środa, 14 listopada 2012

"Wrony w Ameryce" Marcin Wrona


Nie do końca wiem skąd się wzięło to moje zainteresowanie Stanami Zjednoczonymi, ale mam wrażenie, że towarzyszyło mi od zawsze. Ciągnie mnie do tego kraju ogromnie, fascynują mnie jego krajobrazy, jego kultura, obyczajowość i ludzie. Moim największym marzeniem jest objechanie każdego stanu USA, od zawsze o tym marzyłam i chyba na zawsze marzyć o tym będę. Owszem w Stanach widzę też wiele wad, lecz liczba zalet przeważa, stąd moje achy i ochy rozbrzmiewają jak tylko słyszę o tym kraju.
Nie mogłam więc przejść obojętnie obok książki reportera, którego bardzo też lubię, pana Marcina Wrony, który od 2006 roku jest korespondentem z USA pod flagą Faktów TVN. I uwierzcie mi czasem w Faktach mam ochotę oglądać tylko jego.
Gdy tylko się dowiedziałam, że pan Marcin taką książkę napisał, rozpoczęło się moje na nią polowanie. Upolowałam, w dzień Targów Książki, nie na targach co prawda, ale będzie się mi z nimi mocno kojarzyła. Niestety czytać od razu dane mi jej nie było. Mąż porwał w swoje ręce (a przyznam się Wam, że o tej wyżej wspomnianej podróży marzę nie tylko ja) i pochłonął żywcem. Aż się bałam czy mi wszystkich literek nie wyczyta. Nie wyczytał, zostawił coś dla mnie. I ja wpadłam między wrony. :)
"Wrony w Ameryce" czyta się mając wrażenie jakby autor siedział na przeciwko nas i nam opowiadał o swoich amerykańskich doświadczeniach, spostrzeżeniach na temat tego kraju, o swoim życiu w nim i o tym co go w nim fascynuje. Bo nie da się ukryć, że autor jest Stanami zafascynowany, tak jak i ja, tylko on ma o tyle lepiej, że na co dzień je ogląda z bliska. Ja po trochu mogłam też je jakby z bliska obejrzeć właśnie dzięki tej książce. Autor jednak nie pisze tylko o samych zaletach mieszkania w USA, wymienia też masę wad, dziwnych rzeczy, do których jest się mu nadal ciężko przyzwyczaić. Obala niektóre mity, wyjaśnia niektóre błędnie pojęte zwyczaje, oswaja je i tłumaczy zasady, które dla nas Polaków czasem wydają się sztuczne lub po prostu dziwne.
"Wrony w Ameryce" to książeczka pełna ciekawostek, pełna pożytecznych informacji, podanych z dużą dawką humoru, zdrowego dystansu, ale też ogromnej miłości do kraju, w którym autorowi przyszło żyć.
Na moją wysoką ocenę miało zatem wpływ wiele czynników. To, że mocno interesuję się tematem książki, to, że lubię jej autora, ale też to, że autor nie stał się nagle "Amerykaninem" i swoją polskość szanuje, wręcz ją podkreśla. Czytając czuje się taką normalność pana Wrony, to, że musi być niebywale sympatycznym człowiekiem, który podzielił się z nami swoimi spostrzeżeniami na temat kraju, w którym żyje i pracuje. Językiem przystępnym dla każdego, i zabawnie, i poważnie w odpowiednich momentach. Na tyle ciekawie, że jeszcze bardziej chciałabym USA móc zobaczyć na własne oczy. Dodatkowo możemy też dowiedzieć się paru rzeczy o pracy korespondenta, dziennikarza - co też jest dla mnie dosyć interesujące.
Oceniam więc moje spotkanie z Wronami na ******6******. Dziękuję autorowi, że moją fascynację jeszcze pogłębił.
Jak widzicie u mnie na pulpicie USA, do tego dokupiliśmy też "Wałkowanie Ameryki" i już się czyta...na razie przez męża, ale wkrótce trafi do mnie. Ciekawe czy jeszcze bardziej rozkocham się wtedy w tej tematyce, czy moja fascynacja trochę ochłonie?

M. Wrona, "Wrony w Ameryce", Wyd. The Facto, Warszawa 2012, s. 238

11 komentarzy:

  1. Kas, bardzo, szczerze i serdecznie dziekuje za kupienie, przeczytanie i napisanie :-) Straszliwie mi milo. Wrona z Ameryki a dokladnie z Falls Church, VA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cała przyjemność po mojej stronie! a mnie miło, że Wrona z Ameryki:) dojrzała moją recenzję z tak daleka:) pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. Och, uwielbiam Marcina Wronę jeszcze z czasów JW23 w RMF FM, więc książkę na pewno przeczytam. Co więcej, nawet wiem kto tę książkę kupi. Mój szwagier, który po pierwsze jest fanem okładek wydawnictwa The Facto, po drugie lubi książki reportażowe, a i autora również darzy sympatią :)
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to się cieszę, że więcej fanów Ameryki widać:) bo ostatnio mam wrażenie, że bycie zainteresowanym tym krajem jest "passe" :) - zatem tym większa moja radość, że nie jestem sama! :)

      Usuń
  3. Trzeba przyznac, że jest dość charakterystyczny jako dziennikarz i dobrze, ze się sprawdził w książce, bo taki zderzenia z inną formą kończą się nie zawsze dobrze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo to dobry dziennikarz jest, nawet według mnie bardzo! :)
      faktycznie sama reaguję zjeżeniem nie raz na książki wychodzące spod pióra np. aktorów, celebrytów itp., ale tutaj jakoś byłam spokojna- to przecież dziennikarz, człowiek, który posługuje się na co dzień słowem. I dobrego nosa miałam jak widać, o autor wymaganiom sprostał. Moim i mam nadzieję, że nie tylko.

      Usuń
  4. Mam pomysł na tytuł dla wydania amerykańskiego - "Dreambirds in USA"
    oraz pseudonim dla autora - Marcin W. Dreamwriter ;)

    Zenek

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, czy wiecie, ale niejaki pan Marcin Wrona w 1999 roku dostał od Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich "nagrodę" Hiena Roku za "pogoń za tanią sensacją", "instrumentalne traktowanie rozmówców" i "łamanie etyki". Tutaj źródło moich rewelacji: http://www.sdp.pl/Hiena-roku-1999

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i co w związku z tym? ja nie oceniłam tutaj pana Marcina Wrony tylko jego książkę- opisałam wrażenia z jej lektury, a to czy dostał taką ,a nie inną nagrodę w tym przypadku nie ma znaczenia

      Usuń
  6. Ja też nie mam zamiaru go oceniać, podaję tylko fakt. To wydarzenie miało miejsce ponad 10 lat temu, dziś jest na pewno innym dziennikarzem. Ale background też się liczy, a taką "nagrodę" za nic się nie dostaje. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Pan Wrona tą "nagrodę" dostał zapewne po pracy w "Pod napięciem" czy "Uwadze", a to po porostu programy taniej sensacji, ale to nie zmienia faktu, że:
    książkę przeczytałam jednym tchem. Czyta się ją dobrze, w 2 wieczory można ją "połknąć", do tego nie są to suche fakty, a raczej ciekawostki. Mi się książka podobała i chętnie czytałabym jakiegoś bloga pana Wrony. Mam również nadzieję na part 2 ;)

    "Wałkowanie Ameryki" też przeczytałam, choć z odrobiną oporu, bo tam mniej ciekawostek, więcej suchych faktów i rozdziały jakieś przydługie (np. ten o broni, przy którym sprawdziłam "ile jeszcze do końca").

    Mimo, że pan w księgarni zdecydowanie bardziej polecał "Wałkowanie" (choć teraz się zastanawiam czy nie dlatego, że "Wron" akurat nie było i chciał mnie po prostu do zakupu namówić) to jednak "Wrony" trochę bardziej przypadły mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń