niedziela, 25 listopada 2012

"Pompon w rodzinie Fisiów" Joanna Olech


W grodzie Kraka, w mieście z sławnym Wawelem nie sposób nie natknąć się na tematykę smoczą. Ba, można mieć nawet lekki przesyt ową tematyką. Zwłaszcza doskwiera on krakowskim dzieciakom, które tematem są w trakcie swojej edukacji można by rzec torpedowane.
Gdy zapowiedziałam moim świetlicowym dzieciakom, że będziemy czytać o smoku reakcja była niestety dość negatywna. "Znowu?", "Dlaczego?", "Blllleeee" - takie posypały się komentarze. Nie zraziło mnie to jednak i ogłosiłam "czas czytania".
Dlaczego mnie to nie zraziło? Bo po pierwszym zaglądnięciu do książeczki wiedziałam, że dzieciaki oszaleją z miłości do smoka - Pompona. Ja oszalałam !
Takiej dużej dawki humoru dawno nie mieliśmy. Bardzo dobrego humoru dodam. Do tego naprawdę ciekawy pomysł na książkę, bo któż z nas w dzieciństwie nie chciał mieć tajemniczego przyjaciela..., krasnoludka, zwierzątka...smoka?????? Ja chciałam! Marzyłam wręcz o tym, ba nawet całą wyprawkę dla takiego małego stworka stworzyłam z waty i ścinków, podkładałam chlebek na parapet...itp...
Owszem nie marzyłam o smoku, ale po tej książce chyba zaczynam marzyć.
Na początku poznajemy członków rodziny Fisiów, rodziny całkiem zwyczajnej, jest mama, tata, brat i siostra. I jest smok.
Co już nie jest zwyczajne. Do tego smok, który wcale nie jest np. gekonem lub jaszczurką, lecz po prostu gadającym smokiem. Smokiem, który beka, który zażywa kąpieli z pianą, który żywi się muchami, smokiem, który jest dosyć specyficzny, nie tylko przez to, że jest gadającym smokiem.
Zatem rodzina Fisiów zupełnie normalnie funkcjonować to raczej nie może. Jak funkcjonuje, jakie z powodu posiadania smoka mogą wyniknąć korzyści i problemy możecie dowiedzieć się czytając.
My połknęliśmy pół książki na raz, druga połowa też poszła za jednym posiedzeniem. Było przy tym dużo śmiechu (sama musiałam przestawać czytać, bo zanosiłam się śmiechem) i trochę też wzruszenia nawet. Było pouczająco czasem i czasem totalnie niepouczająco. Było tak jak dzieciaki lubią. Autorka w swojej książce udowodniła, że zna ten sekretny język, który sprawia, że nawet niechętne czytaniu dzieciaki, o przygodach Pompona i rodziny Fisiów słuchają (lub czytają) z otwartą buzią, wyrażającą ogromne zaciekawienie.
Udało mi się (a właściwie autorce) więc odczarować smoka w Krakowie, znowu smokiem dzieci zainteresować i do tego gdzieś tam przemycić temat o smoku na Wawelu, który tym razem okazał się bardziej strawny. Wilk syty (a może bardziej pasuje tu tym razem: smok) i owca cała. O dziwo!
Przed nami kolejne spotkanie ze smoczymi bohaterami pani Olech - "Pulpet i Prudencja. Smocze Pogotowie Przygodowe" zaczynamy czytać od poniedziałku. Coś czuję, że też nam przypadnie do gustu.

Pompon zasłużył więc jak najbardziej na najwyższą notę - ******6******, za wszystko! Za tekst, za ilustracje (spod ręki samej autorki), za twardą oprawę, no za wszystko po prostu!
Rodzice jeśli Wasze dzieci jeszcze nie znają Pompona naprawcie to - zbliżają się przecież Mikołajki...a ja zawsze podpowiadam Mikołajowi, że książki to najlepsze prezenty!


J. Olech, "Pompon w rodzinie Fisiów", Wyd. Znak, Kraków 2007, s. 144



3 komentarze:

  1. Tegoroczne Mikołajki zapowiadają się dla moich znajomych Milusińskich ksiazkowo dzięki takim recenzjom jak Twoja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po ostatniej wizycie w Krakowie, synek dostał pluszowego Smoka Wawelskiego, z którym teraz śpi :) Może następnym razem kupię książkę o przygodach Pompona

    OdpowiedzUsuń