mnie e-booki znajdziecie na dole strony w odpowiedniej etykiecie. Co e-czytam aktualnie możecie zobaczyć zawsze na panelu z prawej strony bloga.
Mam nadzieję, że Was zainteresuję!
woblink.com


Pierwszą książką, którą przeczytałam dzięki Woblinkowi, była książka, którą nie ukrywam, że przeczytać bardzo chciałam. Oto i ona, i słów kilka...dziesiąt o niej. 

Z autorką "Dworku pod Lipami" miałam już okazję spotkać się wcześniej. Pisałam Wam już o tym dosyć dawno, przypomnieć sobie możecie o tym tutaj -> "Zamówienie z Francji"
Byłam wtedy oczarowana książki pani Ani i miałam nadzieję, że uda mi się przeczytać jej kolejną książkę, w życiu wtedy nie podejrzewałam, że przeczytam ją w formie e-booka. 
Cóż... życie nas zaskakuje. 
Jak i sama autorka.
Bowiem "Dworek pod Lipami" choć w podobnym klimacie jak "Zamówienie z Francji" jest książką zupełnie inną. 
Przede wszystkim bardziej rozbudowaną. Dłuższą i chyba też bardziej wciągającą. Choć wydaje mi się, że nie powinnam ich porównywać. Obie mają w sobie takie ciepło bijące z każdej strony, taką dobrą aurę, która powoduje, że czyta się je bardzo przyjemnie. 
Główna bohaterka "Dworku pod Lipami" - Gabriela - to autorka bestsellerowych książek dla kobiet. Stworzyła postać którą ubóstwiają jej czytelniczki, przyzwyczaiła do swojego sposobu pisania i ...znudziła się tym. 
Ma ochotę na stworzenie czegoś zupełnie innego, czegoś co zupełnie nie może być z nią kojarzone i co niekoniecznie może podobać się jej czytelniczkom. Zbiega się to w czasie, gdy życie naszej głównej bohaterki też zaczyna prosić się o zmiany. Mimo iż całkiem niedawno wyszła za mąż, to jej życie zaczyna się komplikować. Ciągle ma wrażenie, że nie pasuje do miejsca w którym zamieszkała z mężem, że nie pasuje do stylu życia, który dzielą i że właśnie za dużo ich dzieli. A dzieli ich przeszłość męża i skrywana przez Gabrielę tajemnica. I chyba też zupełnie inne oczekiwania od życia. 
Czy Gabrieli uda się dojść do ładu ze swoim życiem, czy małżeństwo w które weszła całkiem niedawno przetrwa? Czy nowa książka, która tworzy się w jej głowie ma szanse na powstanie? Jak potoczą się losy Gabrieli i tworzonej przez nią postaci - Celiny? Czy świat realny może być natchnieniem do pisania, albo być połączony niewidzialną nicią z światem tworzonym w powieści? 
Pani Ania J. Szepielak pięknie nam na te wszystkie pytania strona, po stronie odpowiada. Tworzy wspaniały klimat powieści, sprawia, że czytamy z ochotą i nawet możemy przymknąć oko na nutkę ckliwości. Bo gdzieś tam w trakcie czytania zaczynamy wierzyć autorce, że czytać tę książkę warto i czują ciepło w sercu czytamy, kibicujemy jej bohaterom i wyglądamy zakończenia - tym razem nie po to by książka się skończyła, lecz by poznać zakończenie bo tak nas ono ciekawi! 
Naprawdę przyjemna lektura. Lektura na *****5*****, a ja w dalszym ciągu kibicuję autorce w pisaniu...mam nadzieje na trzecią powieść! 
Takich lektur nigdy dość na poranki...

Na ciepłe popołudnia...niestety nie w cieniu lipy, ale na balkonie....z gazetą obok czytnika dla przerywnika. 

I na wieczory....
Tym razem jak widzicie czytnik nie towarzyszyły mi w jakiś wojażach, lecz w domu... bo jeszcze miałam ostatnie dni wolnego. W środę wracam do pracy.... mam nadzieję, że zniosę to w miarę spokojnie, choć nie ukrywam wcale mi się wracać nie chce. 

A. J. Szepielak, "Dworek pod Lipami", Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2012, s. 528 

środa, 22 sierpnia 2012

"Poradnik hodowcy aniołów" Grzegorz Kasdepke


Pana Grzegorza Kasdepke uwielbiam w całości - się znaczy to co pisze, bo mąż mógłby być zazdrosny :)
Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że przeczytałam chyba każdą wydaną przez niego książkę dla dzieci. I za każdym razem jestem pod wrażeniem. Mało co potrafi tak przypaść mi do gustu. A jeśli dodatkowo są to świetne książki dla dzieci (na których punkcie, pewnie jeszcze nie wiecie, mam sporego fioła) to wychodzę z księgarni albo zabeczana- bo książki nie mogę takiej kupić (fundusze), albo rozchichotana jak porządna pięciolatka- oczywiście z kolejną książką dla dzieci w ręce! Kupowanie książek dla dzieci sprawia mi ogromną frajdę, obawiam się, że moje przyszłe dziecko nie będzie posiadało grzechotek tylko same książki. :)
Dlatego jak zobaczyłam "Poradnik hodowcy aniołów"oszalałam! Moja ośmioletnia kuzynka szusowała między regałami książek o Barbii (masakra!), a ja stałam nad tą książką i powtarzałam, że muszę ją mieć! MUSZĘ! I mam! Dzięki Cioci! To nic, że z deczka dziwnie wyglądało kupowanie dorosłej hm... kobiecie książki dla dzieci przez jej ciocię. Ciocia zawsze może siostrzenicy sprawić prezent, prawda?:)
Ale wróćmy do sedna.
"Poradnik hodowcy aniołów" to zupełnie inna książka w dorobku pana Grzegorza. To pełna grozy, magiczna baśń. Baśń dziejąca się współcześnie. Dotycząca współczesnych problemów. Bardzo na czasie, dla dzieci tak mniej więcej 8+ i koniecznie dla ich rodziców!
O czym jest? Oczywiście piszę z punktu widzenia dorosłego - bo jeszcze nie miałam okazji zaprezentować tej książki jakiemuś dzieciaczkowi. Ale nie omieszkam!
"Poradnik hodowcy aniołów" jest o Marcie - bardzo wrażliwej i spragnionej uwagi jej bliskich jedenastolatce, o jej rodzinie, o tym jak łatwo zapominamy co najważniejsze, nie dostrzegamy problemów naszych bliskich, a z tych małych problemów mogą wyrosnąć spore potworności. Tuż obok nas może bowiem być zło, ale też może być i dobro. Czarownice. Anioły. I ich hodowcy, którzy ratują z opresji...
Naprawdę ciekawa baśń, myślę, że trzymająca w napięciu nie tylko dziecko, ale trochę też  i dorosłego.
Czyta się jak zawsze bardzo przyjemnie, troszkę mniej przyjemne były tym razem ilustracje, ale chyba o to chodzi - by w baśni pełnej grozy nie raził nas po oczach róż i kwiatki. Raczej ilustracje mają podbijać wyobraźnie dzieci, tu... w kierunku grozy właśnie.
Książka pięknie wydana, w twardej oprawie ( to lubię zwłaszcza w książkach dla dzieci), wcale nie bardzo droga, a warta kupienia! Oczywiście jak to w baśni jest i morał, jest walka dobra ze złem, jest też to co dzieci lubią - humor, dreszczyk emocji i trochę zakazanego owocu. Wszystko podane tak, że ja mam wrażenie dziecko po przeczytaniu takiej książeczki stanie się ostrożniejsze, a rodzic... hm... może dostrzeże pewne swoje zachowania...
Na pewno to też książka dzięki której rodzice będą mogli poruszyć z dzieckiem pewne tematy - choćby temat samotnego oddalania się od domu.
Rodzice - warto! Dzieciaki - mam nadzieję, że przekonałam Waszych rodziców, bo Was chyba już mocniej przekonywać nie trzeba! Szuru do księgarni i obgryzamy paznokcie obserwując przygodę Marty.
"Poradnik hodowcy aniołów" jak widać spodobał mi się bardzo. Stawiam ******6******  i przedstawiam Wam kolejnego (kto czyta mnie długo, zna Ignacego), nowego, dziecięcego mieszkańca naszego domu - Stiviego - który uwielbia gdy opiera się na nim głowę podczas czytania książek dla dzieci. Tak mi się przynajmniej wydaje.
G. Kasdepke, "Poradnik hodowcy aniołów", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012, s. 117

wtorek, 21 sierpnia 2012

"Bluźnierstwo" Asia Bibi


Po przeczytaniu takiej książki jak "Bluźnierstwo" nasuwają mi się dwa główne wnioski.
Po pierwsze - jak często nie doceniam tego co mam, gdzie i jak żyję.
Po drugie - przecież to co przeczytałam jest tak nierealne, że wydaje się być niemożliwym, a jednak to sama prawda, to się naprawdę dzieje.
Przerażająca historia kobiety, która ma ponieść śmierć za dosłownie "kubek wody".
Asia Bibi, czterdziestoletnia matka pięciorga dzieci, żona, kobieta mieszkająca w Pakistanie i do tego chrześcijanka.
Kobieta, która pozwoliła sobie w trakcie zbiorów na wypicie wody ze studni należącej do muzułmanów. Przez to została oskarżona o zniewagę religii muzułmańskiej i osadzona w więzieniu. 14 czerwca 2009 roku zostaje skazana na śmierć. Straszne, prawda? Do tego jeszcze osoby (minister do spraw mniejszości i gubernator), które ją wspierają też są zagrożone, nawet giną z rąk fanatyków religijnych.
Asia nadal przebywa w więzieniu. Jest 2012 rok, nowoczesność bije z każdego kąta globu, a kobieta która "skalała wodę" została za to skazana na śmierć. Co to za świat? Skąd takie okrucieństwo? Gdzie kończy się wiara w swoją religię, a zaczyna fanatyzm? Czy wiara to nienawiść? Nawet najbardziej radykalna wiara?
Ja naprawdę nie mogę uwierzyć, że przeczytany przeze mnie apel Asii Bibi to autentyczna historia, że ta kobieta naprawdę istnieje. Że spotkało ją coś takiego. I chyba nie potrafię się z tym pogodzić, zrozumieć, zapomnieć i iść dalej. Przeczytanie tej książki odcisnęło na mnie duże piętno, historia tej kobiety będzie już zawsze we mnie. I będę się modliła o jej uwolnienie, o siłę dla ludzi, którzy walczą o jej wolność. Choć wolność w jej przypadku też jest zagrożona. Nawet po ułaskawieniu jej życiu zagrażać może niebezpieczeństwo.
To wszystko nie mieści mi się w głowie. Mimo to cieszę się, że zetknęłam się z tą książką. Takie momenty ukazują mi zazwyczaj jak ja sama wiele mam - i nie chodzi tu o rzeczy materialne.  Mogę czytać, tam gdzie chcę, mogę robić to jak chcę. Jestem wolna, robię to co chcę, wierzę w to co chcę, żyję i jestem szczęśliwa. I chyba w obliczu takiej tragedii narzekanie na swój los jest wręcz grzechem... 
I choć nie powinnam tej pozycji oceniać- ocenię. Ocenię na najwyższą notę ******6******, może dzięki temu ktoś natknie się na nią i uzmysłowi sobie to co ja. Że nie wszędzie jest wolność, że nie wszyscy mają tak dobrze jak my, że trzeba walczyć lub choć walczyć próbować za wolność innych.
A takie książki już są jakimś sposobem walki. Bo otwierają nam oczy.
Może ktoś faktycznie pomoże. Może nie dzięki mojej recenzji, ale dzięki temu, że tę książkę przeczyta.
Linki powiązane z  historią Asia Bibi :
http://pl.wikipedia.org/wiki/Asia_Bibi
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/asia_bibi_skazana_na_smierc_za_wiare_w_chrystusa_216366-3--1-d.html
http://wpolityce.pl/artykuly/16998-uratuj-asie-bibi-ma-zostac-powieszona-wiernosc-chrystusowi-i-dwa-zdania-wypowiedziane-do-kolezanek
http://papiez.wiara.pl/doc/1091568.Asia-Bibi-Wstrzasajacy-list-z-celi-smierci

Książkę tę możecie zakupić na stronie Wydawnictwa PWN

A. Bibi, "Bluźnierstwo", Wyd. PWN, Warszawa 2012, s. 184

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

"A jeśli ciernie" Virgnia C. Andrews


"A jeśli ciernie" to kontynuacja głośnej serii książek Virginii C. Andrews o rodzinie Dollangerów. Serii, która o dziwo przypadła do gustu i mnie. Pamiętam, że pierwszym tomem byłam oszołomiona, drugi też był niczego sobie, choć już nie tak genialny jak pierwszy. Jak było za trzecim razem?
Tym razem narratorami opowieści są synowie Cathy - Jory i Bart. To oni powoli odkrywają przeszłość swoich rodziców, muszą się z nią zmierzyć i odnaleźć w niej sens. Wszystko więc opisane jest z perspektywy dorastających chłopców.
Jory- ten "dobry", Bart- ten "zły". Jory, który kocha matkę i "ojca"- czyli Chrisa- brata matki (o czym oczywiście początkowo synowie nie wiedzą), podziela pasję matki - taniec, jest też pełen podziwu dla ojca, jest wyrozumiały, spokojny, mądry, nie sprawiający problemów.
Bart - dziecko, które czuje się niekochane, nie zauważane, jest niezdarny, złośliwy, arogancki, no łatwym przypadkiem to on nie jest.
Oczywiście każdy na historię swoich rodziców spojrzy z innej perspektywy. Każdy z nich inaczej do niej dotrze i inaczej sobie z nią poradzi.
Cathy i Chrisowi udało się w końcu stworzyć rodzinę, osiąść w jednym miejscu, stworzyć dom i wieść normalne życie. Z wzlotami i upadkami - jak to wszędzie bywa.
Jednak wszystko zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w momencie gdy do sąsiedniego domu wprowadza się tajemnicza dama, z tajemniczym lokajem. Powoli życie Dollangerów znowu obraca się w koszmar.
Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć Cathy i Chrisowi. Do tego wciąga w swoją pajęczą sieć ich synów. jak zawsze nie będę Wam pisała jak to się wszystko działo. Uważam, że fabułę musicie poznać sami. Napiszę Wam już tylko jak czytanie tej książki wpływało na mnie.
Jak?
Dziwnie! Mamy tu bowiem przejaskrawione do granic możliwości cechy bohaterów, mamy też gorycz płynącą z każdej kartki jak rwąca rzeka. Od pierwszej strony mamy wrażenie jakbyśmy wchodzili do ciemnego pokoju i w miarę przebywania w nim dostrzegamy nowe przedmioty. Ta mroczność nie do końca pozwala nam na uwierzenie, że rodzeństwu Dollangerów udało się stworzyć normalną rodzinę. Nagle pasują nam do niej okropne zachowania młodszego syna - Barta, od samego początku czekamy na wybuch zła, który jest dla nas oczywisty. Nie wiemy tylko z której strony nastąpi.
I to się autorce udało, w miarę długo trzymała mnie w niepewności, owszem może czegoś się domyślałam, ale... ogólnie ciągnęło mnie do rozwiązania, by dowiedzieć się co, dlaczego i jak.
Chyba to spodobało mi się w "A jeśli ciernie" najbardziej. Stopniowe odkrywanie kart- mimo iż wiemy, że te karty tasuje zło, nie wiemy jaką formę przyjmie. Przewracamy kolejne strony książki, jakbyśmy wyciągali kolejne karty z talii. I nigdy nie wiemy jaka karta się nam trafi. Mimo iż wiemy, jakie karty trafić się mogą.
To ten mroczny, nie do końca możliwy scenariusz ciągnie mnie do książek Virginii C. Andrews. I już jestem ciekawa czym uraczyła  nas autorka w kolejnych tomach.
Bo czyta się je jakby to były genialne powieści, choć nie ukrywajmy takimi nie są. To książki, które mają w sobie dziwną magię, magię czytania, magię odkrywania, magię w którą aż momentami ciężko uwierzyć. Chyba tak z tą magią bywa, prawda? Ciężko w nią uwierzyć, a przyciąga.

"A jeśli ciernie" podobało mi się bardzo. Stawiam więc *****5*****, przez ponad czterysta stron się nie nudziłam, znowu dałam się uwieść autorce, wciągnąć w stworzony przez nią świat. Autorka spełniła swoje zamierzenia- dała mi "radość i ucieczkę od codzienności"- jak chciała robić- o czym dowiemy się w przedmowie.
Ucieczkę od codziennej rutyny, przez kilka dni bowiem zamiast wykonywać codzienne czynności, obowiązki....czytałam, czytałam, czytałam....
a zamiast prania na sznurkach....wisiała u mnie książka.... (no nie do końca książka, bo czytałam jeszcze wydruk).
Premiera książki  19.09.2012. Fanom tej serii gorąco polecam, tym którzy jeszcze o niej nie słyszeli odsyłam do wcześniejszych części - moje opinie tu i tu.




V. C. Andrews, "A jeśli ciernie", Wyd. Świat Książki, Warszawa 2012, s. 432

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

"Pamiętne lato" Lesley Lokko

Dziś druga książka z "cyklu"- lektury w słońcu. "Zaproszenie na morderstwo" zaczęłam czytać w POlsce, skończyłam w kraju na W., z "Pamiętnym latem" było odwrotnie - zaczęłam w kraju na W., skończyłam w Polsce. Do obydwu miałam wysokie oczekiwania. Obie zaczęły się rewelacyjnie, jednak pierwsza (jak pisałam Wam wcześniej) poziomu nie utrzymała i zakończenie klapło. "Pamiętne wakacje" zrealizowały moje oczekiwania w stu procentach!


"Pamiętne lato" to jedna z takich książek, które spokojnie prowadzą nas po swojej akcji, wciągają, by na końcu może nie tyle nas zszokować, co zaskoczyć, wzruszyć lub wzburzyć. Czytając takie powieści zaczynamy wciągać się w przedstawioną historię, utożsamiać się z jej bohaterami lub po prostu przywiązywać się do nich, zaczynamy "żyć" światem powieści,. Czytając je czujemy jakbyśmy w tym świecie byli.
Lesley Lokko w "Pamiętnym lecie" porwała mnie całkowicie. Uwielbiam gdy autor tworzy postacie, dbając o każdy najmniejszy szczegół, gdy mogę je poznawać i obserwować ich zmienianie się. Uwielbiam, gdy autor pisze tak, że mam wrażenie, że mimo iż historia przedstawiona przez niego, nie może mi być bliska - taką być się wydaje. Lubię też ten zabieg, gdy historie zupełnie obcych i innych postaci łączą się w całość.
Wszystko to udało się autorce wyśmienicie.
Mamy tu bowiem trzech braci i trzy dziewczyny. Matkę, ojca i brata ojca. Każda z tych postaci ciągnie swój worek doświadczeń, każda jest inna, charakterystyczna w odpowiedni dla niej sposób.
Każda z tych postaci już sama robi wrażenie. Gdy jednak losy ich się plączą wszystko robi wrażenie jeszcze większe.
Mamy też tajemnicę z przeszłości, tajemnice całkiem też świeże, trudy dnia teraźniejszego i obciążenia z przeszłości. Mieszanka wybuchowa. "Jak w życiu" można by rzec. Autorka stopniowo pozwala nam na poznawanie bohaterów, ukazuje tło powieści, by następnie ruszyć z akcją z kopyta i wciągnąć nas w odkrywanie tajemnicy sprzed lat. Tajemnicy, która jest porażająca! Zatem i koniec książki nie jest mdły, jest zaskakujący i wzruszający. Taki jakiego oczekiwałam.
Ja lubię takie książki, lubię w nich wątki rodzinne, lubię obserwować jak przeszłość wnika w teraźniejszość. Jak zupełnie inne osoby stają się sobie bliskie, jak ich relacje się układają z biegiem czasu Lubię też czuć, że obok pozornie spokojnego życia moich bohaterów, czai się jakaś ogromna tajemnica, która gdy wybucha... zmienia wszystko. I wtedy mogę obserwować jak ta tajemnica wpłynęła na moich bohaterów, wtedy pewne sprawy wyglądają zupełnie inaczej, pewne wątki się wyjaśniają, a postacie...albo się temu poddają, albo nie. Takie powieści lubię! Od taki powieści nie mogę się oderwać.
Dlatego mogę Wam napisać, że"Pamiętne lato" to książka niebanalna, intrygująca, momentami prawdziwa do bólu, momentami trochę odrealniona (pewnie w porównaniu do mojego świata), to książka dla której warto wydać pieniążki, dla której warto zarwać noc, to książka z którą na pewno nie będziecie się nudzić.

Lesley Lokko miesza ze sobą różne narodowości, różne kultury, różne sposoby postrzegania świata i daje nam książkę "z wielkim bijącym sercem".  My możemy czytając ją pozwolić by i ułamek tego serca zabił w nas.
We mnie zabił mocno, powieść trafiła do mojego serca pełną parą, nie pozwalając mi o sobie nie myśleć.


Rewelacyjna książka na ******6******, książka na plażę, na leżak, ale też czuję, że może rozgrzać w zimne dni...które przed nami. Ja na razie delektuję się każdym promieniem słońca, tak jak delektowałam się każdą stroną tej powieści!
Ciekawe czy "Gorzka czekolada" (wcześniejsza książka autorki), która czeka na półce spodoba mi się też tak bardzo. Mam taką nadzieję.

L. Lokko, "Pamiętne lato", Wyd. Świat Książki, Warszawa 2012, s. 478

środa, 8 sierpnia 2012

"Zaproszenie na morderstwo" Carmen Posadas


"Zaproszenie na morderstwo" to książka z którą wiązałam spore nadzieje. Pozwolił mi na to już opis wydawcy, obiecujący ciekawą intrygę, przez co miałam nadzieję na wciągającą książkę. I owszem było tak, mniej więcej do jej połowy. Właściwie dopóki poznawaliśmy plan głównej bohaterki Olivii Uriarte. Pomysł na zaplanowanie swojego zabójstwa.
Prawda, że brzmi intrygująco? Mnie zaintrygowało bardzo, tak, że nawet skutek tego planu nie interesował mnie tak bardzo, jak jego planowanie. Jak doprowadzenie do tego, czego życzyła sobie Olivia. Z książką wiązałam więc spore nadzieje, lecz te nadzieje nie do końca zostały zaspokojone.

"Jak zaplanować własną śmierć, by odpowiedział za nią ktoś inny?"
Otóż... wystarczy zaangażować w to wszystkie osoby, które mają pełne prawo do tego by nas nienawidzić i wzbudzić w nich jeszcze większą nienawiść do naszej osoby. Bo każdy z nas ma swoje tajemnice, każdy ma czuły punkt, w który jeśli uderzymy zaboli - wywołując nienawiść. A jeszcze, gdy możemy pokazać tym wszystkim ludziom  jak nad nimi górujemy, jak ważniejsi od nich jesteśmy - chęć zamordowania nas mamy podane jak na tacy.
Olivia wysyła zaproszenia na rejs mający na celu świętowanie jej rozwodu. Zaproszenia docierają do jej dawnych "przyjaciół", osób, które mogą mieć wiele powodów do nazwania ich jej wrogami. 
Kto z zaproszonych na wspaniały rejs popełni morderstwo? Kogo Olivii uda się do tego sprowokować? I jak? Czy tak jak sobie to zakładała, czy sprawy pójdą przewidzianym przez nią torem, czy może wymkną się spod kontroli?
Te pytania będą Was frapowały już od samego początku, już w momencie poznawania historii zaproszonych przez Olivię osób. Odpowiedzi na nie dostaniecie, ale...
Ale mnie te odpowiedzi niestety nie zachwyciły aż tak bardzo jak oczekiwałam. Intryga, która na początku wydawała się genialna, nadal jest genialna, ale jej rozwiązanie zbyt oczywiste i przyjęłam je bez większego aplauzu. Może zbyt przegadane, zbyt rozwlekłe... nie wiem, mnie raczej nie tyle nie zaskoczyło, co lekko rozczarowało, nie zachwyciło tak jak spodziewałam się już na początku. Bo miałam spore nadzieje, że tak książka swoim rozwiązaniem powali mnie na kolana, zaskoczy tak, że zaniemówię.
Jednak po przeczytaniu ostatniej strony nie byłam zachwycona, a nawet cieszyłam się, że jestem już po. Zaczynała mnie bowiem irytować narracja przekazana siostrze Olivii - Agacie - która miała tak jak jej imienniczka Agatha Chritstie rozwiązać tę zgrabną intrygę. Agata ją przegadała, a rozwiązanie po prostu samo "wpadło" jej w ręce. I cóż nie tego się spodziewałam.
Czytało się przyjemnie, zwłaszcza momenty, w których poznawaliśmy plan Olivii i związki, które ją łączyły z zaproszonymi gośćmi.
Czytało się przyjemnie na ławce w parku, gdy narrację prowadziła Olivia.
Mniej przyjemnie czytało się, jak wspomniałam wyżej, część Agaty.
Gdyby nie to, że słońce opalało mi ramiona (a to uwielbiam) w kraju na W. musiałabym postawić niższą ocenę - a dzięki temu, że książkę skończyła czytać leżąc na leżaku pełnym słońca i radości nie potrafię postawić niższej oceny i stawiam aż ****4****.
A tak serio ta czwórka to przede wszystkim za pomysł na książkę, za to, że wcześniej nie spotkałam się z takim pomysłem na intrygę, za to, że początek książki tak mnie wciągnął, że mimo wszystko chciałam wiedzieć jaki będzie jej koniec. I choć koniec rozczarowujący, to i tak ogólnie czytało się dobrze, może po prostu ja nastawiłam się za bardzo na fajerwerki. Mam nadzieję, że będą osoby, które te fajerwerki dostaną w takiej postaci na jaką się nastawiły.
Ja po przeczytani jej odłożyłam książkę ze słowami : "nie było źle, ale... też bez rewelacji..." więc książka po prostu dobra, lecz bez rewelacji.
Rewelacyjne było słońce, w którym ją czytałam.... rewelacyjne były wakacje!


Na koniec cytat, który mnie poruszył.
"To w oczywisty sposób nieprawda, że pierwsza miłość jest jedyną prawdziwą, ale autorzy tych złotych myśli w jednej kwestii na pewno mają rację: pierwsza miłość dzierży klucz do wrót naszego wnętrza, potrafi wprawić w ruch osobliwe mechanizmy, w efekcie otwieramy się przed kimś i stajemy się wobec niego bezbronni. Skutek jest taki, że mogło minąć ponad trzydzieści lat od pierwszej zażyłości, a stare więzi nadal wydają się równie silne jak niegdyś."

C. Posadas, "Zaproszenie na morderstwo", Wyd. MUZA, Warszawa 2012, s. 350

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

zapowiedź... lektury w słońcu...

Sierpień rozpoczęłam tak jak lubię...
z książką, wśród bliskich,
w słońcu opalającym ramiona, a czasem w cieniu te ramiona kojącym...
raj... w kraju na W.
Nic mi więcej nie trzeba było! 
Wkrótce napiszę o tym co czytałam, dziś to tylko krótka zapowiedź.