wtorek, 11 grudnia 2012

"Pigułka wolności" Piotr Czerwiński


Dziś moi mili przychodzę by podzielić się z Wami moją porażką. Porażką czytelniczą.
Czemu aż używam słowa: porażka? Postaram się wytłumaczyć niżej.
Na lekturę "Pigułki wolności" bardzo się cieszyłam, nie mogłam się jej wręcz doczekać. Czytałam o niej właściwie same pozytywne opinie, tematyka przez autora poruszana wydawała mi się niezmiernie ciekawa, spodziewałam się niebywałych wrażeń, zabawy językiem, tak błyskotliwych uwag o poruszanym temacie, że będę musiała co drugą wypisywać, itp. Jak tylko ją dostałam, dokończyłam wcześniejsze książki i zabrałam się za czytanie.
Ruszyłam z impetem, pierwsze pięćdziesiąt stron pochłonęłam na raz. I z równym impetem zahamowałam tak około setnej strony.  I niestety z kartki na kartkę szło mi coraz gorzej. No może miałam parę zrywów, jakiejś takiej ogromnej chęci do zachwycenia się tą książką, ale niestety poległam. Nie potrafiłam się w niej odnaleźć, skupić na tym co autor pisze, podążać za jego tokiem myślenia i raczyć się nim. To wszystko nie złożyło mi się w książkę, którą czyta się bo się tego chce, tylko się w moim przypadku musi, bo odrzucić się nie da - taki już mam system, że doczytuję, nawet to co działa mi na nerwy najbardziej.
I nie wiem czy to po prostu książka nie dla mnie, czy z czytaniem jej wpadłam w jakiś nieodpowiedni czas, bo miałam wrażenie, że się męczę czytając, że to co autor pisze mnie drażni, że mnie wręcz wkurza. Bohaterowie jakoś kompletnie mnie nie zainteresowali, wręcz mnie drażnił ich sposób bycia, jedyne co mi się podobało to to, że autor świetnie opisywał współczesne wydarzenia, rzucając na nie bardzo ciekawe światło.
I tak oto dobrnęłam do końca "Pigułki wolności" ze świadomością, że średnio zrozumiałam co autor miał na myśli, czego akurat to i dlaczego mi to się nie podobało?
Cóż i tak bywa. Nie będę Wam tu dziś pisała o treści książki, myślę, że większość osób nią zainteresowanych trafiło już na tyle słów o niej, że wie czego można się spodziewać. Moje zdanie jest jednak inne - mnie wydawało się, że wiem czego spodziewać się mogę, ale mimo wszystko u mnie to nie zaskoczyło, nie pojawiła się ta chemia, która pozwala mi na wtopienie się w takie książki i niestety muszę postawić *1*.
To moja kolejna próba zmierzenia się z prozą Piotra Czerwińskiego, kolejna na nie. Chyba to jednak autor niestety nie dla mnie.
Stąd i słowo "porażka" - bo nienawidzę, gdy nastawiam się na ucztę czytelniczą, a wychodzę z ogromnym kacem i o pustym żołądku....
 P. Czerwiński, "Pigułka wolności", Wyd. Wielka Litera, Warszawa 2012, s. 384

10 komentarzy:

  1. Tez nie lubie tego niedosytu. Dlatego staram sie nie czytac zbyt duzo opinii przed lektura. Za bardzo sie nastawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a mnie ta książka tak interesowała bardzo, że nie potrafiłam nie przeczytać co o niej myślą inni, a gdy czytałam tyle pozytywnych opinii nabrałam przeświadczenia, że i mnie się spodoba:) i niestety jakaś dziwna jestem najwyraźniej bo wyszło zupełnie inaczej:)

      Usuń
  2. Bardzo dziękuję za zaoszczędzenie czasu, który straciłabym przy tej lekturze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz może Ty miałabyś zupełnie inne wrażenia, większość ludzi miało pozytywne wrażenia, ja nie, bo proza autora jest najwyraźniej nie dla mnie, to samo miałam z "Pokalaniem"

      Usuń
  3. Szkoda, że masz takie negatywne wrażenia po przeczytaniu książki Piotra Czerwińskiego. Czytałam "Pigułkę wolności" jakiś czas temu i byłam naprawdę zadowolona. Wcześniej o autorze nie wiedziałam nic i do lektury podeszłam z neutralnym nastawieniem. Może dlatego nie rozczarowałam się pod koniec... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czytałam między innymi Twoją recenzję i nią się kierowałam, stąd moje bardzo dobre nastawienie przez rozpoczęciem czytania książki...
      no cóż tak bywa...najwyraźniej u mnie to nie zaskoczyło tak jak powinno było:)

      Usuń
  4. Ja nie "napalam" się na tę książkę, bo tematyka nie jest dla mnie zbyt interesująca. Czytałam wiele pochlebnych opinii i tylko one były w stanie pobudzić moją ciekawość - teraz już nic nie wiem ;) Trochę boję się Czerwińskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja się przekonałam po raz drugi, że to autor nie dla mnie. i tak bywa przecież..
      ale warto spróbować czy Tobie podejdzie, o czym świadczyć mogą inne pozytywne opinie.

      Usuń
  5. też tak miałem z dwa razy w tym roku.. i dziwnym trafem były to duże książki po 800 stron a pasowałem z bólem po prawie 200 stronach.. z drugiej strony po co się męczyć.. lepiej w innym czasie sięgnąć.. bo tam mi się zdaje, że czasem książka podejdzie czasem nie... w końcu jak to powiedziałby Bareja... dobry czas nie jest zły.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety ja nie potrafię niedokończonej książki opisać więc właściwie wszystko kończę, nawet jeśli idzie mi to opornie...fakt męczę się przy tym okrutnie.
      To fakt, czasem ma wrażenie, że to dla książki bardzo zły czas

      Usuń